Microsoft zakończył kwartał z gigantyczną stratą 23% na giełdzie. Inwestorzy kwestionują miliardowe inwestycje w AI, a adopcja Copilota rozczarowuje.
W skrócie:
- Akcje Microsoftu spadły o 23% w pierwszym kwartale 2026 roku. To najgorszy wynik firmy na giełdzie od lat, wywołany obawami o strategię AI i jej rentowność.
- Główną przyczyną jest niska adopcja Copilota. Zaledwie 3% klientów biznesowych Office zdecydowało się na płatną wersję asystenta, co jest wynikiem znacznie poniżej oczekiwań.
- Inwestorów niepokoją gigantyczne koszty infrastruktury AI oraz rosnąca konkurencja ze strony Google, Anthropic, a nawet partnera – firmy OpenAI.
Przez ostatnie lata Microsoft pompował w sztuczną inteligencję miliardy dolarów, wplatając ją w każdy swój produkt – od chmury Azure, przez Windows, aż po pakiet Office. Strategia, która miała zapewnić firmie dominację na dekady, nagle stała się jej największym obciążeniem. Koncern z Redmond zakończył pierwszy kwartał 2026 roku z potężnym, 23-procentowym spadkiem na giełdzie. To nie jest drobna korekta. To sygnał, że cierpliwość Wall Street do kosztownych eksperymentów właśnie się skończyła.
Dlaczego Wall Street nagle straciło wiarę w AI Microsoftu?
Paradoks polega na tym, że Microsoft wciąż jest maszyną do zarabiania pieniędzy. Kluczowe segmenty, takie jak Azure i oprogramowanie dla firm, notują solidne wzrosty, a ostatni kwartał 2025 roku firma zamknęła z 17-procentowym zyskiem rok do roku. Problem leży gdzie indziej. Inwestorzy, jak wskazują analitycy Gil Luria i Aaron Foresman cytowani przez CNBC, nie kwestionują kondycji biznesu, lecz sens dalszego finansowania czegoś, co złośliwie określają mianem “AI slop” – kosztownej papki technologicznej o niepewnym zwrocie z inwestycji. Rynek zaczął postrzegać AI nie jako motor wzrostu, ale jako palarnię pieniędzy.
Copilot – rewolucja, która nie nadeszła?
Sercem problemu jest Copilot. Narzędzie, które miało zrewolucjonizować pracę biurową, okazało się rozczarowaniem, przynajmniej pod względem komercyjnym. Zaledwie 3% klientów biznesowych pakietu Office płaci za dostęp do inteligentnego asystenta. To wynik dramatycznie niski, zwłaszcza w kontekście gigantycznych nakładów na rozwój i marketing. Co więcej, Microsoft wpadł we własne sidła. Aby rozwijać Copilota, musi wykorzystywać zasoby chmury Azure, które mogłyby w tym czasie przynosić czysty zysk, gdyby wynajmowano je zewnętrznym firmom. To wewnętrzny kanibalizm – jedno ambitne przedsięwzięcie podkopuje rentowność drugiego.
Ile kosztuje marzenie o dominacji w AI?
Utrzymanie i budowa infrastruktury niezbędnej do trenowania i obsługi zaawansowanych modeli AI pochłania niewyobrażalne ilości energii. Problem jest na tyle poważny, że sam Satya Nadella, CEO Microsoftu, przyznał jakiś czas temu, że firma ma magazyny pełne chipów AI, ale brakuje jej mocy, by je wszystkie uruchomić. Rosnące ceny energii i presja na zrównoważony rozwój sprawiają, że inwestorzy z coraz większym niepokojem patrzą na rachunki za prąd giganta z Redmond. Ten wyścig zbrojeń jest po prostu piekielnie drogi, a zyski wciąż pozostają w sferze obietnic, nie twardych danych.
Czy Microsoft przegrywa wyścig, który sam rozpoczął?
Na domiar złego, konkurencja nie śpi. Rozwiązania od Google, Anthropic czy nawet OpenAI – w które Microsoft zainwestował przecież 10 miliardów dolarów – zdobywają rynek szybciej, niż Copilot zdobywa płacących klientów. OpenAI staje się wręcz bezpośrednim rywalem dla swojego największego partnera, rozwijając własne usługi dla biznesu. Wewnętrzne zawirowania, takie jak niedawne zmiany kadrowe w zespole Copilota i odsunięcie od części obowiązków Mustafy Suleymana, tylko potęgują wrażenie, że projekt nie idzie zgodnie z planem. Obecna przecena na giełdzie to zatem coś więcej niż panika – to zimna kalkulacja. Inwestorzy wysyłają jasny komunikat: era czeków in blanco na rewolucję AI dobiegła końca. Czas pokazać wyniki.