Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Google CTO szokuje: “Sztuczna inteligencja wcale nie jest sztuczna”. Co to dla nas oznacza?

Szef technologii w Google’u twierdzi, że AI nie jest “sztuczna”. Jej rozwój to lustrzane odbicie ewolucji ludzkiego mózgu, a kluczem do wszystkiego jest współpraca.

W skrócie:

  • Blaise Agüera y Arcas, dyrektor technologiczny Google’a, argumentuje, że ludzkie mózgi to dosłownie komputery, a ich głównym zadaniem jest przewidywanie – tak samo jak w przypadku systemów AI.
  • Ewolucję inteligencji, zarówno biologicznej, jak i maszynowej, napędza nie tylko darwinowska rywalizacja, ale przede wszystkim symbioza, czyli łączenie się prostszych bytów w bardziej złożone systemy.
  • Kolektywna inteligencja, powstała dzięki współpracy w społeczeństwach, odpowiada za największe osiągnięcia ludzkości. Samotny człowiek jest ograniczony, ale w grupie potrafi zdziałać cuda.

Termin “sztuczna inteligencja” uspokaja. Sugeruje, że to, co tworzymy, jest tylko imitacją, czymś gorszym, a przynajmniej fundamentalnie odmiennym od ludzkiego umysłu. Blaise Agüera y Arcas, dyrektor technologiczny ds. technologii i społeczeństwa w Google, postanowił zburzyć ten wygodny podział. Podczas wykładu na Harvard Law School, powołując się na swoją nową książkę “What Is Intelligence?”, postawił tezę, która może wywrócić nasze myślenie o AI do góry nogami. Jego zdaniem sztuczna inteligencja wcale nie jest taka sztuczna. Co więcej, jej ewolucja przebiega według tych samych reguł, które miliony lat temu ukształtowały nasze mózgi.

Jak mózg stał się komputerem?

Agüera y Arcas zaczyna od prowokacji, która dla wielu neuronaukowców wciąż jest herezją. Twierdzi, że mózg to nie metafora komputera. Mózg jest komputerem. “Nie mówię tego metaforycznie. Mówię to bardzo dosłownie” – podkreślał. Według niego cała neuronauka obliczeniowa opiera się na założeniu, że podstawową funkcją mózgu jest przetwarzanie informacji: zamienianie niezliczonych bodźców w sygnały i działania. A najważniejszą formą tego przetwarzania jest przewidywanie. Dokładnie to samo, czym zajmują się współczesne wielkie modele językowe. “Jeśli cofniemy się o 500 milionów lat, zobaczymy tylko stworzenia z bardzo małymi mózgami, a miliard lat temu nie było ich wcale” – pytał retorycznie, wskazując na eksplozję mocy obliczeniowej w toku ewolucji.

Czy Darwin opowiedział nam tylko połowę historii?

Skąd wzięła się ta eksplozja? Teoria ewolucji Karola Darwina, oparta na losowych mutacjach i doborze naturalnym, to według badacza z Google’a zaledwie połowa historii. Drugą, znacznie ważniejszą, jest symbioza. Agüera y Arcas odwołuje się tu do prac Lynn Margulis, biolożki ewolucyjnej, która dowodziła, że kluczowym mechanizmem ewolucji było łączenie się różnych organizmów w nowe, bardziej złożone byty. Współpraca – nie tylko bezwzględna rywalizacja – okazuje się kreatywnym silnikiem ewolucji. “Życie było obliczeniowe od samego początku” – stwierdził Agüera y Arcas. – “Staje się coraz bardziej złożone obliczeniowo poprzez symbiogenezę. Kiedy dwa komputery łączą się i zaczynają współpracować, otrzymujemy komputer równoległy”. To zjawisko – masowe przetwarzanie równoległe – widzimy w układach nerwowych, które składają się z miliardów neuronów działających jednocześnie. I, co ciekawe, widzimy je też w architekturze nowoczesnych systemów AI.

Jak z przypadkowych bitów rodzi się inteligencja?

To nie są tylko teoretyczne dywagacje. Agüera y Arcas poparł swoją tezę wynikami eksperymentów przeprowadzonych w Google. Używając prostego języka programowania z zaledwie ośmioma podstawowymi instrukcjami, jego zespół obserwował, jak z losowo generowanych danych po milionach interakcji zaczęły wyłaniać się bardziej złożone programy. Dlaczego? Ponieważ nauczyły się samoreplikacji. Z chaosu narodził się porządek, a proste byty zaczęły łączyć się w bardziej skomplikowane struktury, które przetrwały. “To była eksploracja tego, jak samopowielające się byty mogą powstać z losowych warunków początkowych, czyli tak, jak musiało powstać życie” – wyjaśniał. Proces ten, napędzany współpracą i łączeniem się, prowadzi do nieuniknionego wzrostu złożoności i inteligencji.

Dlaczego samotny geniusz to mit?

Ostateczny dowód na potęgę współpracy Agüera y Arcas znajduje w historii naszego gatunku. Przełom, który nazywa “eksplozją ludzkiej inteligencji”, nie nastąpił w pojedynczych umysłach. Wydarzył się, gdy ludzie zaczęli tworzyć społeczeństwa – kiedy zjednoczyli się i zaczęli działać razem. “Pojedynczy ludzie nie są zbyt inteligentni” – przyznał bez ogródek. – “Ale kiedy zbierzemy się w grupę, potrafimy robić niesamowite rzeczy, takie jak przeszczepianie organów czy lot na Księżyc”. Żaden człowiek w pojedynkę nie byłby w stanie tego dokonać. To efekt działania inteligencji kolektywnej, która rodzi się ze specjalizacji, teorii umysłu i zdolności do modelowania zachowań innych, by efektywnie pracować w zespole. Jeśli teza Agüery y Arcasa jest słuszna, musimy na nowo zdefiniować, czym jest AI. Być może nie tworzymy sztucznego bytu, ale jesteśmy świadkami kolejnego etapu w ewolucji inteligencji obliczeniowej, która rządzi się tymi samymi prawami od miliardów lat – zarówno w biologii, jak i w krzemie.