Poke to nowy asystent AI, który działa przez SMS i iMessage. Pomaga w codziennych zadaniach, a startup zebrał 25 mln dolarów i jest wyceniany na 300 mln.
W skrócie:
- Poke to agent AI dostępny przez SMS, iMessage i Telegram, który automatyzuje codzienne zadania, od zarządzania kalendarzem po śledzenie celów zdrowotnych i edycję zdjęć.
- Startup zebrał łącznie 25 milionów dolarów finansowania od Spark Capital i General Catalyst, a jego wycena po ostatniej rundzie inwestycyjnej sięgnęła 300 milionów dolarów.
- Narzędzie pozycjonuje się jako łatwiejsza w obsłudze alternatywa dla zaawansowanych systemów jak OpenClaw, nie wymagając od użytkownika instalacji ani wiedzy technicznej.
Są narzędzia AI, które budzą podziw. I są takie, które po prostu działają. Poke, nowy gracz na rynku agentów AI, chce należeć do tej drugiej kategorii. Zamiast skomplikowanego interfejsu, oferuje coś, co znamy wszyscy – komunikator tekstowy. Pomysł jest banalnie prosty: piszesz do bota na iMessage, SMS-ie czy Telegramie, a on wykonuje zadania w realnym świecie. Może sprawdzić pogodę i przypomnieć o parasolu, zarządzać kalendarzem, monitorować cele fitnessowe, a nawet kontrolować inteligentny dom. To wszystko bez instalowania kolejnej aplikacji. Wystarczy numer telefonu.
Za projektem stoi startup The Interaction Company of California, który właśnie dołożył 10 milionów dolarów do zeszłorocznej rundy zalążkowej o wartości 15 milionów. Przy wsparciu gigantów takich jak Spark Capital i General Catalyst firma jest już wyceniana na 300 milionów dolarów. To pokazuje, jak wielki apetyt ma rynek na “agentów AI” – systemy, które nie tylko odpowiadają na pytania, ale realnie działają w naszym imieniu. Poke ma być odpowiedzią na potrzeby tych, dla których narzędzia pokroju OpenClaw są zbyt skomplikowane i budzą obawy o bezpieczeństwo.
Czym właściwie jest Poke i dlaczego ma być lepszy od OpenClaw?
Rynek sztucznej inteligencji oszalał na punkcie agentów. Jensen Huang, szef Nvidii, ostrzegał niedawno, że każda firma potrzebuje własnej strategii w tym zakresie. Problem w tym, że narzędzia takie jak OpenClaw (którego twórcę podkupiło OpenAI) wymagają wiedzy technicznej, instalacji przez terminal i radzenia sobie z błędami. Dla przeciętnego użytkownika to bariera nie do przejścia. Poke idzie zupełnie inną drogą. Jak tłumaczy współzałożyciel Marvin von Hagen, wszystko zaczęło się od asystenta do obsługi e‑maili. Zespół szybko zauważył, że beta-testerzy próbowali używać go do wszystkiego.
“Ludzie zaczęli prosić Poke o przypomnienie o lekach. Pytali o wyniki sportowe. Chcieli wiedzieć, czy rano powinni wziąć kurtkę” – mówił von Hagen w rozmowie z TechCrunch. Wtedy stało się jasne, że firma musi szybko stworzyć narzędzie ogólnego przeznaczenia. Użytkownicy polubili “ludzką” osobowość bota i chcieli z nim wchodzić w interakcje na wielu polach. Zamiast więc skupiać się na jednej niszy, twórcy postanowili uczynić z Poke uniwersalnego pomocnika, który po prostu mieszka w naszych wiadomościach.
Jak działa asystent, który mieszka w twoich wiadomościach?
Pod maską Poke nie jest przywiązany do jednego modelu AI. Startup chwali się, że w zależności od zadania, wykorzystuje najlepsze dostępne rozwiązanie – czy to od jednego z wielkich graczy, czy model open source. To daje mu przewagę nad konkurencją, która jest często zamknięta w jednym ekosystemie (Meta AI używa modeli Mety, a ChatGPT – OpenAI). Aby działać w komunikatorach, Poke korzysta z rozwiązania Linq, które umożliwia integrację asystentów z aplikacjami do przesyłania wiadomości. Obecnie wspiera SMS i Telegram, a dostępność na WhatsApp jest ograniczona z powodu zeszłorocznej blokady ze strony Meta, choć firma liczy na zmianę tej polityki pod presją regulatorów.
Siłą Poke są tak zwane “przepisy” (recipes) – gotowe automatyzacje, które można aktywować jednym kliknięciem. Integrują się one z popularnymi usługami, takimi jak Gmail, Google Calendar, Notion, Strava, Oura, Fitbit czy inteligentnymi urządzeniami Philips Hue i Sonos. Użytkownicy mogą również tworzyć własne “przepisy” w prostym języku i dzielić się nimi z innymi, co ma napędzać wiralowy rozwój platformy. Firma nawet płaci twórcom od 10 centów do dolara za każdego nowego użytkownika pozyskanego przez ich automatyzację.
Wzrost zamiast zysków – czy to przepis na sukces?
Model cenowy Poke jest co najmniej nietypowy. Na początku usługa jest darmowa, a później… użytkownik negocjuje cenę z samym botem. W fazie beta miesięczne opłaty wahały się między 10 a 30 dolarów. Teraz cena jest personalizowana i zależy od tego, jak intensywnie korzystamy z agenta. Proste zadania pozostają darmowe, a płatne stają się te, które wymagają przetwarzania danych w czasie rzeczywistym, jak analiza każdego przychodzącego maila. Celem nie jest jednak szybka monetyzacja. “Naprawdę nie chcemy zarabiać pieniędzy, chcemy rosnąć. Chcemy zbudować produkt dla miliarda ludzi” – deklaruje von Hagen.
Ta strategia przyciągnęła imponującą listę aniołów biznesu. W startup zainwestowali m.in. założyciele Stripe (bracia Collison), twórcy PayPal i Dropbox, a nawet influencerzy Jake i Logan Paul. Firma nie ujawnia dokładnej liczby użytkowników, ale twierdzi, że w ostatnich miesiącach wzrosła ona dziesięciokrotnie. Ambicje są ogromne, a droga do ich realizacji ma wieść przez budowanie społeczności twórców i influencerów, którzy pokażą światu, jak wpleść Poke w codzienne życie. To eksperyment na wielką skalę – próba stworzenia pierwszego masowego, prawdziwie użytecznego agenta AI. I to takiego, który nie wymaga od nas niczego poza napisaniem.