Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Koniec kryzysu w Intelu? Zysk 4,1 mld dolarów i szokujące inwestycje gigantów

Intel zaszokował Wall Street, odwracając serię strat i notując 4,1 mld dolarów zysku. Gigant otrzymał 20 mld dolarów od rządu USA, Nvidii i SoftBanku.

W skrócie:

  • Intel zarobił 4,1 mld dolarów w trzecim kwartale, co jest radykalnym odwróceniem trendu po gigantycznej stracie 16,6 mld dolarów rok wcześniej.
  • Firma pozyskała 20 mld dolarów dzięki inwestycjom od rządu USA (który objął 10% akcji), Nvidii (5 mld dolarów) oraz SoftBanku (2 mld dolarów).
  • Przyszłość firmy zależy od rozwoju biznesu foundry, czyli produkcji chipów na zlecenie. Rząd USA zabezpieczył tę gałąź działalności specjalną klauzulą w umowie.

Kiedy analitycy wieszczyli już powolny zmierzch legendy, Intel pokazał, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Firma opublikowała wyniki za trzeci kwartał, które nie tylko pobiły oczekiwania Wall Street, ale wręcz je zmiażdżyły. Zysk netto w wysokości 4,1 miliarda dolarów to wynik, który wydawał się niemożliwy jeszcze kilka miesięcy temu, zwłaszcza w kontekście straty 16,6 miliarda dolarów w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przychody wzrosły do 13,7 mld dolarów. To nie jest jednak historia o cudownym odrodzeniu dzięki rynkowej magii. To opowieść o brutalnych cięciach i – co ważniejsze – o potężnym zastrzyku gotówki od bardzo nieoczywistych sojuszników.

Jak zebrano 20 miliardów dolarów w trzy miesiące?

Bilans Intela w ciągu zaledwie jednego kwartału spuchł o 20 miliardów dolarów. Ta astronomiczna kwota to efekt trzech strategicznych i niezwykle głośnych inwestycji. Karuzela ruszyła w sierpniu, kiedy japoński gigant SoftBank zainwestował w firmę 2 miliardy dolarów. Kilka dni później doszło do ruchu bezprecedensowego: rząd Stanów Zjednoczonych, jeszcze za administracji prezydenta Trumpa, objął 10% udziałów w Intelu. Całkowita wartość tej umowy to 8,9 mld dolarów, z czego do firmy trafiło już 5,7 mld.

Wisienką na torcie okazała się wrześniowa transakcja z… Nvidią. Tak, największy konkurent na rynku kart graficznych i akceleratorów AI wykupił udziały w Intelu za 5 miliardów dolarów w ramach szerszej umowy o wspólnym rozwoju chipów. Ponadto Intel pozbył się balastu, finalizując sprzedaż udziałów w firmie Altera (za 5,2 mld dolarów) oraz w Mobileye, spółce zajmującej się technologiami dla pojazdów autonomicznych. To się nazywa restrukturyzacja.

“Zaufanie prezydenta Trumpa to dla mnie zaszczyt”

Prezes Intela, Lip-Bu Tan, nie krył zadowolenia podczas rozmowy z inwestorami. “Działania, które podjęliśmy w celu wzmocnienia bilansu, dają nam większą elastyczność operacyjną i pozwalają z ufnością kontynuować realizację naszej strategii” – powiedział. W jego wypowiedzi nie zabrakło również ukłonu w stronę administracji rządowej, co pokazuje, jak bardzo polityka splata się obecnie z technologią.

W szczególności jestem zaszczycony zaufaniem, jakim obdarzyli mnie prezydent Trump i sekretarz [Howard] Lutnick. Ich wsparcie podkreśla strategiczną rolę Intela jako jedynej amerykańskiej firmy półprzewodnikowej z wiodącą technologią, badaniami, rozwojem i produkcją” – stwierdził Tan. Trudno o lepsze podsumowanie geopolitycznego znaczenia fabryk chipów, które stały się nowym polem bitwy między mocarstwami.

Co dalej z produkcją chipów na zlecenie?

Pomimo spektakularnych wyników finansowych, jeden obszar wciąż pozostaje wielką niewiadomą: biznes foundry, czyli produkcja niestandardowych chipów dla zewnętrznych klientów. Dział ten od początku borykał się z problemami i to właśnie w nim prezes Tan przeprowadził latem znaczące zwolnienia. Wall Street patrzy na ten segment z uwagą, bo to on ma być motorem długoterminowego wzrostu. Analitycy już w sierpniu mówili, że Intel nie potrzebuje gotówki, ale solidnej strategii dla swojej odlewni.

Rząd USA najwyraźniej podziela tę opinię. Kluczowym warunkiem państwowej inwestycji jest klauzula, która ukarze Intela finansowo, jeśli w ciągu najbliższych pięciu lat zdecyduje się on na sprzedaż tego działu. Sam Lip-Bu Tan był oszczędny w słowach, ale zapewnił, że biznes foundry jest “w wyjątkowej pozycji”, aby wykorzystać rosnący popyt na chipy. Dodał jednak, że budowanie zaufania klientów to proces długotrwały. “Musimy nauczyć się zachwycać naszych klientów, którzy liczą na nas przy budowie wafli krzemowych, aby spełnić wszystkie ich potrzeby w zakresie wydajności, uzysku, kosztów i harmonogramu” – podsumował. Rynek czeka na konkrety, bo na razie usłyszał tylko obietnice.