Gdy student zażądał, by jego uczelnia porzuciła AI, wybuchła burza. Wykładowcy odpowiadają: generatywna AI nie trafi do fotoreportażu, ale jej usunięcie z innych kierunków byłoby „ogromną krzywdą”.
W skrócie:
- Wykładowcy z Ohio University odrzucili postulat studenta o rezygnacji z nauczania AI, nazywając to działaniem na szkodę przyszłych projektantów i specjalistów UX/UI.
- Szkoła gwarantuje, że sztuczna inteligencja jest i pozostanie zakazana w programie fotoreportażu, gdzie kluczowa jest absolutna wierność prawdzie.
- Uczelnia stawia na edukację etyczną, promując narzędzia jak Adobe Firefly i podkreślając, że trzy czwarte kursu z AI poświęcone jest właśnie etyce.
Kiedy Ethan Herx, student fotoreportażu z Ohio University, opublikował w gazecie The Post płomienny manifest pod tytułem “Scripps, VisCom need to ditch AI”, prawdopodobnie nie spodziewał się, że jego głos odbije się tak szerokim echem. Herx, wierny etosowi prawdy w obrazie, zażądał, by jego uczelnia – a konkretnie prestiżowa School of Visual Communication (VisCom) – całkowicie zrezygnowała z generatywnej sztucznej inteligencji. Odpowiedź przyszła w formie listu otwartego. Podpisało go ośmiu wykładowców, z dyrektorem szkoły na czele. I choć zaczęli od pochwały dla pasji studenta, reszta listu to już metodyczna, acz elegancka, dekonstrukcja jego postulatu.
Jak jeden student wywołał akademicką burzę?
Punkt wyjścia jest prosty. Student martwi się o przyszłość prawdy w dziennikarstwie i uważa, że generatywna AI stanowi dla niej śmiertelne zagrożenie. Trudno odmówić mu racji. Jednak kadra akademicka VisCom proponuje inne spojrzenie. Zamiast paniki – strategia. Zamiast zakazu – edukacja. Ich list to nie tylko odpowiedź dla jednego studenta. To manifest pokazujący, jak instytucja z ogromnymi tradycjami próbuje odnaleźć się w nowej, technologicznej rzeczywistości. I robi to w sposób, który może stać się wzorem dla innych.
Wykładowcy jasno komunikują: postulat całkowitego porzucenia AI jest nie do przyjęcia. Co więcej, nazywają go “ogromną krzywdą” dla studentów kierunków innych niż fotoreportaż. Dla projektantów UX/UI, fotografów komercyjnych czy specjalistów od komunikacji wizualnej znajomość tych narzędzi to już nie opcja, a konieczność, by zachować konkurencyjność na rynku pracy. Ignorowanie AI, jak piszą, podważyłoby reputację i wiarygodność szkoły. A to prowadzi nas do sedna sprawy.
Dlaczego fotoreporter może spać spokojnie?
Kadra VisCom uspokaja – i to w sposób niezwykle stanowczy. W liście czytamy: “The School of VisCom has never and will never teach generative artificial intelligence in any courses associated with photojournalism”. To deklaracja tak mocna, jak to tylko możliwe. AI nie ma i nie będzie miała wstępu tam, gdzie liczy się dokumentalna prawda. Wykładowcy w pełni zgadzają się ze studentem, że sztuczna inteligencja nie ma czego szukać w opowiadaniu historii opartych na faktach. Popierają to konkretnymi działaniami, wspierając inicjatywy takie jak Content Authenticity Initiative od Adobe, która ma na celu weryfikację pochodzenia i oryginalności obrazów cyfrowych.
To kluczowe rozróżnienie. Fotoreportaż to tylko jeden z czterech programów w VisCom. Podczas gdy w jego ramach obowiązuje absolutny zakaz, studenci fotografii komercyjnej czy projektowania interfejsów mają zupełnie inne potrzeby. Dla nich AI jest narzędziem do kodowania, tworzenia aplikacji i eksploracji kreatywnych koncepcji. Nieuczenie ich tego byłoby jak uczenie mechanika naprawy aut bez pokazywania mu silnika elektrycznego.
Byliśmy pionierami z Apple, będziemy pionierami z AI
VisCom w swoim liście sięga po potężny argument – własną historię. To nie jest konserwatywna instytucja, która boi się nowości. Wręcz przeciwnie. Szkoła od zawsze stała w awangardzie technologicznej rewolucji. Byli pierwszym programem, który pracował na komputerach Apple. Jako pierwsi wdrożyli komputery Macintosh do projektowania i separacji kolorów. To oni, we współpracy z firmą Canon, w 1987 roku jako pierwsi na świecie przesłali cyfrowe zdjęcia z wydarzenia sportowego (Kentucky Derby) do codziennej gazety. Używali do tego modemu o zawrotnej prędkości 1200 bodów – dziś brzmi to jak żart, ale wtedy Associated Press potrzebowało 28 minut na przesłanie jednego analogowego, kolorowego zdjęcia. W 1994 roku VisCom stał się pierwszym w pełni cyfrowym programem komunikacji wizualnej w USA. Ta historia pokazuje, że ich obecne podejście do AI to nie zdrada ideałów, lecz kontynuacja misji bycia na czele postępu.
Nie “czy”, ale “jak”. Etyka jako klucz do oswajania bestii
Wykładowcy odpierają też zarzut, że nauczanie AI to droga na skróty. Wskazują na wystawę prac studenckich “Generative Spark” i podkreślają, że trzy czwarte kursu poświęcone jest etycznemu wykorzystaniu AI i jej wpływowi na proces twórczy. Studenci nie są oceniani za samo wygenerowanie obrazka. Liczy się jakość, dopracowanie promptów i zrozumienie technologii. Co więcej, kadra akademicka sama przyznaje: “profesjonalne wykorzystanie AI jest bardzo trudne”.
Zamiast pytać, czy używać AI, profesorowie proponują inne pytanie: które narzędzia AI są zbudowane na bardziej etycznych fundamentach? Wskazują na Adobe Firefly, trenowane wyłącznie na licencjonowanych obrazach stockowych, oraz na model Claude od Anthropic, który jest bardziej transparentny w kwestii swoich danych treningowych. To jest właśnie kierunek, który obrali: nie odrzucać technologię, ale wybierać mądrze i uczyć tego samego studentów. Ich praca, jak piszą, nie polega na zatrzymywaniu postępu, lecz na “prowadzeniu studentów, jak używać go etycznie i mądrze”.