Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

„Będę brutalny”. Szef giganta SAP bez litości o AI i zwolnieniach. Twoja praca jest zagrożona

Dyrektor finansowy giganta SAP mówi wprost: dzięki AI „możemy pozwolić sobie na mniej ludzi”. Jego „brutalna” szczerość to głos rosnącej grupy menedżerów.

W skrócie:

  • Dominik Asam, dyrektor finansowy SAP, stwierdził, że automatyzacja AI pozwoli firmie potrzebować mniej pracowników do wykonania tej samej pracy, nazywając to „brutalną” prawdą.
  • SAP już teraz wykorzystuje sztuczną inteligencję do automatyzacji zadań administracyjnych (back office) oraz jako narzędzie dla swoich inżynierów oprogramowania.
  • Pomimo tego entuzjazmu, wiele raportów wskazuje, że AI wciąż zawodzi, a programiści tracą czas na weryfikację jej pracy, co podważa tezę o prostej wymianie ludzi na maszyny.

Dominik Asam, dyrektor finansowy największej europejskiej firmy softwarowej SAP, właśnie powiedział na głos to, co wielu menedżerów myśli po cichu. W prowokacyjnym wywiadzie dla Business Insider, zapytany o cel wdrażania narzędzi AI do kodowania, porzucił korporacyjną nowomowę. Stwierdził, że chodzi o coś więcej niż tylko produkcję większej ilości kodu przy tej samej liczbie pracowników. Chodzi o to, by pracowników było mniej. Po prostu.

Jak menedżerowie przestali udawać, czyli „będę brutalny”

„Dzięki AI jest po prostu więcej automatyzacji” — odpowiedział Asam, po czym przeszedł do bezlitosnej kalkulacji. „Pewne zadania są zautomatyzowane i przy tej samej skali produkcji możemy pozwolić sobie na mniej ludzi”. Żeby nikt nie miał wątpliwości, co do jego intencji, dodał z rozbrajającą szczerością: „Będę brutalny. Dla SAP i każdej innej firmy softwarowej AI jest świetnym katalizatorem”. Koniec i kropka.

Asam nie jest w tej krucjacie osamotniony. Dołącza do rosnącego grona dyrektorów, którzy z zadziwiającą otwartością opowiadają o swoich planach zastąpienia ludzkiej pracy narzędziami AI. Z ich perspektywy to prosta matematyka: przepłacanych, biorących zwolnienia lekarskie pracowników można zastąpić niezawodnym agentem AI. Albo przynajmniej zredukować zespół do absolutnego minimum, które dzięki magicznym mocom sztucznej inteligencji stanie się superwydajne. Wizja piękna, prosta i — co najważniejsze — generująca oszczędności.

Czy AI naprawdę jest gotowa, by zwolnić programistę?

Jest tylko jeden, mały problem z tą całą rewolucją. Na każdego menedżera, który chwali się wyrzuceniem swoich podwładnych na bruk, przypada niezliczona liczba doniesień o tym, jak ci sami menedżerowie muszą połykać własne słowa i prosić zwolnionych pracowników o powrót. Nie, nie z powodu nagłego przypływu moralności. Powód jest znacznie bardziej prozaiczny: AI wciąż bywa po prostu kiepska.

Halucynuje częściej niż antyczna wyrocznia, łamie własne zabezpieczenia i wcale nie zawsze sprawia, że pracownicy stają się wydajniejsi. Dotyczy to także programistów — co najmniej jedno badanie wykazało, że ich praca została spowolniona przez konieczność ciągłego sprawdzania wątpliwych sugestii asystenta kodowania AI. Pomimo tego szum wokół sztucznej inteligencji w biznesie nie cichnie. A SAP jest tego najlepszym przykładem, automatyzując zadania tysięcy ludzi w swoich działach administracyjnych i wyposażając w AI swoich inżynierów. Zupełnie jak Google i Microsoft, których prezesi twierdzą, że już ponad jedna czwarta ich kodu jest pisana przez duże modele językowe.

Kiedy szef zakochuje się we własnym chatbocie

Dominik Asam jest tak byczo nastawiony do tej technologii, że — jak sam przyznaje — nie może zrozumieć, dlaczego ktokolwiek mógłby myśleć inaczej. „Czasem jestem zdumiony, gdy słyszę od niektórych inwestorów, że wszyscy klienci będą pisać oprogramowanie samodzielnie” — powiedział w wywiadzie. Jego entuzjazm z pewnością nie ma nic wspólnego z osobistą fascynacją chatbotami, których jest aktywnym użytkownikiem.

„Przygotowuję prezentację, potrzebuję danych, więc po prostu proszę narzędzie: daj mi te dane” — opowiada Asam. Pyta też o biznesowe ciekawostki, na przykład o dziesięć najbardziej wartościowych firm na świecie. „Dziewięć z nich to firmy technologiczne, a Broadcom niedawno wyrzucił z listy Berkshire Hathaway” — z dumą przytacza odpowiedź, której udzielił mu chatbot Perplexity. „W 1980 roku był tam tylko IBM. Więc tak, software does eat the world”.

Tym samym Asam dołącza do prestiżowego grona postaci ze świata technologii, które dały się uwieść urokowi AI. Jest tam już Elon Musk, który zdaje się wierzyć, że jego chatbot Grok odkryje tajemnice wszechświata (gdy akurat nie generuje sprośnych dziewczyn z anime). Jest i Travis Kalanick, były szef Ubera, który najwyraźniej oddycha tym samym powietrzem co Musk, przekonany, że Grok pomaga mu zgłębiać granice fizyki kwantowej. Wygląda na to, że kadra zarządzająca ma swoje własne ryzyko zawodowe związane z AI: może i technologia ich nie zastąpi, ale najwyraźniej topi im mózgi.