Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Artysta łączy ludową sztukę z AI. Jego obrazy demaskują amerykańskie mity

Artysta i profesor Stass Shpanin łączy XVIII-wieczną sztukę ludową z AI. Efekty, pełne cyfrowych “błędów”, przenosi na płótno, by badać pamięć i historię.

W skrócie:

  • Stass Shpanin, profesor Rutgers University, wykorzystuje AI do dekonstrukcji XVIII- i XIX-wiecznej amerykańskiej sztuki ludowej, kwestionując w ten sposób publiczną pamięć i narodowe mity.
  • Artysta podkreśla, że AI jest dla niego jedynie narzędziem. Końcowym efektem jego pracy są zawsze ręcznie malowane na płótnie obrazy, a nie cyfrowe pliki.
  • Jego prace, prezentowane m.in. na wystawie Forbidden Garden w Nowym Jorku, celowo zawierają wizualne “glitche”, by pokazać, jak zawodna jest pamięć i oficjalna dokumentacja historyczna.

Stass Shpanin, artysta wizualny i profesor sztuki na Rutgers University – Camden, bierze na warsztat coś, co Amerykanie uznają za esencję swojej wizualnej tożsamości – ludową sztukę z XVIII i XIX wieku. A potem przepuszcza ją przez algorytmy sztucznej inteligencji. Nie po to, by stworzyć kolejny ładny obrazek, który można wygenerować komendą w kilkanaście sekund. Robi to, by obnażyć pęknięcia w narodowej mitologii, by pokazać, jak krucha jest pamięć i jak łatwo manipulować historią. Jego najnowsze prace można oglądać na indywidualnej wystawie Forbidden Garden w nowojorskiej galerii PLATO oraz na Delaware Contemporary Art+AI Biennial.

Shpanin nie jest typowym artystą cyfrowym. To malarz z krwi i kości. Dla niego AI to narzędzie, coś w rodzaju cyfrowego dłuta, którym rozbija zastane formy. Efekty tych eksperymentów – często pełne technologicznych “usterek” i wizualnych zakłóceń – przenosi z pietyzmem na płótno. To gest, który ma znaczenie. W świecie zdominowanym przez efemeryczne obrazy on wraca do fizyczności, do materii. Jak sam mówi – interesuje go moment, w którym “niedoskonałości pamięci spotykają się z niedostatkami dokumentacji”. Chce, by widz poczuł się zdezorientowany, by stanął na scenie, gdzie znana historia i kulturowa pamięć po prostu się topią.

Czy AI zabije malarstwo? “Ludzie mówili to samo o fotografii”

Pojawienie się każdej nowej technologii budzi lęk o koniec sztuki, jaką znamy. Shpanin podchodzi do tego ze stoickim spokojem. Odrzuca apokaliptyczne wizje, w których algorytmy zastępują ludzką kreatywność. “AI nie oznacza końca indywidualnych artystów czy twórców” – stwierdza wprost. I zaraz dodaje celną historyczną paralelę. “Ludzie myśleli, że wynalezienie fotografii położy kres malarstwu figuratywnemu. Tak się nie stało”. Dla niego sprawa jest prosta. Sztuczna inteligencja to kolejny pędzel w palecie, kolejna możliwość, ale nigdy cel sam w sobie.

Jego proces twórczy jest tego najlepszym dowodem. Shpanin nie akceptuje pierwszego wyniku, jaki podsunie mu maszyna. Eksperymentuje, przetwarza, szuka. Jak sam przyznaje, jego cyfrowe poszukiwania przechodzą przez wiele iteracji, zanim zdecyduje, który obraz jest godny przeniesienia na płótno. To deklaracja wierności malarstwu – medium, które wymaga czasu, skupienia i fizycznego zaangażowania. W jego pracowni technologia nie zastępuje człowieka, lecz staje się jego partnerem w dialogu o przeszłości.

Jak powstają obrazy, które łamią kod historii?

Źródłem inspiracji dla Shpanina są przede wszystkim ludowe rysunki znane jako “fraktur”. Te niezwykle barwne i bogate w detale prace, tworzone w XVIII i XIX wieku przez imigrantów z Niemiec, Szwajcarii czy Francji, zdobiły dokumenty upamiętniające ważne wydarzenia. Pełne są symbolicznych wizerunków ptaków, kwiatów, serc, a nawet jednorożców. Dziś kojarzą się głównie z sielską sztuką regionu zamieszkanego przez potomków holenderskich osadników w Pensylwanii (Pennsylvania Dutch).

Shpanin bierze te historyczne obrazy, a następnie cyfrowo je rozkłada. Używa AI, by stworzyć nowe kompozycje, w których oryginalne motywy ulegają zniekształceniu. Co więcej, celowo wykorzystuje “glitche” – błędy i artefakty, które generuje technologia. Te cyfrowe skazy stają się dla niego metaforą pęknięć w oficjalnej narracji historycznej. W ten sposób pokazuje, że zarówno ludzka pamięć, jak i archiwalne dokumenty są iluzją. Są niedoskonałe, podatne na zniekształcenia i manipulacje. Jego prace to wizualny esej o tym, że historia nie jest monolitem, lecz zbiorem subiektywnych, często sprzecznych opowieści.

Dlaczego imigrant z Azerbejdżanu dekonstruuje amerykańskie mity?

Perspektywa Shpanina jest unikalna, ponieważ sam jest imigrantem. Urodził się w Azerbejdżanie – wówczas części Związku Radzieckiego – a do Stanów Zjednoczonych przybył jako nastolatek. Doświadczył na własnej skórze, jak gwałtownie mogą zmieniać się ideologie i jak państwa używają obrazów do budowania i burzenia swoich mitologii. Ta biografia daje mu wyjątkową wrażliwość na symbole i ich ukryte znaczenia. Fascynuje go wczesna amerykańska ikonografia, bo widzi w niej nie tylko niewinną sztukę ludową, ale też potężne narzędzie kształtowania tożsamości narodowej.

Na wystawie Forbidden Garden łączy obrazy ptaków, zwierząt i roślin znanych z insygniów stanowych, flag i oficjalnych dokumentów. Bawi się ich znaczeniami, dopasowuje je do nowego kontekstu, obnaża ich umowność. Sam przyznaje, że jest “dywersantem”. “Tylko poprzez prezentowanie pękniętych obrazów mogę prowokować pytania o mit i historię” – mówi. To nie jest sztuka, która ma się podobać. To sztuka, która ma niepokoić, zmuszać do rewizji tego, co uważamy za pewnik. Shpanin świadomie konfrontuje widzów z iluzją dokumentacji i pamięci, udowadniając, że czasem to właśnie błąd w systemie mówi najwięcej prawdy.