Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Szef OpenAI w szoku. Nie rozumie, dlaczego hejtujesz ChatGPT

Szefowie OpenAI i NVIDII są w szoku. Nie rozumieją sceptycyzmu wobec AI, a krytykę nazywają „niezwykle bolesną”. Czy wizjonerzy stracili kontakt z bazą?

W skrócie:

  • Sam Altman, szef OpenAI, uważa, że adopcja sztucznej inteligencji jest “zaskakująco powolna”, biorąc pod uwagę jej realne możliwości i potencjał.
  • Dyrektor generalny NVIDII, Jensen Huang, twierdzi, że negatywna narracja wokół AI jest dla niego “niezwykle bolesna” i napędzana przez pesymistów.
  • Pomimo miliarda użytkowników pod koniec 2025 roku, większość ludzi wciąż postrzega AI jako przydatne narzędzie, a nie egzystencjalną rewolucję.

Sztuczna inteligencja wciska się w każdy zakamarek naszego cyfrowego życia. Microsoft upycha Copilota do Windowsa 11, producenci telefonów chwalą się funkcjami AI w aparatach, a nawet lodówki stają się “inteligentne”. W teorii powinniśmy skakać z radości. W praktyce – coraz więcej z nas patrzy na ten pęd z rosnącym sceptycyzmem, a czasem wręcz z irytacją. I właśnie tego nie potrafią pojąć architekci tej rewolucji.

Dlaczego wizjonerzy z Doliny Krzemowej czują się niezrozumiani?

Liderzy największych firm technologicznych zaczynają z niepokojem dostrzegać, że ich entuzjazm nie jest zaraźliwy. Przekonani o tym, że tworzą technologię na miarę wynalezienia elektryczności czy druku, zderzają się z murem obojętności i strachu. Sam Altman, CEO OpenAI, lubi wielkie porównania – raz zestawia AI z bombą atomową, innym razem obiecuje (podobnie jak Elon Musk), że dzięki niej nie będziemy musieli pracować. Problem w tym, że na razie widzimy głównie zagrożenie dla miejsc pracy, a nie perspektywę globalnego dochodu podstawowego.

Użytkownicy, owszem, korzystają z narzędzi. Pod koniec 2025 roku z różnych form AI korzystał już blisko miliard ludzi. Ale to zaangażowanie powierzchowne. Traktujemy ChatGPT czy Midjourney jak sprytny kalkulator lub zaawansowany Photoshop – jako narzędzia, które ułatwiają pracę, a nie jako zwiastun nowej ery ludzkości. Tymczasem ich twórcy widzą siebie w roli współczesnych Prometeuszy, a naszą rezerwę odbierają niemal osobiście.

Czy Sam Altman i Jensen Huang stracili kontakt z rzeczywistością?

Dysonans między wizją a odbiorem społecznym widać najwyraźniej w wypowiedziach samych zainteresowanych. W jednym z ostatnich wywiadów Sam Altman przyznał, że jest zaskoczony oporem, z jakim spotyka się implementacja AI. “Biorąc pod uwagę to, co jest możliwe, wydaje się to zaskakująco powolne” – stwierdził, dając do zrozumienia, że spodziewał się szybszego “wchłonięcia” technologii przez społeczeństwo.

Jeszcze dalej idzie Jensen Huang, dyrektor NVIDII – firmy, która z producenta kart graficznych dla graczy przeistoczyła się w hegemona dostarczającego układy do obliczeń AI. Huang uważa, że to krytycy wygrywają “bitwę narracji”, a ich działania ranią go osobiście. “Szczerze mówiąc, to niezwykle bolesne. Wiele szkód wyrządzili bardzo szanowani ludzie, którzy stworzyli pesymistyczną narrację, narrację o końcu świata, narrację science fiction” – żalił się szef NVIDII. To zdanie mówi wszystko – dla niego sceptycyzm nie jest racjonalną obawą, lecz szkodliwą, fantastyczną opowieścią.

AI to narzędzie, nie nowa religia. Gdzie leży problem?

Być może problem nie leży w samej technologii, ale właśnie w tej mesjanistycznej narracji. Ludzie nie boją się usprawnień – boją się, że zostaną zastąpieni. I nie są to lęki bezpodstawne. Twarde dane – na przykład z raportu irlandzkiego rządu, a więc kraju o wysokim stopniu cyfryzacji – pokazują, że AI już dziś negatywnie wpływa na zatrudnienie, zwłaszcza wśród młodych pracowników, którzy dopiero wchodzą na rynek.

Oczywiście, zwolennicy rewolucji AI wskazują, że powstaną nowe profesje. To prawda, tyle że próg wejścia do nich jest nieporównywalnie wyższy i wymaga zaawansowanych, specjalistycznych umiejętności. Trudno oczekiwać, że pracownik biurowy z dnia na dzień stanie się inżynierem promptów czy specjalistą od etyki AI. Zamiast więc obrażać się na ludzi za ich sceptycyzm, dyrektorzy z Doliny Krzemowej mogliby spróbować zrozumieć, że ich “wspaniały nowy świat” dla wielu wygląda jak scenariusz, w którym nie ma dla nich miejsca. I trudno im za to winić.