Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Sztuczna Inteligencja nowym szefem? Co szósty Amerykanin jest na TAK.

Czy zamieniłbyś szefa na chatbota? Nowy sondaż pokazuje, że już 15% Amerykanów jest gotowych pracować dla AI. To zwiastun rewolucji na rynku pracy.

W skrócie:

  • 15% Amerykanów zaakceptowałoby sztuczną inteligencję jako bezpośredniego przełożonego – wynika z nowego sondażu Quinnipiac University.
  • Giganci tacy jak Amazon już wdrażają AI do zastępowania zadań menedżerów średniego szczebla, co prowadzi do zwolnień i „spłaszczania” struktur.
  • Jednocześnie aż 70% badanych obawia się, że postęp AI doprowadzi do zmniejszenia liczby miejsc pracy dla ludzi, co pokazuje głęboki niepokój społeczny.

Wyobraź sobie dzień w pracy. Zamiast porannej odprawy z menedżerem, dostajesz listę zadań od algorytmu. Zamiast prosić o urlop, składasz wniosek do systemu, który analizuje obłożenie zespołu i zatwierdza go w sekundę. Feedback na temat twojej pracy? Generowany w czasie rzeczywistym, oparty na twardych danych, bez cienia ludzkich emocji czy uprzedzeń. Brzmi jak science fiction? Niekoniecznie. Z opublikowanego w poniedziałek sondażu Quinnipiac University wynika, że już 15% dorosłych Amerykanów jest gotowych pracować dla szefa, który jest programem AI. To wciąż mniejszość, ale liczba, która jeszcze kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia.

Jakie pytanie zadano Amerykanom?

Badacze z Quinnipiac University, w ankiecie przeprowadzonej między 19 a 23 marca 2026 roku na grupie 1397 dorosłych osób, postawili sprawę jasno. Zapytali, czy respondenci byliby skłonni mieć pracę, w której ich bezpośredni przełożony to program AI, odpowiedzialny za przydzielanie zadań i ustalanie harmonogramów. Oczywiście, zdecydowana większość – 85% – odpowiedziała „nie”. Ale te 15%, które powiedziało „tak”, to sygnał, którego nie można ignorować. To ciche przyzwolenie na zmianę, która już puka do drzwi korporacji. A w zasadzie, to ona już dawno zdjęła buty i rozsiadła się w salonie.

W tej statystyce kryje się coś więcej niż tylko fascynacja nową technologią. Być może to wyraz zmęczenia nieefektywnym zarządzaniem, mikrozarządzaniem czy po prostu ludzkimi słabościami przełożonych. Algorytm nie ma złego dnia. Nie faworyzuje. Nie plotkuje przy ekspresie do kawy. Przynajmniej na razie. Wizja obiektywnego, opartego na danych menedżera okazuje się dla części pracowników na tyle kusząca, że są gotowi zrezygnować z ludzkiego kontaktu na rzecz przewidywalnej efektywności.

Czym jest „Wielkie Spłaszczenie” w firmach?

Termin “The Great Flattening”, czyli „Wielkie Spłaszczenie”, krąży po Dolinie Krzemowej od miesięcy i doskonale opisuje to, co dzieje się za kulisami. Firmy wykorzystują AI nie tylko do automatyzacji prostych zadań, ale do eliminacji całych warstw zarządzania. To już nie jest teoria. To praktyka. Amazon, na przykład, wdrożył zautomatyzowane przepływy pracy, które przejęły część obowiązków menedżerów średniego szczebla. Efekt? Tysiące z nich straciło pracę. Podobnie działa Workday, którego agenci AI mogą samodzielnie składać i zatwierdzać raporty z wydatków, odciążając (lub zastępując) ludzi, którzy robili to dotychczas.

Najbardziej surrealistyczny przykład pochodzi od Ubera. Inżynierowie stworzyli tam model AI, który jest cyfrową kopią CEO, Dary Khosrowshahiego. Przed spotkaniem z prawdziwym szefem pracownicy mogą „przetestować” swoje pomysły na jego wirtualnym awatarze. To narzędzie treningowe, ale pokazuje kierunek: AI staje się pośrednikiem, filtrem, a w końcu substytutem ludzkiej kadry zarządzającej. Struktury firm stają się płytsze, bardziej płaskie, a komunikacja między szeregowym pracownikiem a zarządem – przynajmniej w teorii – staje się krótsza. Kosztem tej optymalizacji są oczywiście ludzie.

Czy AI zabierze nam pracę?

Sondaż Quinnipiac nie pozostawia złudzeń – obawy są powszechne i głębokie. Aż 70% respondentów uważa, że rozwój AI doprowadzi do spadku liczby dostępnych miejsc pracy. Co więcej, strach dotyka ludzi osobiście. Wśród osób aktywnych zawodowo, 30% jest „bardzo” lub „raczej” zaniepokojonych, że sztuczna inteligencja sprawi, iż ich własne stanowisko stanie się zbędne. To nie jest już abstrakcyjna dyskusja o przyszłości, lecz realna troska o własne utrzymanie.

Ten lęk jest zrozumiały, zwłaszcza w kontekście takich zjawisk jak „Wielkie Spłaszczenie”. Kiedyś automatyzacja zagrażała głównie pracownikom fizycznym i wykonującym powtarzalne czynności. Dziś, dzięki generatywnej AI, zagrożone czują się zawody kreatywne, analityczne i – jak widać – menedżerskie. Wizja firmy wartej miliardy dolarów, ale zarządzanej przez jedną osobę i armię algorytmów, przestaje być domeną pisarzy science fiction. Staje się realnym scenariuszem biznesowym. Pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy” i „w jakiej skali” ta transformacja nadejdzie. I czy jesteśmy na nią gotowi jako społeczeństwo.