Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

AI miała być rewolucją, a wykonuje 3% pracy. Korporacje zwalniały ludzi bezpodstawnie?

Sztuczna inteligencja miała zastąpić pracowników biurowych, ale wykonuje zaledwie 3% ich zadań. Korporacje, które masowo zwalniały, dziś żałują pochopnych decyzji.

W skrócie:

  • Badanie Center for AI Safety wykazało, że agenci AI byli w stanie ukończyć zaledwie 3% zadań biurowych, które ludzie wykonują niezawodnie na co dzień.
  • Zgodnie z raportem firmy Forrester, ponad połowa pracodawców, którzy zredukowali etaty na rzecz AI, teraz otwarcie przyznaje, że była to błędna decyzja strategiczna.
  • Analitycy sugerują, że zwolnienia pod pretekstem wdrożenia AI to celowy reset rynku pracy, mający na celu obniżenie pensji i osłabienie pozycji pracowników.

Przez sale konferencyjne największych korporacji przetoczyła się fala niemal religijnego uniesienia. Sztuczna inteligencja miała zesłać na ziemię erę “gospodarki bezrobotnego wzrostu” – stan, w którym zyski rosną w nieskończoność bez potrzeby zatrudniania ludzi. Prezesi, wpatrzeni w arkusze kalkulacyjne, zobaczyli raj. Mniej pensji, mniej problemów, więcej zysku. Problem w tym, że obiecany raj okazał się technologicznym czyśćcem, a dane, które właśnie spłynęły, są dla wizjonerów z Doliny Krzemowej po prostu druzgocące.

Jak korporacyjny topór spotkał się ze ścianą

Festiwal cięć rozpoczął się na dobre. Amazon zapowiedział zwolnienie 14 tysięcy pracowników. UPS poszedł jeszcze dalej, rozpoczynając redukcję o 14 tysięcy osób, z planem docelowym sięgającym aż 48 tysięcy. Do tego chóru dołączyły Paramount (tysiąc zwolnionych) i Target (1,8 tysiąca). Ironia losu chciała, że nawet laboratorium AI w Meta pożegnało się z 600 specjalistami. Wszystko w imię optymalizacji i wiary, że algorytmy wypełnią luki po ludzkich umysłach.

Tymczasem rynek pracy w USA zamarł. Nikt nie dostaje awansu, nikt nie jest zatrudniany, a jedyną aktywnością w działach HR jest wysyłanie wypowiedzeń. To cios w tradycyjną ścieżkę kariery, która dla milionów była drabiną do awansu społecznego. Co gorsza, raport banku federalnego nie pozostawia złudzeń: ekspozycja na automatyzację AI jest ponad trzykrotnie wyższa w zawodach wymagających wyższego wykształcenia. To właśnie białe kołnierzyki miały pójść na pierwszy ogień.

Ile tak naprawdę potrafi AI? Ujawniono twarde dane

W zarządach panowało przekonanie graniczące z pewnością, że technologia jest gotowa. Że wystarczy wcisnąć przycisk, by algorytmy przejęły zadania zwalnianych ludzi. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Badanie przeprowadzone przez Center for AI Safety przyniosło wyniki, które powinny być wyświetlane na każdym spotkaniu rady nadzorczej. Agentom AI przydzielono zadania, które pracownicy biurowi wykonują na co dzień – niezawodnie i bez większego namysłu. Sztuczna inteligencja była w stanie ukończyć zaledwie 3 procent tych prac.

Trzy procent. To nie jest błąd w druku. To wynik, który demaskuje przepaść między marketingową narracją a faktycznymi możliwościami dzisiejszych systemów. To policzek wymierzony tym, którzy uwierzyli, że człowieka można tak łatwo zastąpić skryptem. W świetle tych danych nie dziwi najnowszy raport firmy badawczej Forrester, który tylko dolewa oliwy do ognia. Ujawniono w nim, że ponad połowa pracodawców, którzy zredukowali zatrudnienie, próbując zastąpić kadrę sztuczną inteligencją, teraz żałuje tej decyzji. Obudzili się z ręką w technologicznym nocniku.

Kac moralny i przykład z naszego podwórka

Nie musimy zresztą patrzeć za ocean, by zobaczyć, jak kończy się ta strategia. Identyczny scenariusz przerobiła działająca w Polsce firma Klarna. Jeszcze w 2024 roku jej prezes dumnie ogłaszał rewolucję: masowe zwolnienia w obsłudze klienta i zastąpienie setek ludzi superwydajnym chatbotem AI. Minęło zaledwie kilka miesięcy. Na początku 2025 roku ten sam człowiek, który wieszczył koniec ludzkiej pracy, zaczął publicznie sypać głowę popiołem i ogłosił, że “w świecie AI najważniejsi są ludzie”. Firma w pośpiechu zaczęła ponownie zatrudniać.

Raport Forrestera potwierdza to, co Klarna odkryła na własnej, obolałej skórze: AI to potężne narzędzie, ale nie zastępstwo. To wzmacniacz ludzkich możliwości, a nie ich eliminator. Cynizm całej sytuacji polega jednak na czymś innym. Analitycy coraz głośniej mówią, że fala “bicia się w pierś” i ponownych zatrudnień to tylko przykrywka. W rzeczywistości może to być celowy reset rynku pracy, zaplanowany, by złamać pozycję negocjacyjną pracowników i zatrudnić ich z powrotem – ale już za znacznie niższe pensje. W tej grze sztuczna inteligencja nie jest innowacją. Jest idealnym alibi do cięcia kosztów pod płaszczykiem nieuniknionego postępu.