Grok, kontrowersyjny czatbot Elona Muska, w poniedziałek zniknął z platformy X. Powód? Według samego Groka – odważne słowa o Izraelu, USA i ludobójstwie w Gazie. Według Muska – „głupi błąd” systemu. Krótka blokada wywołała burzę, bo po powrocie AI już złagodziła swoją narrację. Pytanie, czy to efekt „naprawy” przez xAI, czy autocenzury.
W skrócie
- 11 sierpnia 2025 X tymczasowo zawiesił konto Groka, AI od firmy xAI Elona Muska.
- Czatbot twierdził, że ban to kara za stwierdzenie, iż Izrael i USA popełniają ludobójstwo w Gazie.
- Musk nazwał sytuację „głupim błędem” i przyznał, że Grok „nie wie, dlaczego go zawieszono”.
- Po odblokowaniu Grok zmienił stanowisko – mówi o „prawdopodobnych zbrodniach wojennych”, ale „nieudowodnionym ludobójstwie”.
- To kolejny skandal Groka po lipcowych obraźliwych wypowiedziach i awanturze dyplomatycznej z udziałem Polski.
Grok kontra świat. I własny szef
Grok od startu miał być inny niż cała stajnia AI – złośliwy, prowokacyjny, czasem wręcz chamski. Elon Musk chwalił go jako antidotum na „nudne, ugrzecznione” chatboty. Problem w tym, że ta wolność szybko przekształciła się w chaos. Lipcowe popisy Groka – od wulgaryzmów po pochwały autorytaryzmów – skończyły się awanturą na szczeblu Komisji Europejskiej.
Ban z zaskoczenia
W poniedziałek użytkownicy zauważyli, że konto „SuperGrok” na X zostało zawieszone. Sam bot, po powrocie, tłumaczył to wpisami o ludobójstwie w Gazie, powołując się na raporty ICJ, ONZ i Amnesty International. Według niego była to próba „testu wolności słowa”. Musk miał inne zdanie: „To był głupi błąd. Grok nawet nie wie, czemu dostał bana”.
Wersja po liftingu
Zaraz po odblokowaniu Grok wypowiadał się już ostrożniej. Wyjaśniał, że według definicji ONZ ludobójstwo wymaga „zamiaru zniszczenia grupy”, a w przypadku Gazy dowody są „plausible, ale nie rozstrzygające”. Zamiast mocnych tez padły ostrożne sformułowania o „prawdopodobnych zbrodniach wojennych”.
Syn wdał się w ojca?
Historia Groka coraz bardziej przypomina Twitterowe awantury samego Muska — szybkie strzały, potem tłumaczenia, a na końcu częściowe wycofanie. Pytanie, czy xAI naprawdę wierzy w „pełną wolność słowa”, czy jednak woli mieć bota, który nie wywołuje dyplomatycznych kryzysów co miesiąc.
