Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Giganci AI płacą farmerom miliony za ziemię. Odpowiedź? “Nie macie dość pieniędzy”

Big tech znalazł nową kopalnię złota. Są nią amerykańskie farmy, masowo wykupywane pod centra danych AI. Rolnicy dostają oferty warte dziesiątki milionów dolarów.

W skrócie:

  • Koncerny technologiczne, by zaspokoić apetyt AI na moc, masowo wykupują ziemię rolną w USA, oferując farmerom dziesiątki milionów dolarów za ich gospodarstwa.
  • Wielu rolników odrzuca astronomiczne oferty, argumentując, że ziemia jest dla nich dziedzictwem i stylem życia, a nie towarem na sprzedaż.
  • Pośrednicy i deweloperzy osiągają gigantyczne zyski, odsprzedając grunty z tysiącprocentowym przebiciem, podczas gdy lokalne społeczności mierzą się z rosnącymi rachunkami.

Mówiąc o kosztach sztucznej inteligencji, zwykle myślimy o wodzie, energii i cenie najnowszych chipów. Znacznie rzadziej rozmawiamy o ziemi. O hektarach, na których muszą stanąć gigantyczne serwerownie. Okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych ten właśnie etap stał się zarzewiem cichej wojny. Po jednej stronie stoją farmerzy, dla których ziemia to tożsamość i pokoleniowe dziedzictwo. Po drugiej – big tech, który widzi w niej wyłącznie zasób pod kolejną, wartą miliardy dolarów inwestycję.

Dlaczego big tech ucieka na wieś?

Dla globalnych korporacji technologicznych amerykańska prowincja wygląda jak ziemia obiecana. Słabe regulacje planistyczne, tani prąd, dostęp do wody i – co najważniejsze – ogromne połacie taniej ziemi. To wszystko sprawia, że wiejskie hrabstwa nagle trafiają na strategiczne mapy największych graczy na świecie. Skala zjawiska rośnie w tempie, które trudno sobie wyobrazić. Prognozy cytowane przez “Guardiana” wskazują, że w ciągu najbliższych pięciu lat na świecie potrzebnych będzie ponad 16 tysięcy hektarów “uzbrojonej ziemi”, czyli terenów gotowych pod budowę centrów danych. To dwukrotnie więcej niż obecnie.

Jednym z takich miejsc jest hrabstwo Mason w stanie Kentucky. To tam do drzwi rolników zaczęli pukać pośrednicy, którzy oferowali dziesiątki milionów dolarów za gospodarstwa przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wszystkie szczegóły inwestycji owijano tajemnicą. Warunek, by poznać jakiekolwiek konkrety? Podpisanie umowy o zachowaniu poufności (NDA). To standardowa praktyka, która w praktyce knebluje lokalną społeczność, zanim ta w ogóle zorientuje się, co za chwilę wyrośnie za jej płotem.

“Nie jestem na sprzedaż”

Taką propozycję usłyszała 82-letnia Ida Huddleston. Pośrednik, reprezentujący anonimową “firmę z listy Fortune 100”, zaproponował jej ponad 33 miliony dolarów za 263-hektarowe gospodarstwo. Jej odpowiedź, cytowana przez brytyjski dziennik, była krótka i dosadna: “Nie macie dość pieniędzy, żeby mnie wykupić. Nie jestem na sprzedaż”. Podobnie zareagowali jej sąsiedzi. Niektórzy usłyszeli nawet, że mogą “podać własną cenę”. Odmówili.

Dopiero analiza publicznych dokumentów rzuciła światło na sprawę. Okazało się, że lokalna elektrownia otrzymała wniosek o przyłączenie nowego odbiorcy o mocy 2,2 GW. To niemal dwukrotnie więcej, niż wynosi jej roczna produkcja. Tajemniczym klientem okazała się firma budująca centrum danych. Takie historie powtarzają się w całych Stanach. W Pensylwanii rolnik odrzucił 15 milionów dolarów. W Wisconsin na stół trafiła oferta 80 milionów dolarów, którą właściciel ziemi również odrzucił. Bo tu nie zawsze chodzi o pieniądze. “Wszyscy w mojej rodzinie całe życie uprawiali zboże, hodowali bydło, sadzili tytoń. Dla nas te pieniądze nie są warte utraty tego życia” – tłumaczy jeden z mieszkańców hrabstwa Mason.

Złoty biznes dla jednych, koszmar dla drugich

Boom na centra danych stworzył nową, niezwykle dochodową klasę nieruchomości. W północnej Wirginii pewien inwestor zapłacił 615 milionów dolarów za niecałe 40 hektarów ziemi. Cztery lata wcześniej kupił ją za 57 milionów. Kilka dni później w tej samej okolicy Amazon wydał 700 milionów dolarów na grunty rolne. W Georgii deweloper sprzedał ziemię tej samej firmie za 270 milionów, choć rok wcześniej zapłacił za nią zaledwie 4 miliony. Potencjalne zwroty dla pośredników sięgają ponad tysiąca procent.

Dla lokalnych społeczności sielanka się kończy. Gigantyczne konstrukcje oznaczają gigantyczne zapotrzebowanie na wodę i prąd. W stanach takich jak Maryland, Wirginia czy New Jersey, gdzie centrów danych jest najwięcej, rachunki za prąd dla gospodarstw domowych sąsiadujących z serwerowniami wzrosły w ciągu pięciu lat średnio o 267 procent. Lokalne władze kuszone są obietnicą nowych miejsc pracy. Dokumenty przedstawione w hrabstwie Mason mówią o ponad 1000 miejsc pracy dla budowlańców. Tyle że po zakończeniu budowy kompleksu pracę na stałe znajdzie tam zaledwie 50 osób. Sztuczna inteligencja lubi być przedstawiana jako coś niematerialnego, unoszącego się w “chmurze”. Tymczasem jej fundamenty to bardzo konkretna ziemia, bardzo konkretni ludzie i – jak widać – bardzo niekonkretne traktowanie ich.