Vanessa Larco, partnerka w NEA, przewiduje, że OpenAI nie zdominuje całego rynku. Gdzie jest miejsce dla startupów? W usługach wymagających zarządzania ludźmi.
W skrócie:
- OpenAI skupi się na technologii, unikając biznesów marketplace, które wymagają zarządzania ludźmi. To szansa dla mniejszych graczy na stworzenie niszowych usług.
- Aplikacje AI mogą stać się “jednorazowym oprogramowaniem”. Będziemy je traktować jak dokumenty Word, tworząc je na zawołanie do konkretnych, chwilowych zadań.
- Interfejsy głosowe, spopularyzowane przez okulary Meta Ray-Ban, mogą zepchnąć ekrany na drugi plan. Wiele zadań wykonamy bez patrzenia na wyświetlacz.
Rok 2026 wciąż brzmi futurystycznie, ale w planach technologicznych gigantów to już niemal przeszłość. Według Vanessy Larco, partnerki w funduszu Premise i byłej partnerki w gigancie NEA, to właśnie w tym roku na dobre rozpocznie się era konsumenckiej sztucznej inteligencji. Larco od lat inwestuje w firmy tworzące produkty dla zwykłych użytkowników i profesjonalistów, więc jej słowa mają wagę. Jej zdaniem jesteśmy o krok od rewolucji w sposobie, w jaki spędzamy czas w sieci, a motorem napędowym tej zmiany będą usługi “konsjerżopodobne”, napędzane przez AI.
Pytanie, które spędza sen z powiek tysiącom założycieli startupów, brzmi: czy molochy pokroju ChatGPT lub Meta AI wchłoną wszystko? Czy takie aplikacje jak WebMD czy TripAdvisor mają jeszcze rację bytu jako samodzielne byty? A może znikną, zintegrowane z jednym, wszechmocnym asystentem? Larco, w rozmowie na podcaście TechCrunch Equity, uspokaja. I wskazuje nisze, w których startupy mogą nie tylko przetrwać, ale i rozkwitnąć.
Jakie biznesy ominie OpenAI?
Główna teza Vanessy Larco jest prosta, a zarazem niezwykle odkrywcza. Jej zdaniem OpenAI nie będzie chciało budować biznesów opartych na marketplace, które wymagają zarządzania prawdziwymi ludźmi. Twórcy ChatGPT to firma technologiczna do szpiku kości. Ich pasją jest rozwijanie modeli językowych, a nie użeranie się z logistyką, reklamacjami czy weryfikacją hydraulików i psychoterapeutów. I to jest właśnie ta fosa, ten mur obronny dla mniejszych firm.
“Wyobraźmy sobie platformę, która łączy pacjentów z lekarzami, ale robi to w sposób inteligentny, personalizowany, z asystentem AI prowadzącym nas za rękę” – tłumaczy Larco. “Samo AI to za mało. Ktoś musi zarządzać siecią lekarzy, dbać o jakość usług, rozwiązywać spory. To brudna robota, której giganci technologiczni wolą unikać”. Tutaj właśnie otwiera się pole do popisu dla startupów. Mogą one wykorzystać potężne API od OpenAI, ale obudować je specjalistyczną wiedzą i ludzkim zapleczem, tworząc usługi, których Sam Altman i spółka po prostu “nie będą chcieli zabijać”.
Czy aplikacje staną się jednorazowe?
Kolejna prognoza Larco może zmrozić krew w żyłach deweloperów, którzy przez lata budowali swoje imperia w App Store. Mówi ona o koncepcji “jednorazowego oprogramowania” (disposable software). O co chodzi? Zamiast instalować na telefonie dziesiątki aplikacji do różnych zadań, będziemy generować je na zawołanie, do wykonania jednej, konkretnej czynności.
Według Larco, aplikacje AI “powinny być traktowane jak dokumenty Word”. Potrzebujesz szybko stworzyć plan podróży po Włoszech, uwzględniający pociągi, wegetariańskie restauracje i muzea otwarte w poniedziałki? AI w kilka sekund wygeneruje ci interaktywny interfejs, który po użyciu po prostu zniknie. Bez instalacji, bez aktualizacji, bez zaśmiecania pamięci. To fundamentalna zmiana paradygmatu – od posiadania aplikacji do korzystania z chwilowych, inteligentnych narzędzi. Pytanie, jak na taką rewolucję zareagują Apple i Google, pozostaje otwarte.
Jak okulary od Mety przekonały inwestorkę do głosu?
Przez lata interfejsy głosowe były traktowane jako ciekawostka. Coś, co działało nieźle, ale nie mogło zastąpić ekranu. Vanessa Larco przyznaje, że sama była sceptyczką. Aż do momentu, gdy zaczęła używać inteligentnych okularów Meta Ray-Ban. To doświadczenie kompletnie zmieniło jej perspektywę. Zrozumiała, że dla większości codziennych zadań ekran jest zupełnie opcjonalny.
“Mogę iść ulicą, robić zdjęcia, wysyłać wiadomości i uzyskiwać informacje, nie wyciągając telefonu z kieszeni. To uwalniające” – mówi. Według niej, przyszłość należy do płynnej interakcji głosowej z AI, które staje się naszym niewidzialnym asystentem. Nie oznacza to całkowitej śmierci ekranów – wciąż będziemy ich potrzebować do pracy czy rozrywki. Ale w wielu sytuacjach staną się one po prostu zbędne. A to z kolei otwiera drzwi do zupełnie nowych rodzajów urządzeń i usług, które dziś nawet trudno nam sobie wyobrazić. Rok 2026 zapowiada się więc nie tyle jako ewolucja, ile prawdziwa rewolucja w naszej cyfrowej codzienności.