Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

BuzzFeed pokazał nowe aplikacje AI. Zamiast oklasków była niezręczna cisza

BuzzFeed, gigant od quizów, walczy o życie. Firma uruchamia spółkę Branch Office i dwie aplikacje AI, które na prestiżowym SXSW spotkały się z grobową ciszą.

W skrócie:

  • BuzzFeed, po stracie 57,3 mln dolarów, powołał nową spółkę Branch Office, która ma tworzyć aplikacje konsumenckie oparte na sztucznej inteligencji.
  • Zaprezentowano dwie pierwsze aplikacje: BF Island do edycji zdjęć i Conjure, tajemniczą wariację na temat BeReal, której prezesem jest… “duch AI”.
  • Prezentacja na konferencji SXSW zakończyła się niezręczną ciszą i sceptycznymi pytaniami, co podważa szanse projektu na ratunek dla firmy.

BuzzFeed, medialny kolos znany z quizów, list i – przez chwilę – nawet z dziennikarstwa nagrodzonego Pulitzerem, próbuje wymyślić siebie na nowo. A przynajmniej taki jest oficjalny przekaz. Na konferencji SXSW w Austin współzałożyciel i CEO Jonah Peretti zapowiedział kolejne medialne przedsięwzięcie: spółkę-córkę o nazwie Branch Office. Jej misja? Eksploracja sztucznej inteligencji w aplikacjach konsumenckich, które mają służyć kreatywności i budowaniu więzi.

Jakie aplikacje pokazał BuzzFeed?

Prezentacja od początku nie zapowiadała rewolucji. Zaczęła się od problemów technicznych, a dema aplikacji spotykały się z uprzejmym, lecz chłodnym milczeniem. Bill Shouldis, dyrektor produktowy w BuzzFeed i założyciel Branch Office, przedstawił dwa pierwsze dzieła: BF Island oraz Conjure. Pierwsza z nich to platforma do czatów grupowych z funkcjami edycji zdjęć przy użyciu AI. Technologia sama w sobie nie jest przełomowa – i nie o to tu chodzi. Kluczem ma być biblioteka trendów i memów, tworzona przez zespół redakcyjny, która ma inspirować użytkowników do tworzenia treści nawiązujących do wiralowych momentów w sieci.

Druga aplikacja, Conjure, przypomina BeReal – apkę, która raz dziennie prosiła o zrobienie spontanicznego zdjęcia. Tyle że tutaj AI kieruje użytkowników ku fotografowaniu otoczenia, a nie siebie. Podczas dema padło pytanie: “Co leży między drzewami a księżycem?”, co skłoniło do sfotografowania nocnego nieba. Potem na ekranie pojawiła się seria mrocznych obrazów, a z głośników dobiegł szept: “Co wyczarujesz?”. Po pokazie na sali słychać było pojedyncze kaszlnięcie, a po nim nerwowy śmiech. Shouldis dodał, że prezesem Conjure jest… “duch AI”. To zdanie, niestety, nie poprawiło nastrojów.

Czy to desperacka próba ratunku?

Prezentacja odbyła się zaledwie kilka dni po tym, jak BuzzFeed publicznie przyznał, że ma “poważne wątpliwości” co do swojej zdolności do kontynuowania działalności. Firma, która w zeszłym roku zanotowała stratę netto w wysokości 57,3 miliona dolarów, poinformowała, że skupi się na własności intelektualnej swojego studia oraz właśnie na nowych aplikacjach AI. To stawia całe przedsięwzięcie w zupełnie innym świetle. Czy to wizja przyszłości, czy raczej chwytanie się brzytwy?

Peretti rzucił na scenie hasło, które miało nadać temu sens: “W pewnym sensie oprogramowanie to nowa treść”. Teoretycznie założenie nie jest bezzasadne – AI może przyspieszyć rozwój oprogramowania, co pozwala firmom szybciej iterować i utrzymywać zaangażowanie użytkowników. Problem w tym, że zanim zacznie się iterować, trzeba najpierw przyciągnąć publiczność. A z tym może być kłopot.

Dlaczego nawet publiczność na SXSW nie kupiła tej wizji?

Nawet publiczność SXSW, zazwyczaj otwarta na technologiczne nowinki, nie była przekonana. Podczas sesji pytań i odpowiedzi jedna osoba słusznie zauważyła, że BeReal miało ogromne problemy z utrzymaniem użytkowników, gdy minął efekt nowości. Co Conjure zrobi, by uniknąć tego samego losu? Odpowiedź Shouldisa była co najmniej wymijająca. Stwierdził, że aplikacja będzie ewoluować i “dziać się w niej będą różne rzeczy”. To nie jest konkretny plan, to raczej myślenie życzeniowe.

Wygląda na to, że BuzzFeed bardziej skupił się na tym, co AI potrafi zrobić, niż na tym, czego ludzie naprawdę chcą z nią robić. A to rzadko kiedy jest przepisem na sukces. Zamiast rewolucji dostaliśmy więc pokaz aplikacji, które wydają się być rozwiązaniem w poszukiwaniu problemu. A na rynku, gdzie o uwagę użytkownika walczą giganci, takie podejście to prosta droga do biznesowej katastrofy.