Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

OpenAI wkracza do świata muzyki. Nowy generator AI może wywołać rewolucję i falę pozwów

OpenAI, twórcy ChataGPT, pracują nad generatorem muzyki. Narzędzie ma tworzyć utwory na podstawie tekstu, ale branża już szykuje się na wojnę o prawa autorskie.

W skrócie:

  • OpenAI rozwija narzędzie do generowania muzyki, które będzie działać na podstawie poleceń tekstowych i próbek dźwiękowych. Projekt jest na wczesnym etapie rozwoju.
  • Do trenowania modelu firma zatrudniła studentów z prestiżowej nowojorskiej Juilliard School. Ich zadaniem jest opisywanie partytur, które posłużą jako dane dla algorytmu.
  • Inicjatywa budzi ogromne kontrowersje. Branża muzyczna już prowadzi spory sądowe z firmami takimi jak Suno i Udio, oskarżając je o naruszenie praw autorskich.

Internet tonie w treściach generowanych przez sztuczną inteligencję. Teksty, grafiki, a nawet klipy wideo zalewają media społecznościowe i firmowe strony z taką siłą, że trudno już odróżnić, co stworzył człowiek, a co algorytm po trzech kawach. OpenAI, firma, która zaserwowała nam tę rewolucję, najwyraźniej uznała, że to za mało. Jak donosi serwis The Information, Sam Altman i jego zespół biorą się za kolejną dziedzinę – muzykę. I wszystko wskazuje na to, że tym razem zamiast aplauzu mogą usłyszeć szczęk zbroi prawników wielkich wytwórni płytowych.

Jak nauczyć maszynę czuć bluesa?

Nowy projekt OpenAI, na razie na bardzo wczesnym etapie, ma być generatorem muzyki zdolnym do tworzenia kompletnych utworów na podstawie prostych instrukcji. Wyobraź sobie, że nucisz melodię do mikrofonu i prosisz AI o stworzenie do niej gitarowego podkładu w stylu Johna Frusciante. Albo wrzucasz fragment swojego filmu z wakacji i zlecasz skomponowanie ścieżki dźwiękowej “brzmiącej jak Hans Zimmer, ale z nutką niepokoju”. To właśnie obiecują twórcy.

Kluczem do sukcesu ma być unikalny proces treningowy. OpenAI nie działa w próżni. Firma nawiązała współpracę ze studentami z Juilliard School, jednej z najbardziej prestiżowych uczelni artystycznych na świecie. Młodzi muzycy otrzymali zadanie szczegółowego opisywania partytur – emocji, technik, stylów i niuansów, które składają się na ludzką interpretację muzyki. Te opisy staną się paliwem dla algorytmu, który ma nauczyć się nie tylko odtwarzać dźwięki, ale i rozumieć ich kontekst.

To nie jest pierwsze podejście firmy do tego tematu. Już w 2020 roku światło dzienne ujrzał eksperymentalny Jukebox, który jednak szybko zniknął w mrokach archiwów. Tym razem plany są znacznie ambitniejsze. Nie wiadomo jeszcze, czy narzędzie trafi na rynek jako osobny produkt, czy może zostanie zintegrowane z ekosystemem ChatGPT lub generatorem wideo Sora, tworząc potężne, multimedialne kombajny. Jedno jest pewne – firma idzie na całość.

Dlaczego branża muzyczna ostrzy widły?

Pomysł OpenAI, wprawdzie fascynujący z technologicznego punktu widzenia, w przemyśle muzycznym wywołuje głównie dreszcze. I to nie z ekscytacji. Giganci fonograficzni, tacy jak Universal Music Group czy Sony Music, toczą już zażarte batalie sądowe z twórcami konkurencyjnych generatorów AI – Suno i Udio. Zarzuty są poważne: masowe i nieautoryzowane wykorzystywanie chronionych prawem autorskim utworów do trenowania modeli. To, mówiąc wprost, cyfrowa kradzież na niespotykaną dotąd skalę.

Sprawa jest o tyle delikatna, że dotyka samego serca kreatywności i własności intelektualnej. Dyskusja na ten temat rozgorzała na dobre po ujawnieniu, że zespół The Velvet Sundown, który przez pewien czas zdobywał popularność w internecie, był w całości tworem AI, choć jego “ludzcy” menedżerowie długo temu zaprzeczali. To wydarzenie stało się symbolem dylematu: czy muzyka stworzona przez algorytm może być traktowana na równi z ludzką twórczością? A jeśli tak, to kto jest jej autorem i komu należą się tantiemy?

OpenAI wchodzi więc na pole minowe, na którym każdy krok może wywołać eksplozję. A w tej branży eksplozje zwykle kończą się pozwami na astronomiczne kwoty.

Czy OpenAI zapłaci artystom za ich pracę?

Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI, wielokrotnie deklarował, że twórcy i właściciele praw autorskich powinni otrzymywać sprawiedliwą rekompensatę za wykorzystanie ich dzieł do treningu AI. To piękna deklaracja, która na razie pozostaje w sferze PR-owych obietnic. Podczas gorącej premiery modelu Sora pojawiły się podobne głosy, jednak do dziś nie powstał żaden transparentny i działający mechanizm rozliczeń. Artyści patrzą na to z rosnącą nieufnością, bo ich praca staje się surowcem dla maszyn, które w przyszłości mogą odebrać im chleb.

Wejście na rynek muzyczny bez uregulowania tej kwestii byłoby aktem niezwykłej brawury. Albo arogancji. Branża muzyczna, w przeciwieństwie do rozproszonego świata grafików czy pisarzy, jest skonsolidowana i ma potężne narzędzia prawne do obrony swoich interesów. Potencjalny pozew zbiorowy przeciwko OpenAI mógłby wstrząsnąć nie tylko firmą, ale całym sektorem generatywnej AI.

Na razie pozostaje nam czekać. Pomimo tego, biorąc pod uwagę, że poprzednie doniesienia The Information na temat planów OpenAI szybko okazywały się prawdą, możemy założyć, że muzyczna rewolucja – lub muzyczna wojna – jest bliżej, niż nam się wydaje.