Steven Spielberg na konferencji SXSW ostro skrytykował zastępowanie twórców przez AI. Legendarny reżyser wywołał aplauz, gdy wyznał, że nigdy nie użył jej w filmie.
W skrócie:
- Podczas konferencji SXSW w Austin Steven Spielberg stanowczo sprzeciwił się wykorzystaniu AI do zastępowania kreatywnych jednostek w procesie tworzenia filmów i seriali.
- Reżyser podkreślił, że nie jest przeciwnikiem technologii, ale w jego zespołach scenariuszowych nie ma miejsca na outsourcing kreatywności do maszyn.
- Jego słowa padają w czasie, gdy giganci jak Amazon i Netflix inwestują w AI. Netflix niedawno przejął firmę Bena Afflecka za 600 milionów dolarów.
Scena jak z dobrego filmu. Na scenie konferencji SXSW w Austin siada człowiek, który zdefiniował kino popularne na kilku pokoleniach. Pada pytanie o sztuczną inteligencję w procesie filmowym. Steven Spielberg, bo o nim mowa, nie potrzebuje chwili na zastanowienie. “Nigdy nie użyłem AI w żadnym z moich filmów” – rzuca krótko. A sala wybucha aplauzem. To nie była tylko uprzejma reakcja. To było coś w rodzaju zbiorowego westchnienia ulgi, że przynajmniej on, jeden z ostatnich tytanów, wciąż trzyma stronę człowieka. W czasach, gdy algorytmy piszą scenariusze, a generatory obrazów tworzą plakaty, taka deklaracja brzmi jak manifest.
Dlaczego twórca “A.I.” nie chce sztucznej inteligencji w swoim biurze?
To nie jest tak, że Spielberg boi się technologii. Byłoby to absurdalne w przypadku reżysera, który dał nam “Raport Mniejszości”, “Ready Player One” czy – co za ironia – film zatytułowany “A.I. Sztuczna inteligencja”. Jego filmy od dekad eksplorowały światy wypełnione technologią, pokazując zarówno jej blaski, jak i cienie. On sam na SXSW zaznaczył, że nie zamierza rozpoczynać tyrady przeciwko AI. Docenia jej potencjał “w wielu dziedzinach”, ale stawia twardą granicę tam, gdzie zaczyna się proces twórczy. To nie jest opór człowieka, który nie rozumie przyszłości. Wręcz przeciwnie, to opór kogoś, kto doskonale rozumie, co można stracić.
Spielberg użył bardzo obrazowego porównania. Wyjaśnił, że w jego pokojach scenarzystów, nawet tych telewizyjnych, “nie ma pustego krzesła z laptopem przed nim”. To proste zdanie mówi wszystko. Oznacza, że nie zamierza zlecać maszynie wymyślania dialogów, postaci czy zwrotów akcji. Kreatywność, w jego filozofii, nie podlega outsourcingowi. “Nie popieram AI, jeśli zastępuje kreatywną jednostkę” – podsumował, zamykając temat. To jasny sygnał dla całej branży: technologia ma być narzędziem, a nie zastępstwem dla artysty. Pomocnikiem, nie autorem.
Jakie stanowisko zajmują Netflix i Amazon, gdy Spielberg mówi “nie”?
Deklaracja Spielberga jest ważna, ale płynie pod prąd. Bo podczas gdy on broni ludzkiego pierwiastka, reszta Hollywood z entuzjazmem otwiera portfele. Start-upy technologiczne przekonują niezależnych twórców z ograniczonymi budżetami, że AI to ich szansa. A wielcy gracze nie czekają na zaproszenie. Amazon już w tym roku ogłosił, że testuje narzędzia AI w produkcji filmowej i telewizyjnej. Chodzi o optymalizację, cięcie kosztów i przyspieszenie procesów, które do tej pory wymagały setek ludzkich rąk.
Jeszcze dalej poszedł Netflix. Streamingowy gigant na początku tego miesiąca wstrząsnął branżą, przejmując firmę Bena Afflecka zajmującą się filmowaniem z użyciem AI. Kwota transakcji? Według doniesień – zawrotne 600 milionów dolarów. Trudno o wyraźniejszy sygnał, w którą stronę zmierza rynek. Mamy więc do czynienia z fascynującym pęknięciem. Z jednej strony stoi stara gwardia, symbolizowana przez Spielberga, która broni duszy kina. Z drugiej – korporacyjni giganci, którzy widzą w AI maszynkę do robienia pieniędzy i rewolucjonizowania produkcji. Pytanie, która z tych wizji przetrwa, pozostaje otwarte. Ale jedno jest pewne – aplauz dla Spielberga pokazał, że publiczność wciąż chce wierzyć w magię tworzoną przez człowieka, a nie przez algorytm.