Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Trump kończy z pomocą humanitarną. Legendarny Korpus Pokoju sprzeda światu AI!

Legendarny Korpus Pokoju, symbol pomocy humanitarnej USA, zmienia misję. Zamiast edukacji i zdrowia, wolontariusze będą teraz wdrażać amerykańskie AI w Afryce i Azji.

W skrócie:

  • Biały Dom tworzy “Tech Corps” w ramach Korpusu Pokoju, wysyłając inżynierów i programistów do krajów rozwijających się, by wspierali eksport AI.
  • Nowa inicjatywa jest powiązana z komercyjnym programem American AI Exports Program i ma na celu konkurowanie z chińskimi technologiami, takimi jak te od Huawei.
  • Krytycy ostrzegają, że zastąpienie pomocy humanitarnej promocją technologii może być odebrane jako próba uzależnienia, a nie realne wsparcie dla partnerów.

Był rok 1961, a Biały Dom miał młodego, charyzmatycznego lokatora. John F. Kennedy powołał do życia Korpus Pokoju – instytucję, która stała się jednym z najpotężniejszych narzędzi amerykańskiej miękkiej siły. Przez dekady tysiące młodych Amerykanów jechało do krajów rozwijających się uczyć angielskiego, budować studnie, wspierać lokalne rolnictwo i ochronę zdrowia. To działało. Budowało mosty i “wygrywało serca oraz umysły” daleko poza żelazną kurtyną. Nawet Polska między 1990 a 2001 rokiem gościła 950 wolontariuszy, którzy pomagali nam wejść w nową rzeczywistość. A teraz? Teraz ta legenda zamienia się w objazdowy salon sprzedaży dla Big Techu.

Jak dziedzictwo Kennedy’ego zamienia się w narzędzie Big Techu?

Druga kadencja Donalda Trumpa to czas strategicznego zwrotu – mniej pieniędzy na pomoc zagraniczną, więcej kolacji z prezesami z Doliny Krzemowej. Kulminacją tego podejścia jest ogłoszenie programu “Tech Corps”, czyli “Korpusu Technologii”, który przejmuje strukturę i legendę Korpusu Pokoju. Cel jest jednak zupełnie inny. Zamiast nauczycieli i medyków, w świat ruszą inżynierowie, programiści i analitycy danych. Ich misja nie ma nic wspólnego z uniwersalnymi wartościami. Mają zapewnić “wsparcie ostatniej mili” przy wdrażaniu amerykańskich systemów AI w krajach, które zdecydują się je kupić.

Różnica jest fundamentalna. Do tej pory wolontariusze Korpusu, owszem, uczyli podstaw programowania czy kompetencji cyfrowych w Zambii, Tajlandii czy Albanii. Były to jednak działania edukacyjne, niezwiązane z żadnym konkretnym produktem. Nowy program jest bezpośrednio sprzężony z komercyjną machiną sprzedażową. Wolontariusze trafią tam, gdzie rząd lub lokalna firma kupi cały amerykański “stos technologiczny” – od sprzętu Oracle, przez modele AI od firm pokroju OpenAI, aż po cyberbezpieczeństwo.

Dlaczego wolontariusze jadą tam, gdzie płyną pieniądze?

Administracja Trumpa na oficjalnej stronie Korpusu Pokoju przekonuje, że chodzi o “wzmacnianie szans i dobrobytu” oraz budowanie suwerenności technologicznej partnerów. To PR-owa fasada, za którą kryje się czysty biznes i geopolityka. Start misji “Tech Corps” jest wprost uzależniony od podpisania pierwszych umów w ramach rządowego programu American AI Exports Program. Innymi słowy: najpierw transakcja, potem “pomoc” wolontariuszy przy instalacji.

To model, który wywraca ideę bezinteresownego wsparcia do góry nogami. Zamiast pomagać rozwiązywać realne problemy, Korpus ma w praktyce świadczyć darmowe usługi wdrożeniowe dla klientów amerykańskich korporacji. Pomoc humanitarna staje się bonusem dołączanym do faktury. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej układance nie chodzi o dobrobyt mieszkańców Afryki czy Azji, lecz o dobrobyt akcjonariuszy amerykańskich firm technologicznych i polityczne zyski obecnej administracji.

Czy to wojna z Chinami, a nie pomoc dla Afryki?

Oczywiście, że tak. Nikt w Waszyngtonie nawet nie próbuje tego ukrywać. Chińskie firmy od lat budują swoją pozycję na globalnym Południu. Inicjatywa Cyfrowego Jedwabnego Szlaku oplotła wiele krajów siecią chińskiej infrastruktury telekomunikacyjnej i rozwiązań chmurowych. Modele AI od DeepSeek czy rozwiązania od Huawei zdobywają tam popularność, bo są tańsze i często lepiej dostosowane do lokalnych realiów – nie wymagają potężnych, scentralizowanych centrów danych, które promują Amerykanie.

Program “Tech Corps” to bezpośrednia odpowiedź na te działania. Ma promować amerykański ekosystem jako jedyny słuszny wybór. Problem w tym, że tej ofensywie technologicznej towarzyszą drastyczne cięcia w klasycznej pomocy rozwojowej. Likwidacja kluczowych struktur agencji USAID i obcięcie finansowania dla wielu państw osłabiły instytucjonalne zaplecze amerykańskiej obecności na świecie. Analitycy cytowani przez portal The Verge ostrzegają, że taki mariaż komercji i dyplomacji może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Zamiast budować zaufanie, może zostać odebrany jako cyniczna próba neokolonialnego uzależnienia technologicznego. A to droga donikąd.