Amerykański senator proponuje podatek od centrów danych AI. Pieniądze mają trafić do zwalnianych pracowników, by sfinansować ich przekwalifikowanie. To odpowiedź na lęk.
W skrócie:
- Senator Mark Warner chce opodatkować centra danych, by z ich zysków finansować pomoc dla pracowników, których zastąpi sztuczna inteligencja.
- Liczba ofert pracy dla początkujących specjalistów w USA spadła o 35% od 2023 roku, a duże kancelarie prawne rezygnują z zatrudniania stażystów.
- Warner sprzeciwia się moratorium na budowę centrów danych, argumentując, że Chiny zyskają w ten sposób przewagę technologiczną nad USA.
Sygnały, że sztuczna inteligencja może doprowadzić do masowych zwolnień, piętrzą się od miesięcy. Liczba ogłoszeń o pracę na stanowiska начального уровня w Stanach Zjednoczonych spadła o 35% od 2023 roku. Wielkie firmy technologiczne tną etaty, a nawet liderzy branży AI ostrzegają przed tym, co nieuniknione. Strach staje się, jak określił to senator Mark Warner, „namacalny”. I właśnie ten strach zrodził pytanie, które wkrótce może zdominować debatę publiczną: kto za to wszystko zapłaci?
Podczas szczytu Axios AI w Waszyngtonie senator Partii Demokratycznej rzucił bombę. Opowiedział o rozmowie z inwestorem venture capital, który spisuje na straty swoje inwestycje w oprogramowanie, głównie z powodu postępów modelu Claude od Anthropic. Przywołał też przykład dużej kancelarii prawnej, która przestała zatrudniać absolwentów, ponieważ AI radzi sobie z zadaniami dawniej powierzanymi młodym prawnikom. Te anegdoty to już nie futurologia. To twarda, brutalna rzeczywistość kształtująca rynek pracy tu i teraz.
Jak wycisnąć z AI pieniądze dla ludzi?
Mark Warner ma propozycję, która może wywołać burzę – opodatkować centra danych napędzające rewolucję AI i wykorzystać te środki, by pomóc pracownikom w okresie transformacji. Na razie to tylko pomysł, nie ma jeszcze projektu ustawy, ale idea zyskuje na pilności w miarę narastania społecznego gniewu. Gniewu skierowanego zarówno w samą technologię, jak i jej fizyczną infrastrukturę.
W całych Stanach Zjednoczonych rośnie opór przeciwko budowie kolejnych centrów danych. Mieszkańcy skarżą się na hałas, zanieczyszczenia i rosnące ceny prądu. Ale pod powierzchnią tych obaw kipi coś znacznie głębszego – niechęć do ponoszenia kosztów technologii, która, jak wielu się obawia, odbierze im pracę. Senator Warner nie popiera jednak radykalnych pomysłów swoich kolegów – Berniego Sandersa i Alexandrii Ocasio-Cortez – którzy wzywają do całkowitego moratorium na budowę centrów. „Moratorium oznacza po prostu, że Chiny ruszą do przodu szybciej, a to jest wyścig, którego nie możemy przegrać” – stwierdził na scenie. Nie ma już mowy o wsadzaniu dżina z powrotem do butelki.
Dlaczego to centra danych mają zapłacić?
Warner uważa, że istnieje inny sposób, by społeczności mogły wyegzekwować swoje „funciaka mięsa” (ang. pound of flesh) i odpowiedzieć na lęki związane z utratą pracy. Jego zdaniem branża technologiczna ma obowiązek pomóc w rozwiązaniu problemu, który sama stworzyła. Pytanie brzmiało tylko: kogo obciążyć kosztami?
„Czy powinni to być producenci chipów, jak Jensen [Huang, CEO Nvidii]? A może firmy tworzące wielkie modele językowe? Albo może Goldman Sachs, który używa tych narzędzi, by ciąć etaty dla młodych analityków?” – zastanawiał się Warner w rozmowie z TechCrunch. Ostatecznie doszedł do wniosku, że „najłatwiejszym miejscem do wyegzekwowania tego funciaka mięsa będą prawdopodobnie centra danych”.
W praktyce mogłoby to wyglądać tak, że dochody z podatków od centrów danych finansowałyby szkolenia dla nowych pielęgniarek albo programy podnoszenia kwalifikacji w zakresie AI. Chodzi o to, by ludzie zobaczyli „namacalną korzyść dla społeczności”, która musi nawigować w nowej rzeczywistości ekonomicznej narzuconej przez firmy technologiczne.
Czy „widły pójdą w ruch”?
Pomysł Warnera nie jest wcale abstrakcyjny. Jako precedens wskazuje hrabstwo Henrico w Wirginii, które wykorzystało wpływy podatkowe z lokalnego centrum danych, aby uruchomić projekt budowy tanich mieszkań. Połączenie istnienia centrum danych z realną korzyścią dla lokalnej społeczności będzie kluczowe. W przeciwnym razie, jak ostrzega senator, „widły pójdą w ruch”.
Nastroje społeczne zdają się potwierdzać jego diagnozę. Według niedawnego sondażu NBC News, sztuczna inteligencja ma niższe notowania niż amerykańska agencja imigracyjna ICE. Aż 46% zarejestrowanych wyborców postrzega AI negatywnie, a tylko 26% pozytywnie. W rodzinnej Wirginii senatora już pojawiła się propozycja zniesienia ulg podatkowych dla centrów danych, które kosztują stan i samorządy prawie 2 miliardy dolarów rocznie w utraconych dochodach. Warner przewiduje, że inne stany mogą pójść tą samą drogą. AI i centra danych, jak podsumował, stały się „łatwym celem do demonizowania”. Być może podatek jest jedynym sposobem, by ten gniew uspokoić.