Aeneas, nowy model AI stworzony przez nauczyciela z Belgii i naukowców z Google DeepMind, pomaga historykom odczytywać starożytne łacińskie teksty. Radzi sobie nawet z fragmentami, których długości nie znają sami badacze.
W skrócie
- Belgijski nauczyciel i naukowcy z Google DeepMind opracowali model AI do analizy inskrypcji z czasów Imperium Rzymskiego.
- Aeneas potrafi z dużą precyzją uzupełniać brakujące fragmenty oraz określać czas i miejsce powstania tekstów.
- W testach z udziałem 23 historyków AI zwiększyła trafność analiz i została oceniona jako wartościowe narzędzie badawcze.
Czy Indiana Jones powinien obawiać się konkurencji? Nowe narzędzie o nazwie Aeneas, stworzone przez belgijskiego nauczyciela we współpracy z naukowcami z Oksfordu i Google DeepMind, pokazuje, że sztuczna inteligencja potrafi dziś nie tylko analizować teksty, ale też z powodzeniem rekonstruować brakujące fragmenty sprzed dwóch tysięcy lat.
Aeneas działa na modelu AI wyspecjalizowanym w analizie inskrypcji z okresu Imperium Rzymskiego. Na wejściu dostaje zniszczony lub częściowo nieczytelny tekst, a na wyjściu — wiarygodną hipotezę, co mogło się w nim znajdować. W testach poradził sobie m.in. z Res Gestae Divi Augusti, czyli autobiograficznym manifestem pierwszego cesarza Rzymu, Oktawiana Augusta.
Z klasztoru do Google DeepMind
Pomysłodawcą projektu jest Robbe Wulgaert, nauczyciel informatyki i sztucznej inteligencji w Sint-Lievenscollege w Gandawie. Inspiracją była jego partnerka — nauczycielka łaciny — która po zobaczeniu modelu analizującego grekę zasugerowała stworzenie podobnego rozwiązania dla łaciny. Tak narodził się Aeneas, nazwany na cześć bohatera z eposu Wergiliusza.
Wulgaert nawiązał kontakt z zespołem badawczym Ithaca, który wcześniej stworzył model do analizy starożytnej greki. Efektem wspólnej pracy jest Aeneas — nowy system AI opisany właśnie na łamach prestiżowego czasopisma „Nature”.
Nie tylko odczytuje, ale i datuje
Model został przetestowany na bazie danych zawierającej ponad 176 tysięcy łacińskich inskrypcji. Na tej podstawie uczył się rozpoznawać nie tylko treść, ale też styl, charakterystyczne sformułowania i różnice geograficzne. Dzięki temu potrafi sugerować nie tylko brakujące fragmenty, ale też czas i miejsce powstania tekstu.
W przypadku Res Gestae AI wskazała na okres 10 – 20 n.e. jako najbardziej prawdopodobny moment powstania tekstu. To ważny głos w debacie nad autorstwem — historycy od lat spierają się, czy Oktawian August rzeczywiście sam napisał ten dokument, czy raczej zlecił jego opracowanie.
Współpraca z historykami przynosi efekty
Model testowano w praktyce — 23 historyków oceniało inskrypcje zarówno samodzielnie, jak i z pomocą Aeneasa. Gdy korzystali ze wsparcia AI, ich trafność w przypisywaniu dat i lokalizacji znacząco wzrosła. Co więcej, aż 90% badaczy uznało podpowiedzi modelu za przydatne i wartościowe.
Zespół stworzył też darmową wersję edukacyjną Aeneasa, dostępną dla uczniów i nauczycieli. Zawiera zestawy ćwiczeń, klucze odpowiedzi i instrukcje pracy z modelem. Jak podkreśla Wulgaert, to forma odpowiedzi na brak spójnego programu nauczania AI w europejskich szkołach.
Nowoczesne narzędzia w służbie historii
Rozwój narzędzi takich jak Aeneas może całkowicie zmienić sposób, w jaki badamy przeszłość. Zamiast ręcznego przeszukiwania bibliotek i porównywania inskrypcji „na oko”, historycy zyskują cyfrowego asystenta, który błyskawicznie przeszuka tysiące podobnych przypadków, znajdzie wzorce i zaproponuje brakujące fragmenty.
To także przykład na to, że AI może działać z niezwykłą precyzją — nie tylko w analizie tekstów współczesnych, ale również w przywracaniu do życia zapomnianych głosów sprzed wieków.
Technologia z duszą humanisty
Choć sztuczna inteligencja kojarzy się raczej z analizą danych, logiką i automatyką, Aeneas pokazuje, że może być także narzędziem humanistycznym. Wspiera nie tylko naukowców, lecz także nauczycieli i uczniów — nie zastępuje wiedzy, lecz pomaga ją uporządkować i rozwinąć.
Kto wie, może za kilka lat Aeneas stanie się tak samo powszechnym narzędziem jak wyszukiwarka Google? A może nawet doczeka się własnego spin-offu z Harrisonem Fordem… tym razem w wersji cyfrowej.