Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Prawilne Polki chciały Polexitu. Cała Polska patrzyła, a one… nie istniały

“Prawilne Polki” na TikToku namawiały do Polexitu. Problem w tym, że nie istnieją. Te wygenerowane przez AI postaci to nowa twarz dezinformacji. Sprawą zajął się rząd.

W skrócie:

  • Profil “Prawilne_Polki” używał postaci AI do promowania Polexitu, zdobywając blisko 200 tys. wyświetleń w dwa tygodnie, celując w młodzież w wieku 15 – 25 lat.
  • Po nagłośnieniu sprawy przez media i analityków, TikTok usunął konto, a wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski zainterweniował w Komisji Europejskiej, powołując się na DSA.
  • Operacja dezinformacyjna wykorzystała przejęte konto z istniejącymi zasięgami, co pozwoliło ominąć etap budowania publiczności od zera i dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało jak podręcznikowa akcja polityczna. Kilka pewnych siebie kobiet, ubrane w biało-czerwone koszulki, z prostym, chwytliwym przekazem. Mówiły o “wolności wyboru”, korzyściach płynących z opuszczenia Unii Europejskiej i suwerenności. Ich konto na TikToku, “Prawilne_Polki”, w ciągu zaledwie dwóch tygodni zdobyło prawie 200 tysięcy wyświetleń i blisko 20 tysięcy polubień. To cholernie dobry wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że stosunek reakcji do odsłon wynosił około 10 procent – wskaźnik zaangażowania, o którym większość marketerów może tylko pomarzyć. Był tylko jeden, malutki problem. Te kobiety nigdy nie istniały.

Jak AI sprzedało Polexit nastolatkom?

Sprawę jako pierwszy nagłośnił kolektyw analityczny Res Futura, który zauważył, że cała operacja była precyzyjnie wycelowana. Algorytmy TikToka karmiły tymi treściami głównie osoby w wieku od 15 do 25 lat – grupę demograficzną, która, jak wiadomo, jest podatna na proste komunikaty i często traktuje tę platformę jako główne źródło informacji. To nie była amatorska partyzantka. Ktoś odrobił pracę domową. Jak ustaliły redakcje Wyborcza.biz i Konkret TVN24, twórcy kampanii nie budowali zasięgów od zera. Przejęli istniejące konto, które wcześniej publikowało neutralne, rozrywkowe filmiki po angielsku. W połowie grudnia nastąpiła błyskawiczna transformacja: zmiana nazwy, nowy opis i jednoczesna publikacja gotowych materiałów. To sprytne posunięcie pozwoliło ominąć najtrudniejszy etap i od razu dotrzeć do zbudowanej wcześniej publiczności.

Eksperci szybko dostrzegli fałsz. Aleksandra Wójtowicz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych wskazywała na techniczne niedoskonałości: nienaturalną mimikę, dziwne ruchy ust, minimalny rozjazd między obrazem a dźwiękiem. Ale tu pojawia się sedno problemu. “To, co dla jednych jest oczywistą sztucznością, dla innych pozostaje całkowicie wiarygodne” – stwierdziła Wójtowicz. Dla młodego odbiorcy, przewijającego setki filmików dziennie, te subtelne błędy mogły być kompletnie niewidoczne. Liczył się przekaz, emocje i poczucie przynależności do “prawilnej” grupy.

Rząd pisze do Brukseli, czyli kiedy fake staje się problemem państwa

Gdy sprawa nabrała rozgłosu medialnego, reakcja była szybka. Po licznych zgłoszeniach użytkowników TikTok usunął konto. Platforma w oficjalnym komunikacie poinformowała, że nie toleruje rozpowszechniania wprowadzających w błąd treści politycznych ani tworzenia fikcyjnych postaci w celu manipulacji. Co więcej, przy wyszukiwaniu hasła “Polexit” na platformie zaczęło pojawiać się ostrzeżenie o dezinformacji. To jednak może być tylko plaster na zakażoną ranę. Aleksandra Wójtowicz ostrzega przed tak zwanym “efektem hydry”: po zablokowaniu jednego profilu w jego miejsce błyskawicznie mogą pojawić się kolejne, często w lekko zmodyfikowanej i trudniejszej do wykrycia formie.

Sprawa okazała się na tyle poważna, że zainterweniował rząd. Wiceminister cyfryzacji, Dariusz Standerski, wystosował oficjalne pismo do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, Henny Virkkunen. Wnioskuje w nim o podjęcie działań nadzorczych i wszczęcie postępowania wobec TikToka na mocy Aktu o usługach cyfrowych (DSA). “Skala tego zjawiska, jego potencjalne konsekwencje dla stabilności politycznej oraz wykorzystywanie technologii generatywnych w celu podważenia fundamentów demokracji wymagają natychmiastowej reakcji ze strony instytucji Unii Europejskiej” – napisał Standerski. To już nie są żarty w internecie. To realne zagrożenie, na które państwa i organizacje międzynarodowe dopiero uczą się reagować.

Czy media, pisząc o tym, nie strzelają sobie w stopę?

W całej tej historii jest jeszcze jeden, niezwykle ważny wątek – rola mediów. Analityczka mediów społecznościowych Anna Mierzyńska w swojej publikacji zwraca uwagę na paradoks. Nagłaśnianie pojedynczych, często niszowych kont dezinformacyjnych może, wbrew intencjom, wzmacniać ich przekaz i nadawać im niezasłużoną rangę. Jej zdaniem antyunijna propaganda w sieci nie jest niczym nowym i trwa co najmniej od 2020 roku. Wyrywanie jednego przypadku z szerszego kontekstu i przedstawianie go jako sensacyjnego “trendu” może tworzyć fałszywy obraz rzeczywistości.

Dostępne sondaże pokazują, że sytuacja jest bardziej złożona. Jak podaje Euronews, choć odsetek Polaków deklarujących poparcie dla Polexitu sięga około jednej czwartej, to wyraźna większość pozostaje przeciwna wyjściu z Unii Europejskiej. Jednocześnie nie da się ukryć, że TikTok stał się dla najmłodszych wyborców jednym z kluczowych źródeł informacji o polityce. To czyni go niezwykle atrakcyjnym polem bitwy dla każdego, kto chce wpływać na debatę publiczną. A generatywna AI dała manipulatorom tanią i potężną broń. Historia “Prawilnych Polek” to dopiero początek.