Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Trump ma plan dla AI: Giganci technologiczni zapłacą 15 mld dolarów za prąd, którego nie chcą

Administracja Trumpa chce, by giganci tech sfinansowali nowe elektrownie za 15 mld USD. Mają płacić za prąd dla centrów danych AI, nawet jeśli go nie potrzebują.

W skrócie:

  • Biały Dom zaproponował, by firmy technologiczne sfinansowały nowe moce wytwórcze w największej amerykańskiej sieci energetycznej PJM, wykładając na stół 15 miliardów dolarów.
  • Plan zakłada zorganizowanie aukcji na 15-letnie kontrakty na dostawy energii, w której giganci AI mieliby wziąć udział, by pokryć rosnące zapotrzebowanie swoich centrów danych.
  • Operator sieci PJM, obsługujący ponad 65 milionów ludzi, publicznie zdystansował się od pomysłu, a jego rzecznik przyznał, że firma nie została nawet zaproszona na spotkanie w tej sprawie.

Sztuczna inteligencja jest głodna. Głodna danych, mocy obliczeniowej i – przede wszystkim – energii. Ten ostatni apetyt rośnie tak szybko, że amerykańskie sieci energetyczne przestają nadążać. Administracja Donalda Trumpa znalazła na to rozwiązanie, które jednym wyda się genialne w swej prostocie, a innym – co najmniej kontrowersyjne. Chce, by rachunek za rozbudowę infrastruktury energetycznej, opiewający na 15 miliardów dolarów, zapłaciły firmy technologiczne. Nawet jeśli tej dodatkowej energii wcale nie potrzebują.

Dlaczego Biały Dom celuje w Big Tech?

Odpowiedź jest prosta: centra danych. A konkretnie te, które napędzają rewolucję AI. Popyt na energię ze strony tych obiektów ma, według prognoz, wzrosnąć niemal trzykrotnie w ciągu najbliższej dekady. Już teraz operatorzy sieci odczuwają presję. PJM Interconnection – gigant pokrywający 13 stanów w regionach Mid-Atlantic i Midwest, obsługujący ponad 65 milionów ludzi – to epicentrum problemu. To właśnie na jego terenie, w Północnej Wirginii, znajduje się największe na świecie zagłębie centrów danych.

Liczby mówią same za siebie. W ciągu ostatniej dekady szczytowe obciążenie sieci PJM wzrosło o 10%, a analitycy z Monitoring Analytics przewidują, że do 2027 roku wzrośnie o kolejne 6,5%. Ceny energii w regionie już poszły w górę. W 2025 roku były o około 10 – 15% wyższe niż rok wcześniej. Ktoś musi za to zapłacić, a palec Białego Domu wskazuje jednoznacznie na Dolinę Krzemową.

Jak ma wyglądać ten “przymusowy” sponsoring?

Plan, przedstawiony w formie niewiążącego “oświadczenia zasad”, zakłada, że operator PJM zorganizuje aukcję. Przedmiotem licytacji byłyby 15-letnie kontrakty na zakup nowych mocy wytwórczych o wartości 15 miliardów dolarów. Administracja oczekuje, że do stołu usiądą firmy technologiczne i zaczną licytować – niezależnie od tego, czy ostatecznie wykorzystają zakontraktowaną energię.

Co na to sam operator? Jego reakcja jest, delikatnie mówiąc, chłodna. Rzecznik PJM, Jeffrey Shields, w rozmowie z agencją Bloomberg skwitował sprawę krótko: “Nie mamy zbyt wiele do powiedzenia na ten temat”. Dodał też, co jest chyba najlepszym komentarzem do całej sytuacji, że firma nie została zaproszona na wydarzenie, na którym ogłoszono ten plan. Wygląda na to, że nikt nie lubi, gdy ktoś próbuje go wyręczać w planowaniu – zwłaszcza gdy mowa o miliardach dolarów i bezpieczeństwie energetycznym.

AI głodne energii, czyli problem, który sam się nie rozwiąże

Operatorzy sieci znaleźli się w potrzasku. Przez ponad dekadę wzrost zapotrzebowania na energię był zerowy, aż tu nagle pojawiła się sztuczna inteligencja i wywróciła stolik. Problem w tym, że budowa nowych elektrowni opartych na paliwach kopalnych to proces trwający latami i kosztujący setki milionów dolarów. Wiele firm energetycznych waha się przed podjęciem takiego ryzyka. Co jeśli boom na AI osłabnie? Zostaną z nierentownymi molochami, zbudowanymi do pracy przez dekady.

Na domiar złego, sieć PJM jest silnie uzależniona od gazu ziemnego, którego ceny ostatnio poszybowały w górę. Według Monitoring Analytics, niezależnego organu monitorującego PJM, wysokie ceny paliw kopalnych odpowiadają za około 60% wzrostu cen energii w 2025 roku. Próba rozwiązania tego problemu przez wymuszenie inwestycji na firmach trzecich wydaje się więc co najmniej desperacka.

A może by tak… inaczej? Jak technologia ucieka do przodu

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że giganci technologiczni, którzy tradycyjnie nie zajmowali się energetyką, już dawno znaleźli własne rozwiązanie. Zamiast czekać na ruch ze strony operatorów, zaczęli masowo inwestować w odnawialne źródła energii. Są tańsze, bardziej modułowe i, co kluczowe, znacznie szybsze we wdrożeniu. Farma fotowoltaiczna może powstać w około 18 miesięcy i dostarczać energię jeszcze przed ukończeniem budowy.

Taki model idealnie pasuje do cyklu życia centrów danych. Pozwala firmom zarządzać ryzykiem w podobnych ramach czasowych, bez wiązania się na dekady z jednym, wielkim projektem. Wygląda więc na to, że mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch światów: polityki, która próbuje narzucić stare rozwiązania, i technologii, która już dawno znalazła nową, bardziej elastyczną drogę. Kto wygra ten spór? Czas pokaże, ale na razie nikt nie zamierza dobrowolnie płacić za coś, czego nie potrzebuje.