Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Szok w USA! Rząd zleci pisanie prawa sztucznej inteligencji. Urzędnik: “Nie musi być idealne”

Amerykański resort transportu zamierza używać AI do pisania ustaw. Urzędnicy twierdzą, że prawo nie musi być “idealne”, wystarczy, że będzie “dobre”.

W skrócie:

  • Departament Transportu USA planuje wykorzystać model Google Gemini do tworzenia projektów regulacji dotyczących m.in. lotnictwa, kolei i infrastruktury energetycznej.
  • Celem jest skrócenie procesu legislacyjnego z miesięcy do 30 dni. Kierownictwo resortu twierdzi, że przepisy mają być “wystarczająco dobre”, a nie “idealne”.
  • Eksperci i część urzędników alarmują, że błędy AI w tak kluczowych aktach prawnych mogą prowadzić do realnych zagrożeń dla bezpieczeństwa publicznego.

Kiedy myślimy o tworzeniu prawa, przed oczami stają nam zwykle obrazy prawników pochylonych nad kodeksami, wielogodzinne debaty i żmudny proces legislacyjny. Administracja Donalda Trumpa ma jednak inny pomysł. Znacznie szybszy. I, co tu dużo mówić, znacznie bardziej kontrowersyjny. Amerykański Departament Transportu, jedna z kluczowych agencji federalnych, zamierza zaprząc do pisania ustaw… sztuczną inteligencję. A konkretnie model Google Gemini. Cel jest prosty: radykalnie przyspieszyć pracę. Jak to ujęto w wewnętrznych dokumentach, do których dotarli dziennikarze śledczy z ProPublica, nowe prawo nie musi być “idealne”, wystarczy, że będzie “wystarczająco dobre”. To zdanie, które jednym podnosi ciśnienie, a drugim daje nadzieję na odblokowanie biurokratycznych zatorów.

Jak działa legislacyjny automat w wersji USA?

Pomysł przedstawiono kadrze urzędu w grudniu, podczas wewnętrznej prezentacji reklamowanej jako rewolucja w tworzeniu przepisów. Mechanizm ma być banalnie prosty. Model AI przygotowuje wstępny projekt aktu prawnego, a urzędnicy – zamiast pisać wszystko od zera – zajmują się głównie redakcją i korektą. Według założeń, sztuczna inteligencja ma wykonać od 80 do 90 procent pracy. W końcu obszerne uzasadnienia czy wprowadzenia do ustaw to często rozbudowane opisy, z którymi systemy generatywne radzą sobie doskonale. A przynajmniej tak twierdzą zwolennicy tego rozwiązania.

Kierownictwo resortu ma bardzo ambitne cele. Liczy, że dzięki automatyzacji pełny projekt regulacji – gotowy do dalszej oceny pod kątem skutków i kosztów – będzie można przygotować w około 30 dni. Obecnie taki proces zajmuje miesiące, a nierzadko nawet lata. W teorii brzmi to jak spełnienie snów o efektywnej administracji. W praktyce budzi jednak potężne wątpliwości, zwłaszcza gdy mówimy o przepisach, od których zależy ludzkie życie.

Czy powierzyłbyś pisanie prawa licealiście?

Departament Transportu reguluje w USA kwestie o absolutnie krytycznym znaczeniu. Mówimy tu o standardach bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym, zasadach przewozu substancji niebezpiecznych czy normach dla rurociągów energetycznych. To obszary, w których jeden źle postawiony przecinek lub nieprecyzyjne sformułowanie może doprowadzić do katastrofy. A modele językowe, jak wiemy, są dalekie od nieomylności. Potrafią “halucynować”, generować nieścisłe informacje i popełniać błędy, których ludzkie oko może nie wyłapać podczas szybkiej korekty.

Głosy sprzeciwu płyną nie tylko od zewnętrznych ekspertów, ale i z samego urzędu. Mike Horton, były szef zespołu do spraw sztucznej inteligencji w Departamencie Transportu, nie gryzł się w język. Porównał użycie AI do “powierzenia pisania prawa stażyście z liceum”. Jego zdaniem nacisk na szybkość kosztem jakości jest skrajnie ryzykowny. Podobne obawy zgłaszają prawnicy akademiccy, którzy podkreślają, że fundamentem prawa powinien być logiczny i w pełni uzasadniony proces decyzyjny, a nie zautomatyzowane generowanie tekstu na masową skalę.

Skąd ten pośpiech? Braki kadrowe i polityka

Cały ten eksperyment nie dzieje się w próżni. Jest częścią szerszej strategii administracji Trumpa, która zakłada intensywne wdrażanie AI w strukturach państwa. Co więcej, resort transportu zmaga się z poważnymi brakami kadrowymi. Od początku obecnej kadencji prezydenta liczba pracowników zmniejszyła się o kilka tysięcy, w tym o ponad stu prawników. Dla zwolenników automatyzacji jest to koronny argument za sięganiem po nowe technologie – skoro brakuje rąk do pracy, trzeba je zastąpić algorytmami.

Według ustaleń dziennikarzy, AI została już wykorzystana do przygotowania jednego, nieopublikowanego jeszcze projektu regulacji dotyczących lotnictwa. Czy to jednorazowy test, czy początek nowego trendu w całej amerykańskiej administracji? Tego na razie nie wiadomo. Część wysokich rangą urzędników dystansuje się od rewolucyjnych zapowiedzi, sugerując, że mogą mieć one charakter bardziej wizerunkowy niż systemowy. Niezależnie od intencji, pomysł, by o bezpieczeństwie milionów ludzi decydował algorytm wytrenowany na danych z internetu, zmusza do fundamentalnego pytania: gdzie leży granica naszej ufności w technologię?