Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Apple oszalało. Nowy MacBook Pro z M5 Max kosztuje 30 tys. zł, ale jego moc dla AI zwala z nóg

Nowy MacBook Pro z czipem M5 Max redefiniuje pojęcie mobilnej mocy. To bestia stworzona do lokalnej AI, która kosztuje fortunę. Czy wydajność warta jest 30 tys. zł?

W skrócie:

  • Czip M5 Max posiada 18 rdzeni CPU i 40 rdzeni GPU, co zapewnia bezprecedensową moc obliczeniową w laptopie, bijąc na głowę poprzednie generacje.
  • Urządzenie jest nawet czterokrotnie szybsze w zadaniach AI, umożliwiając uruchamianie zaawansowanych modeli językowych w trybie offline, bez wysyłania danych na serwery.
  • W topowej konfiguracji z 128 GB RAM i 4 TB SSD komputer kosztuje blisko 30 tysięcy złotych, co czyni go narzędziem dla najbardziej wymagających profesjonalistów.

Apple nie zwalnia, a raczej wciska gaz do dechy, zostawiając konkurencję w chmurze pyłu. W marcu 2026 roku firma z Cupertino pokazała, że potrafi grać na każdej nucie – od budżetowego MacBooka Neo, który ma serce z dwuletniego iPhone’a, po absolutnego tytana wydajności. Tym tytanem jest nowy MacBook Pro z czipem M5 Max. To nie jest sprzęt dla każdego. To nie jest nawet sprzęt dla większości. To maszyna, której cena zbliża się do 30 tysięcy złotych, a jej możliwości wyprzedzają potrzeby 99% użytkowników. Ale ten jeden procent… ten jeden procent właśnie dostał do ręki narzędzie, które może zmienić zasady gry.

Co kryje się pod maską bestii za 30 tysięcy złotych?

Liczby potrafią być nudne, ale w tym przypadku opowiadają historię o technologicznej brutalności. Sercem testowanego przez nas 14-calowego modelu jest czip M5 Max z 18 rdzeniami CPU i aż 40 rdzeniami GPU. Do tego dochodzi 128 GB zunifikowanej pamięci RAM – wartość, która jeszcze kilka lat temu kojarzyła się z pojemnością całego dysku w solidnym komputerze. Dysk SSD o pojemności 4 TB osiąga prędkości odczytu i zapisu na poziomie 12 – 13 tys. MB/s. To wartości, które sprawiają, że kopiowanie gigabajtów danych trwa krócej niż zrobienie sobie kawy. To dwukrotnie więcej niż w poprzednich modelach i kilkukrotnie więcej niż w Maku mini z M4 Pro, który i tak wydaje się rakietą.

W benchmarkach jest równie imponująco. W teście Geekbench komputer osiąga ponad 4,2 tys. punktów dla jednego rdzenia i blisko 30 tys. dla wielu rdzeni. Cinebench? Ponad 72 tysiące punktów w teście GPU. Ale co to wszystko oznacza w praktyce? Oznacza to, że możemy montować wideo w rozdzielczości 8K bez zająknięcia, pracować na dziesiątkach warstw w Photoshopie bez opóźnień i kompilować kod w mgnieniu oka. A wszystko to na laptopie, który działa z taką samą wydajnością na baterii, jak i podłączony do zasilania. I to jest właśnie magia Apple Silicon.

Sztuczna inteligencja bez serwera. Dlaczego to rewolucja?

Najciekawsze jest jednak to, co nowy MacBook Pro robi w dziedzinie sztucznej inteligencji. Apple chwali się, że w zadaniach związanych z AI maszyna jest nawet czterokrotnie szybsza niż poprzednia generacja i ośmiokrotnie wydajniejsza od modeli z czipem M1. To nie jest tylko marketing. Dzięki zunifikowanej pamięci o przepustowości 614 GB/s i dedykowanym akceleratorom neuralnym przy każdym rdzeniu GPU, ten laptop staje się mobilną stacją roboczą do pracy z AI.

O co w tym wszystkim chodzi? O możliwość uruchamiania dużych modeli językowych (LLM) lokalnie, w trybie offline. Koniec z wysyłaniem poufnych danych na serwery OpenAI, Google czy Adobe. Wyobraźmy sobie agencję kreatywną pracującą nad tajnym projektem dla klienta. Zamiast korzystać z ChatGPT, mogą teraz uruchomić własny, spersonalizowany czat AI, wyszkolony na ich wewnętrznych plikach. Dane nigdy nie opuszczają komputera. Narzędzia takie jak ComfyUI pozwalają generować obrazy, edytować zdjęcia, a nawet tworzyć wideo z tekstu – wszystko lokalnie, w kawiarni, bez podłączania do prądu. To nie jest ewolucja. To rewolucja w sposobie myślenia o bezpieczeństwie i kreatywności.

Moc, która ma swoją cenę. Kto właściwie tego potrzebuje?

Prawie 30 tysięcy złotych za 14-calowy model. A jeśli zapragniemy wersji 16-calowej z 8 TB dyskiem SSD, cena wzrośnie do ponad 36 tysięcy. To kwoty absurdalne dla przeciętnego użytkownika, ale MacBook Pro z M5 Max nie jest dla niego przeznaczony. To narzędzie inwestycyjne. Woły robocze dla studiów filmowych, agencji reklamowych, deweloperów gier i badaczy AI. To sprzęt dla ludzi, dla których każda minuta zaoszczędzona na renderowaniu czy kompilacji przekłada się na realne pieniądze.

Czy warto? Jeśli jesteś grafikiem, montażystą, programistą lub specjalistą od AI, a twój obecny komputer ledwo zipie pod obciążeniem – odpowiedź brzmi: tak. To mobilna potęga, która pozwoli ci pracować szybciej i wydajniej, niezależnie od tego, gdzie jesteś. Dla wszystkich innych pozostaje podziwianie inżynieryjnego cudu i… sięgnięcie po znacznie tańszego MacBooka Air. Albo dziesięć MacBooków Neo.