Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Koniec z wyłączoną kamerką? Google Meet właśnie dostał funkcję, na którą wszyscy czekali

Google Meet wprowadza filtry makijażu oparte na AI. Nowa funkcja ma 12 stylów i rzuca wyzwanie Zoomowi oraz Teams. Koniec z wymówkami i wyłączoną kamerą.

W skrócie:

  • Google Meet oferuje 12 opcji wirtualnego makijażu, dostępnych w sekcji “Retusz portretu”, która do tej pory pozwalała na wygładzanie cery czy rozjaśnianie okolic oczu.
  • Dzięki sztucznej inteligencji filtr pozostaje na twarzy użytkownika bez względu na ruch, co sprawia, że efekt jest bardziej autentyczny i nie “przeskakuje” na inne obiekty.
  • Nowość jest domyślnie wyłączona i użytkownik musi ją aktywować ręcznie przed spotkaniem lub w jego trakcie. Narzędzie zapamiętuje ostatnio wybrany styl na przyszłość.

Poranne spotkanie, które pojawiło się w kalendarzu znikąd. Chęć zachowania profesjonalnego wizerunku zderza się z brakiem czasu – lub po prostu ochoty – na pełny rynsztunek. Kto z nas tego nie zna? Wciśnięcie przycisku “wyłącz kamerę” wydaje się jedynym ratunkiem. Google postanowiło jednak dać użytkownikom trzecią opcję. Platforma Meet, po cichu goniąca konkurencję, właśnie wprowadziła wirtualne filtry makijażu napędzane przez AI. To ruch, który ma sprawić, że poczujemy się pewniej przed obiektywem, nawet jeśli od wstania z łóżka minęło zaledwie pięć minut. Tym samym Google dołącza do wyścigu, w którym od jakiegoś czasu biorą już udział Microsoft Teams i Zoom, oferujące podobne rozwiązania.

Jak działa makijaż, którego nie trzeba zmywać?

Nowa funkcja to coś więcej niż prosta nakładka graficzna, jaką znamy z mediów społecznościowych. Google chwali się, że ich rozwiązanie jest inteligentne. Co to oznacza w praktyce? Sztuczna inteligencja analizuje ruchy twarzy w czasie rzeczywistym i dba o to, by wirtualny makijaż pozostał na swoim miejscu, niezależnie od tego, co robimy. Jeśli więc w trakcie spotkania weźmiesz łyk kawy, filtr nie “przyklei się” do kubka, co bywało zmorą starszych technologii tego typu. Efekt ma być na tyle autentyczny, by nie rozpraszać rozmówców i nie wyglądać karykaturalnie. To subtelna korekta, a nie cyfrowy kostium.

Całość jest rozwinięciem istniejącej od 2023 roku funkcji “Retusz portretu”. Do tej pory pozwalała ona na delikatne upiększenia – wygładzenie cery, rozjaśnienie cieni pod oczami czy wybielenie oczu. Teraz do tego zestawu dochodzi dwanaście różnych stylów makijażu. To sprytne połączenie technologii, która już działała, z nowymi możliwościami, jakie daje generatywna AI. Google nie tworzy koła na nowo, a raczej dodaje do niego chromowane felgi. I to może wystarczyć, by przekonać do siebie część użytkowników zmęczonych ofertą konkurencji.

Gdzie znaleźć nową funkcję i jak z niej skorzystać?

Google podeszło do tematu z rozsądkiem – nikt nie zostanie “umalowany” wbrew własnej woli. Funkcja jest domyślnie wyłączona. Aby ją aktywować, należy wejść w ustawienia wideo (przed dołączeniem do rozmowy lub w jej trakcie), a następnie przejść do zakładki “Wygląd”. To tam, obok wspomnianego “Retuszu portretu”, znajdziemy nowe opcje makijażu. Proces jest intuicyjny i zajmuje dosłownie kilka kliknięć. Co więcej, platforma zapamięta nasz ostatni wybór, więc nie trzeba będzie konfigurować filtra przed każdym kolejnym spotkaniem. Wygodne.

Wprowadzenie nowości rozpoczęło się 8 października i obejmuje zarówno wersję przeglądarkową, jak i aplikacje mobilne. Proces udostępniania jest stopniowy, więc jeśli jeszcze nie widzisz tej opcji u siebie, prawdopodobnie pojawi się w ciągu najbliższych dni. To standardowa procedura w przypadku globalnych gigantów – wdrażają zmiany falami, by w razie problemów móc szybko zareagować, zanim awaria dotknie milionów użytkowników naraz. Cierpliwość jest więc wskazana.

Czy to koniec ery “camera off”?

Pozostaje pytanie, czy takie narzędzia to faktycznie wartościowe usprawnienie, czy tylko kolejny gadżet w cyfrowym świecie? Z jednej strony, to odpowiedź na realną potrzebę. Kultura pracy zdalnej i hybrydowej podniosła presję związaną z ciągłą obecnością online. Możliwość szybkiej poprawy wyglądu może zmniejszyć barierę psychologiczną przed włączeniem kamery, co z kolei poprawia jakość komunikacji w zespole. Widząc twarze, a nie tylko inicjały w kółkach, czujemy większą więź i zaangażowanie. To fakt, z którym trudno dyskutować.

Z drugiej strony, to kolejny krok w stronę zacierania granicy między autentycznością a cyfrową kreacją. Czy wirtualny makijaż nie stanie się wkrótce standardem, a pojawienie się bez niego – swoistym faux pas? Czas pokaże. Na razie Google daje nam narzędzie, które może uczynić poranki nieco łatwiejszymi. I choć to z pozoru drobnostka, w codziennej gonitwie między jednym spotkaniem a drugim nawet taka mała pomoc bywa na wagę złota. Zwłaszcza gdy kawa jeszcze nie zaczęła działać.