Will Smith wrócił do muzyki po dwóch dekadach przerwy. Jego trasa koncertowa miała być sentymentalnym powrotem „na stare śmieci”. Zamiast tego, stała się memem. Wideo promujące koncerty z nowego albumu wywołało falę krytyki: publiczność wyglądała, jakby była stworzona przez sztuczną inteligencję. Rozmazane twarze, dodatkowe palce, dziwaczne transparenty. „Kiedyś byłeś fajny”, piszą fani. „Teraz wygenerowałeś sobie oklaski”.
W skrócie
- Will Smith wydał w marcu płytę „Based on a True Story” – pierwszy solowy album od 20 lat. Bez większego echa na listach przebojów.
- Klip z 12 sierpnia pokazuje publiczność z rozmytymi twarzami i nienaturalnymi pozami. Internauci uznali, że tłum został wygenerowany przez AI.
- „Tragiczne, człowieku”, „żenujące i zabawne”, „To wygląda jak horror z ChatGPT” – to tylko niektóre reakcje pod filmem.
- Zdaniem fotografów, wideo powstało na bazie prawdziwych zdjęć z koncertów, które później zostały „ożywione” za pomocą AI.
- Charlie Mack, wieloletni partner artysty, nazwał zarzuty „kompletną bzdurą” i wezwał media, by „zamiast klikać, przyszły na koncert”.
To miał być hołd. Wyszła parodia”
Will Smith wrzucił na YouTube wideo z trasy koncertowej, podpisując je: „Najlepsza część trasy? Widzieć was z bliska. Dzięki, że też mnie zobaczyliście ❤️”. Problem w tym, że niektórzy naprawdę przyjrzeli się z bliska – i tego lepiej było nie robić.
Transparenty zmieniające napisy w ułamku sekundy, dłonie z sześcioma palcami, twarze wyglądające jak z taniej animacji 3D. Sygnałów, że coś tu nie gra, było aż nadto.
AI w służbie sentymentu (czy raczej: marketingu)
Pojawiły się teorie, że publiczność wygenerowano od zera. Ale eksperci, m.in. fotografowie z PetaPixel, podejrzewają inny scenariusz: zespół Smitha użył prawdziwych zdjęć i przepuścił je przez AI, by stworzyć efekt ruchu. Sztuczny tłum nie został więc wykreowany, a „ożywiony”. Co nie znaczy, że wygląda dobrze.
„To nie fejk – to tylko algorytm”
Według Cosmopolitan, winny może być nie tyle sam Smith, co nadgorliwość jego agencji. Przyciśnięci kiepską sprzedażą albumu, mogli szukać efektownej promocji za pomocą AI. Efekt? Trasa, która miała przypomnieć o dawnym czarze, dziś przypomina bardziej deepfake niż koncert.
„Zanim zaczniecie hejtować, przyjdźcie na koncert”
Na obronę aktora wystąpił Charlie Mack – człowiek, który zna Smitha od lat. „To nie AI, to prawdziwa trasa. Byłem na niej. Widziałem tłum. I nie miał sześciu palców.” Zarzuty nazwał bzdurą, a media – leniwymi.
Czy miał rację? Tego nie wiadomo. Smith milczy. CAA – jego agencja – również.
Comeback, który rozpadł się w pikselach
Will Smith chciał wrócić na scenę. Zamiast owacji, dostał falę komentarzy o „wygenerowanej publiczności”. Może i był tam jakiś tłum. Ale dziś pamiętamy tylko ten z AI.
W popkulturze, gdzie każdy obraz jest podejrzany, nawet wspomnienia stają się generatywne. A Fresh Prince? Chyba naprawdę został tylko w pamięci.
