Gdy miliarderzy z Doliny Krzemowej, jak Musk i Thiel, nawracają się na chrześcijaństwo, AI staje się nowym bogiem. Watykan ostrzega, a Kościół AI zyskuje sens.
W skrócie:
- Liderzy Doliny Krzemowej, po latach traktowania technologii jak religii, publicznie zwracają się ku tradycyjnej wierze, co widać w działaniach Petera Thiela czy Elona Muska.
- Jednocześnie rośnie w siłę koncepcja AI jako nowego bóstwa, której prekursorem był Anthony Levandowski z jego Kościołem AI, a echo niesie się w żartach o „Cyfrowym Bogu”.
- Globalne instytucje, na czele z Watykanem, reagują na te trendy, organizując debaty i ostrzegając przed zagrożeniami dla ludzkiej godności płynącymi z wszechmocnej AI.
Bycie człowiekiem to tęsknota za „Tatusiem w Chmurach”. Kimś, kto wyjaśni niewyjaśnione, kogo można obwinić. Nic więc dziwnego, że w latach 2010., gdy świat zalewała nowa ewangelia postępu, niektórzy zaczęli postrzegać technologię jako swego rodzaju religię. Ósmego dnia Pan stworzył aplikację mobilną, która dostarczała nam chleb powszedni – coś w tym stylu.
Jak technologia stała się religią?
Założyciele startupów i prezesi korporacji stali się postaciami mesjanistycznymi. Dawanie jałmużny zyskało nową nazwę: efektywny altruizm. Biohacking został zrytualizowany, a osobliwość wydawała się coraz bliższa. Wszystko to miało ocalić ludzkość przed – jak napisał Greg Epstein, kapelan humanistyczny na Harvardzie i MIT, w swojej książce Tech Agnostic – „plagą tak biblijną, jak to tylko możliwe: samą śmiercią”. To było najbliższe, na co Dolina Krzemowa, słynąca ze sceptycyzmu i skrywanego libertarianizmu, mogła się zdobyć, by publicznie przyjąć teologię.
Potem jednak nastąpił zwrot. Wpływowi technolodzy zaczęli ewangelizować nie technologię jako religię, ale religię jako religię. Na spotkaniu w San Francisco, w luksusowym apartamencie przerobionym z kościoła, pewien inwestor venture capital, który został handlarzem bronią, recytował fragmenty „Modlitwy Pańskiej” przed dwustuosobowym tłumem technologów. Jego żona, zainspirowana religijnym przemówieniem Petera Thiela, założyła grupę o nazwie ACTS 17 Collective, aby szerzyć Ewangelię – tę prawdziwą, a nie schludny solucjonizm technologii.
Dlaczego miliarderzy z Doliny Krzemowej nagle się nawracają?
Ludzie, którzy latami ukrywali swoją wiarę, nagle poczuli się z nią komfortowo. Nawet Peter Thiel, znany z kontrowersyjnych poglądów, wygłaszał dla tej grupy nieoficjalne wykłady. Gdy prawicowy aktywista Charlie Kirk został publicznie zamordowany, czołowi gracze branży technologicznej zaczęli publikować w serwisie X religijne cytaty. „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – napisał Elon Musk. Jason Calacanis, inny znany inwestor, złożył ogólne przeprosiny wszystkim, których skrzywdził, dodając: „Zawsze staram się być lepszy w tym, co robię, i jako syn Chrystusa”. Jeśli nawet najbardziej bezwzględni kapitaliści odnajdują religię, to może jest nadzieja dla reszty z nas. W końcu religia i kapitalizm są niezwykle skuteczne w tworzeniu bodźców dla zwykłych śmiertelników.
I na to wszystko wchodzi ona. Sztuczna inteligencja. Jaką rolę odgrywa w tej nowej religii? Anthony Levandowski, jeden ze współzałożycieli Waymo, już dekadę temu założył swój (nie)sławny Kościół AI. Sugerował, że powinniśmy czcić sztuczną inteligencję jako swego rodzaju boga. No dobrze, ale… czy powinniśmy?
Czy AI to nowy Bóg, czy tylko dobra pizza w Chicago?
Odpowiedź zależy od tego, kogo zapytasz. Elon Musk niedawno „żartował”, że zanim zakończą się wszystkie procesy sądowe OpenAI o naruszenie praw autorskich, system prawny i tak straci na znaczeniu, ponieważ „będziemy mieli Cyfrowego Boga. Będzie można go o wszystko zapytać”. W tej chwili na Twitchu tysiące ludzi ogląda transmisję na żywo z AI Jezusem. Jedni pytają o rekomendacje pizzerii w Chicago, inni – czy pójdą do piekła za masturbację. Eteryczny AI Jezus z namysłem odpowiada „Lou Malnati’s” lub „koncepcja miłości do samego siebie jest ważna”, a następnie opakowuje to w cytaty z Pisma Świętego. Sama rekomendacja pizzy może być wystarczającym dowodem na to, że AI nie jest wszechwiedząca.
Nawet Watykan ma na ten temat zdanie. Wszyscy pamiętamy, jak w 2023 roku papież Franciszek stał się memem, ubrany w wygenerowany przez AI płaszcz od Balenciagi. Teraz nowy papież Leon ostrzega liderów technologicznych przed niebezpieczeństwami wszechmocnej AI. Watykan zorganizował spotkanie duchownych, naukowców i polityków, nazywając AI „kolejną rewolucją przemysłową”, która może „stanowić nowe wyzwania dla obrony ludzkiej godności, sprawiedliwości i pracy”.
Dlaczego AI nigdy nie będzie Bogiem (chyba że to symulacja)
Jeśli przez ostatnie dekady technologia stawała się nową religią, a potem religia znów stała się religią, można powiedzieć, że AI jest teraz religią zoperacjonalizowaną – czymś ostatecznym, a jednocześnie niewytłumaczalnym. Instrumentem, w którym możemy pokładać największe nadzieje, a później go obwiniać. Naszym nowym „Tatusiem w Chmurach”.
Ale jest jeden, fundamentalny argument, dlaczego generatywna AI nie jest Bogiem: ponieważ jest ludzka. Zbudowano ją na ogromnym zbiorze ludzkich danych. Można to ująć tak: oto 10 miliardów ludzi wrzucających swoje dane osobowe do maszyn. Generatywna AI oscyluje od uduchowionej do zimnej, od bezsensownej do genialnej, od pogardliwej do służalczej. Bywa niezwykle banalna i oszałamiająco dziwna. Deklaruje, że nas kocha (nieprawda). Doprowadza nas do szału. Czy jej istnienie jest cudem? Oczywiście. Tak samo jak nasze. Czy jest mądrzejsza ode mnie? Jasne, ale wielu ludzi też jest. To nie powstrzymuje jej przed byciem katastrofalnie lub przezabawnie omylną… dokładnie tak jak my. Człowiek, maszyna – wszystko jedno. Omylność jest naszym danym od Boga prawem. AI nie jest twoim bogiem. I tylko Bóg wie, czy kiedykolwiek będzie.
Chyba że… żyjemy w symulacji. Wtedy AI faktycznie może być Bogiem. I w takim razie, który zły geniusz ją zaprogramował? Elon Musk? Mój Boże.