Inwestycje w AI stały się głównym silnikiem gospodarki USA, ale rosną obawy. Czy technologiczna hossa to bańka spekulacyjna, która wkrótce pęknie?
W skrócie:
- Wydatki firm na AI odpowiadały za większość wzrostu gospodarczego USA w pierwszej połowie roku. Bez nich dynamika PKB byłaby trzykrotnie niższa.
- Google, Meta, Microsoft i Amazon planują wydać w tym roku łącznie blisko 400 mld dolarów na centra danych zasilające sztuczną inteligencję.
- Mimo ogromnych inwestycji, większość nowych projektów AI wciąż nie jest rentowna, co budzi obawy o bańkę spekulacyjną, podobną do tej z ery dot-comów.
Przez dekady amerykańską gospodarką rządzili konsumenci. Ich wydatki były niczym potężny silnik napędzający wzrost. Ten paradygmat właśnie pęka. W pierwszej połowie tego roku to nie zakupy w galeriach handlowych, a inwestycje firm w sztuczną inteligencję stały się głównym motorem ekspansji gospodarczej USA. To sejsmiczna zmiana, która z jednej strony winduje giełdy na rekordowe poziomy, a z drugiej – budzi coraz większe obawy o bańkę spekulacyjną, której pęknięcie może wywołać globalny kryzys finansowy.
Jak AI przejęła stery w największej gospodarce świata?
Dane są nieubłagane. W pierwszej połowie roku gospodarka Stanów Zjednoczonych urosła o 1,6 procent. Według Biura Analiz Ekonomicznych, gdyby nie wydatki na AI, wzrost ten wyniósłby zaledwie jedną trzecią tej wartości. To o tyle zdumiewające, że kategorie wydatków, które analitycy traktują jako wskaźnik inwestycji w AI – komputery i oprogramowanie – stanowią ledwie 6 procent gospodarki. Dla porównania, wydatki konsumenckie to aż 70 procent. “To niezwykłe, jeśli spojrzeć na historię tych dwóch pozycji” – przyznaje Callie Cox, strateg rynkowa w firmie inwestycyjnej Ritholtz Wealth Management. “Niemal zawsze siłą napędową gospodarki w ujęciu kwartalnym są wydatki konsumenckie”.
Ta bezprecedensowa skala inwestycji pokazuje, jak mocno Dolina Krzemowa postawiła wszystko na jedną kartę. Giganci tacy jak Google, Meta, Microsoft i Amazon zamierzają wydać w tym roku prawie 400 miliardów dolarów na centra danych – potężne magazyny chipów komputerowych, które mają napędzać oprogramowanie AI. Jak ujął to Gregory Daco, główny ekonomista w firmie doradczej EY-Parthenon: “Jesteśmy świadkami ogromnego boomu inwestycyjnego w AI, który sprawia, że wiele statystyk eksploduje”. Pytanie, czy ta eksplozja nie jest początkiem kontrolowanej (albo i nie) detonacji.
Czy Mark Zuckerberg przyznaje się do pompowania bańki?
Obawy o bańkę narastają w kręgach technologicznych i finansowych. Narzędzia takie jak ChatGPT cieszą się ogromną popularnością, ale niewiele z nowych inicjatyw AI jest rentownych. A bez ogromnych zysków, setki miliardów zainwestowanych dolarów nigdy się nie zwrócą. Co ciekawe, nawet główni architekci tego boomu zaczynają publicznie studzić nastroje. “Zdecydowanie istnieje taka możliwość… biorąc pod uwagę historię wielkich inwestycji infrastrukturalnych i baniek, do których prowadziły” – powiedział niedawno Mark Zuckerberg w podcaście “Access”. Szef Mety porównał obecną sytuację do budowy kolei w XIX wieku i sieci światłowodowych w latach 90. Obie okazały się rewolucyjne, ale dopiero po tym, jak pękły bańki spekulacyjne, które zmiotły z rynku wiele firm.
Wtóruje mu Andrew Odlyzko, historyk gospodarczy z University of Minnesota, który badał bańkę telekomunikacyjną z 2001 roku. “Jestem coraz bardziej sceptyczny i zaniepokojony tym, co dzieje się z AI” – stwierdził. Jego zdaniem najnowsze modele AI nie spełniają pokładanych w nich oczekiwań, co poddaje w wątpliwość zwrot z gigantycznych inwestycji. Jego diagnoza jest krótka: “AI to szaleństwo”.
Jakie są realne skutki boomu poza Doliną Krzemową?
Fala inwestycji w AI już dawno wylała się poza Kalifornię. Najnowszy raport Rezerwy Federalnej, tzw. “beżowa księga”, pokazuje, jak boom na centra danych napędza popyt w branżach pozornie niezwiązanych z technologią. W rejonie Atlanty rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną i transport ciężarowy, a w Filadelfii deweloperzy nieruchomości komercyjnych zacierają ręce. Ponieważ “wspaniała siódemka” spółek technologicznych (Alphabet, Amazon, Apple, Meta, Microsoft, Nvidia i Tesla) stanowi już około jednej trzeciej wartości indeksu S&P 500, każde potknięcie na tym rynku może wywołać efekt domina, uderzając w fundusze emerytalne i całą gospodarkę.
Analitycy Goldman Sachs ostrzegają, że nawet jeśli inwestycje się opłacą, czeka nas “nieuniknione spowolnienie” w budowie centrów danych, co uderzy w dostawców chipów i energii. W skrajnym scenariuszu, gdyby Big Tech ograniczył wydatki do poziomów z 2022 roku, cały indeks S&P 500 straciłby 30 procent prognozowanego przez Wall Street wzrostu przychodów. To pokazuje, jak bardzo cała konstrukcja opiera się na nieustannej wierze w przyszłe zyski z AI, które na razie pozostają w sferze obietnic.