Słynny wydawca słowników Merriam-Webster ogłosił premierę swojego modelu językowego. Nie halucynuje, nie potrzebuje prądu i… jest książką. To mistrzowski troll.
W skrócie:
- Merriam-Webster w satyrycznym wideo zapowiedział nowy “duży model językowy”, który okazał się 12. edycją drukowanego słownika Collegiate Dictionary.
- Firma podkreśliła, że ich model “nie halucynuje, nie zużywa prądu i nie wymaga centrów danych”, kpiąc z wad współczesnych systemów AI.
- Nowe wydanie, przygotowywane przez 22 lata, zawiera 5000 nowych słów, takich jak “rizz”, “beast mode” czy “doomscroll”, co pokazuje siłę tradycyjnej leksykografii.
Obecnie sztuczną inteligencję próbuje się wcisnąć wszędzie. Do sprawdzania pisowni, do lodówki, do okienka drive-thru. Nic nie jest bezpieczne. Dlatego, gdy Merriam-Webster, legendarna firma od słowników, ogłosiła, że również wypuszcza swój duży model językowy (LLM), w redakcjach na całym świecie zapanowała konsternacja. Czyżby kolejna twierdza padła?
“Nastał świt ery AI” – mówi lektor w pompatycznym wideo opublikowanym przez firmę. “Z dumą przedstawiamy nasz najnowszy duży model językowy”. Głos kontynuuje, a napięcie rośnie: “Nigdy nie halucynuje. Nie wymaga centrów danych i nie zużywa prądu. To potężne narzędzie, które na zawsze zmieni sposób, w jaki się komunikujesz”. I wtedy następuje zwrot akcji. Zamiast pola do wpisywania promptów, na ekranie pojawia się ona. Nowa, 12. edycja słownika Merriam-Webster’s Collegiate Dictionary. Chwalebna, fizyczna książka, powoli obracająca się w blasku reflektorów. Czerwony tom zamiast czarnej skrzynki. “Istnieje sztuczna inteligencja” – podsumowuje inny głos. “A potem jest prawdziwa inteligencja”.
Jak Merriam-Webster obnażył absurdy ery AI?
To majstersztyk. Genialny trolling, który w kilkadziesiąt sekund punktuje wszystko, co jest nie tak ze współczesną sztuczną inteligencją. Przede wszystkim pokazuje, jak absurdalny stał się pośpiech, z jakim wszyscy – od korporacji po celebrytów – rzucają się na technologię wciąż będącą w fazie eksperymentalnej. Technologię o wątpliwych korzyściach i niezliczonych wadach.
Fakt, że wideo stało się wiralem, świadczy o jednym: ten niepokój jest powszechny. Wszyscy wstrzymujemy oddech, czekając, która z naszych ulubionych marek, które z autorytetów, ugnie się pod presją i ogłosi bezrefleksyjną implementację AI. Merriam-Webster, strażnik języka i precyzji, pokazał środkowy palec tej tendencji. Zrobił to z klasą, humorem i – co najważniejsze – z głębokim zrozumieniem, gdzie leży prawdziwa wartość. W rzetelnej, weryfikowalnej wiedzy, a nie w probabilistycznych zgadywankach algorytmu.
Dlaczego potrzebujemy “prawdziwej inteligencji” bardziej niż kiedykolwiek?
Żart jest tym celniejszy, że relacja AI z naszą “prawdziwą inteligencją”, jak ujęli to autorzy kampanii, staje się coraz bardziej niepokojąca. Badania pokazują, jak uzależnienie od chatbotów może prowadzić do atrofii umiejętności krytycznego myślenia i erozji pamięci. Nie wspominając o przypadkach, w których interakcje z AI wpędzały użytkowników w niebezpieczne dla zdrowia psychicznego deluzje. To nie jest odosobniony problem, to systemowe ryzyko.
Pomimo tego, szkoły i uniwersytety forsują narzędzia AI, czasem czyniąc ich użycie obowiązkowym dla studentów. Do tego dochodzi oczywiście plaga oszustw akademickich. Po co się uczyć, skoro ChatGPT może w kilka sekund wypluć cały esej? (Trzeba jednak uczciwie przyznać, że niektórzy profesorowie również używają tej technologii do oceniania prac, co zamyka ten krąg absurdu).
Co potrafi model językowy, nad którym pracowano 22 lata?
Nowy Collegiate Dictionary powstawał przez 22 lata. To niemal wieczność w skali Doliny Krzemowej, gdzie produkty rodzą się i umierają w ciągu kilku kwartałów. Efektem tej powolnej, mrówczej pracy jest tom zawierający 5000 zupełnie nowych słów, które weszły do powszechnego użycia. Znajdziemy tam takie terminy jak “rizz”, “beast mode”, “doomscroll” czy “dumbphone” – cały ten gorący, nowy żargon, który z pewnością zestarzeje się równie wdzięcznie, co obecna moda na AI.
Być może ten model nie jest w stanie przeszukać całego internetu w poszukiwaniu odpowiedzi. Być może nie używa dziesiątek tysięcy procesorów graficznych, by “myśleć” nad pytaniami w stylu “ile literek ‘b’ jest w słowie ‘borówka’” i ostatecznie podać złą odpowiedź. Ale hej, stare, dobre słowo drukowane wykonuje kawał świetnej roboty, próbując nadążyć za naszymi szalonymi czasami. I co najważniejsze – nigdy nie kłamie.