Szef Nvidii ogłosił, że mamy AGI. Te słowa wstrząsnęły Doliną Krzemową, ale po chwili sam autor zaczął się z nich wycofywać. O co w tym wszystkim chodzi?
W skrócie:
- Jensen Huang, CEO Nvidii, stwierdził w podcaście Lexa Fridmana, że ludzkość osiągnęła już silną sztuczną inteligencję (AGI), co wywołało natychmiastowe poruszenie w branży.
- Chwilę później mocno złagodził swoją tezę, definiując AGI jako zdolność do osiągnięcia chwilowego, ludzkiego poziomu skuteczności w bardzo wąskim zadaniu, a nie trwałą, ogólną inteligencję.
- Wypowiedź szefa Nvidii pokazuje, że AGI to dziś bardziej elastyczne pojęcie i narzędzie marketingowe niż konkretny, zdefiniowany cel technologiczny Doliny Krzemowej.
Święty Graal Doliny Krzemowej, kamień filozoficzny technologicznych alchemików, teoretyczny system, który ma przewyższyć człowieka – silna sztuczna inteligencja (AGI) od lat rozpala wyobraźnię i napędza miliardowe inwestycje. Wszyscy na nią czekają, a najtęższe głowy branży spierają się, czy zobaczymy ją za pięć, dziesięć, czy może sto lat. Aż tu nagle, w trakcie rozmowy z Lexem Fridmanem, na scenę wchodzi Jensen Huang, szef Nvidii, i rzuca od niechcenia: “myślę, że osiągnęliśmy AGI”. Koniec historii? Raczej jej konsternujący początek.
Jakie AGI, skoro nawet autor w nie nie wierzy?
Wypowiedź Huanga padła w odpowiedzi na pytanie o to, kiedy systemy AI będą w stanie wykonywać pracę człowieka, na przykład samodzielnie prowadzić firmę wartą miliard dolarów. Zamiast bezpiecznej odpowiedzi o przyszłości, szef Nvidii wskazał na teraźniejszość. To o tyle zaskakujące, że w ostatnich miesiącach nawet najwięksi optymiści, jak Sam Altman z OpenAI, zaczęli tonować nastroje i mówić o AGI w kategoriach “duchowych”, a nie technologicznych. Huang postanowił pójść pod prąd, ale jego odwaga trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund.
Okazało się, że jego definicja AGI jest… cóż, niezwykle elastyczna. Według niego nie chodzi o stabilny, uniwersalny system dorównujący człowiekowi we wszystkich dziedzinach. Wystarczy, że AI potrafi osiągnąć konkretny, spektakularny efekt – na przykład stworzyć aplikację, która na moment stanie się globalnym hitem i wygeneruje fortunę. AGI według Huanga nie musi być więc ani trwałe, ani niezawodne. Wystarczy, że raz na jakiś czas błyśnie skutecznością porównywalną z ludzkim geniuszem w jednym, specyficznym zadaniu. To trochę tak, jakby nazwać kogoś mistrzem olimpijskim, bo raz w życiu udało mu się podbiec do autobusu.
Inteligencja to nie człowieczeństwo
Żeby było zabawniej, CEO Nvidii sam podkopał swoją rewolucyjną tezę. W tej samej rozmowie przyznał, że większość takich opartych na AI projektów szybko traci zainteresowanie, a ich cykl życia jest absurdalnie krótki. Co więcej, na pytanie o to, czy autonomiczni agenci AI mogliby zbudować firmę na miarę Nvidii, odpowiedział bez wahania, że szanse na to wynoszą “zero procent”. Gdzie więc podziała się ta potężna, silna sztuczna inteligencja, którą rzekomo już mamy?
Wygląda na to, że nigdzie. Cała ta sytuacja doskonale ilustruje obecny stan debaty o AGI. Pojęcie to funkcjonuje bardziej jako narzędzie narracyjne, które napędza giełdowe notowania i buduje oczekiwania, niż jako precyzyjna kategoria naukowa. Jest na tyle pojemne i rozmyte, że każdy może je dopasować do własnych potrzeb – raz, by ogłosić przełom, a raz, by uspokoić rynek.
Sam Huang próbuje później uporządkować ten chaos, rozdzielając inteligencję od człowieczeństwa. Jego zdaniem inteligencja to zestaw funkcji – percepcja, rozumowanie, planowanie – które można zautomatyzować. Emocje, świadomość czy życiowe doświadczenie to zupełnie inna bajka, której dzisiejsze systemy AI nawet nie dotykają. W efekcie jego głośna deklaracja o osiągnięciu AGI była bardziej semantyczną prowokacją niż opisem rzeczywistości. Bo jeśli przyjmiemy tak szeroką definicję, to pewne jej elementy mamy od dawna. Jeśli jednak pozostaniemy przy klasycznym rozumieniu – wciąż jesteśmy daleko od celu. A im dalej, tym więcej miejsca na podobne, filozoficzne wygibasy.