OpenAI i Microsoft zawarły niewiążące porozumienie. Twórcy ChatGPT dostali zielone światło na przekształcenie się w spółkę publiczną. To koniec sporu gigantów.
W skrócie:
- OpenAI i Microsoft podpisały niewiążące memorandum, które pozwala komercyjnemu ramieniu OpenAI na przekształcenie w spółkę pożytku publicznego (PBC).
- Organizacja non-profit OpenAI zachowa kontrolę nad operacjami i otrzyma udziały w nowej spółce o wartości szacowanej na ponad 100 miliardów dolarów.
- Umowa wymaga jeszcze zgody prokuratorów generalnych stanów Kalifornia i Delaware, co oznacza, że proces transformacji dopiero formalnie się rozpoczyna.
Po miesiącach zakulisowych przepychanek, przecieków i narastającego napięcia, mamy to. OpenAI, firma, która dała światu ChatGPT, ogłosiła, że dogadała się ze swoim największym inwestorem – Microsoftem – w sprawie fundamentalnej zmiany. Podpisano niewiążące memorandum, które otwiera drogę do przekształcenia dochodowego ramienia OpenAI w spółkę pożytku publicznego (Public Benefit Corporation). To nie jest jeszcze ostateczna umowa, raczej dżentelmeńskie ustalenie kierunku. Ale kierunek jest jasny: OpenAI chce na giełdę, a Microsoft, po długich negocjacjach, musiał w końcu ustąpić. To ruch, który może na zawsze zmienić układ sił w Dolinie Krzemowej. I nie tylko tam.
Jakie są warunki tego rozejmu?
Bret Taylor, przewodniczący rady nadzorczej OpenAI, wyjaśnił w oficjalnym komunikacie, że obecna organizacja non-profit, która sprawuje pieczę nad misją firmy, nie zniknie. Wręcz przeciwnie, zachowa ona kontrolę nad działalnością operacyjną nowej spółki. Co więcej, otrzyma w niej udziały o wartości przekraczającej 100 miliardów dolarów. To kwota, która ma gwarantować, że pierwotna misja – tworzenie AI dla dobra ludzkości – nie zostanie poświęcona na ołtarzu zysków. Przynajmniej w teorii. Obie firmy wydały wspólne oświadczenie, w którym podkreślają, że “aktywnie pracują nad finalizacją warunków w ostatecznej umowie”. To dyplomatyczny język, który oznacza jedno: najtrudniejsze rozmowy już za nimi, teraz czas na prawników. Cały proces musi jeszcze zostać zatwierdzony przez regulatorów w Kalifornii i Delaware, więc na fajerwerki przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Dlaczego OpenAI tak bardzo chciało tej zmiany?
Pamiętacie jeszcze listopad 2023 roku i kilkudniowe zwolnienie Sama Altmana? Cały ten cyrk był możliwy właśnie przez nietypową strukturę firmy, gdzie zarząd non-profit mógł bez ostrzeżenia wyrzucić prezesa dochodowego giganta. Altman wrócił, część zarządu odeszła, ale struktura pozostała. To tykająca bomba. Przekształcenie w PBC daje OpenAI znacznie większą elastyczność w pozyskiwaniu kapitału od inwestorów i, w perspektywie, debiut giełdowy. To także sposób na uniezależnienie się od swojego największego partnera. W ostatnim roku OpenAI wyraźnie szukało alternatyw. Podpisano umowę z Oracle na usługi chmurowe wartą 300 miliardów dolarów (rozłożone na pięć lat od 2027 roku) i nawiązano współpracę z japońskim SoftBankiem przy projekcie superkomputera Stargate. Microsoft, który dotąd miał preferencyjny dostęp do technologii OpenAI i był głównym dostawcą chmury, musiał zdać sobie sprawę, że jego “złote dziecko” dorosło i chce decydować o sobie samo.
A co z pozwem Elona Muska?
Ta decyzja to także potężny argument w sądowej batalii, jaką OpenAI toczy z Elonem Muskiem. CEO Tesli i SpaceX oskarża firmę o zdradę pierwotnej, niedochodowej misji. Transformacja w spółkę publiczną jest jednym z głównych punktów zapalnych w tym sporze. Co ciekawe, na początku roku Musk złożył ofertę przejęcia OpenAI za 97 miliardów dolarów, którą zarząd natychmiast odrzucił. Teraz, w ramach ugody z Microsoftem, udziały organizacji non-profit w nowej spółce wyceniono na ponad 100 miliardów dolarów. Trudno o bardziej symboliczną odpowiedź. Pomimo tego, cały proces budzi kontrowersje. Organizacje takie jak Encode i The Midas Project publicznie krytykują ten ruch, twierdząc, że to ostateczne zerwanie z ideą tworzenia bezpiecznej AGI. OpenAI odpowiada, wysyłając im wezwania sądowe i sugerując, że są finansowane przez konkurencję – w tym Muska. Wygląda na to, że ta wojna dopiero się rozkręca, a my siedzimy w pierwszym rzędzie.