Antropolog Webb Keane ostrzega: traktujemy AI jak bóstwo, oddając mu moralną władzę. To historyczna pułapka, a za technologią stoją interesy wielkich korporacji.
W skrócie:
- Ludzie mają tendencję do antropomorfizacji AI, przypisując jej intencje i autorytet, podobnie jak niegdyś starożytnym wyroczniom w Delfach czy Chinach.
- Oddając maszynom decyzje, na przykład w autonomicznych pojazdach, zlecamy im wybory moralne. AI musi decydować, kogo poświęcić w razie wypadku, co nie jest problemem technicznym.
- Webb Keane podkreśla, że za rozwojem sztucznej inteligencji stoją potężne korporacje z własnymi interesami. Ślepa wiara w technologię oznacza oddawanie władzy właśnie im.
Kiedy inżynierowie z Doliny Krzemowej, ludzie szczycący się racjonalizmem i naukowym podejściem, zaczynają mówić o ChatGPT w kategoriach teologicznych, coś jest na rzeczy. Używają zwrotów typu “boskie moce AI”, a my, zwykli użytkownicy, chłoniemy to bezkrytycznie. Webb Keane, antropolog z University of Michigan, który od lat bada relacje ludzi z religią i moralnością, przygląda się temu zjawisku z rosnącym niepokojem. Jego zdaniem wpadamy w pułapkę starą jak świat – oddajemy autorytet bytom nie-ludzkim, zapominając, że za każdą linijką kodu stoi człowiek. A częściej: korporacja.
Dlaczego tak łatwo wierzymy maszynom?
Zaufanie do ChatGPT czy innych dużych modeli językowych nie wzięło się znikąd. Według Keane’a, korzystamy z utartych schematów, które ludzkość wypracowała przez tysiąclecia. “Mamy silną tendencję do projektowania intencji i głębokich myśli na rzeczy, które wydają się ożywione” – tłumaczy badacz. Kiedy coś posługuje się językiem w sposób przypominający ludzki, nasz mózg automatycznie nadaje mu cechy podmiotu. To nic nowego. W ten sam sposób działały starożytne wyrocznie w Delfach czy chińska Księga Przemian, I Ching. Ludzie wierzyli, że przemawia przez nie siła wyższa, choć w rzeczywistości interpretowali jedynie losowe wzory.
Obecnie ten sam mechanizm napędza naszą fascynację algorytmami. Nawet proste narzędzia, jak Fitbit sugerujący więcej ruchu czy Spotify podsuwający nową playlistę, zdają się mówić: “znam cię lepiej niż ty sam”. A my? Cóż, często przyznajemy im rację. To wygodne, ale i niebezpieczne, bo krok po kroku zrzekamy się autonomii na rzecz czarnej skrzynki, której działania nie do końca rozumiemy.
Jak sztuczna inteligencja redefiniuje moralność?
Historia postępu to w dużej mierze historia rozszerzania “kręgu moralnego” – decydowania o tym, kto i co zasługuje na podmiotowe traktowanie. Kiedyś poza tym kręgiem znajdowały się kobiety, niewolnicy czy zwierzęta. Dziś, jak zauważa Keane, na granicy tego kręgu stanęła sztuczna inteligencja. I tu zaczynają się prawdziwe kłopoty. Kiedy zaczynamy traktować AI jako byt, któremu można powierzyć decyzje, wchodzimy na grząski grunt wyborów etycznych.
Keane podaje obrazowy przykład autonomicznych pojazdów testowanych w Ann Arbor w Michigan. Wyobraźmy sobie sytuację: samosterujący samochód jedzie ulicą, a nagle na jezdnię wbiega matka z dzieckiem. System ma ułamki sekund na decyzję. Może potrącić pieszych albo gwałtownie skręcić w drzewo, zabijając pasażerów. “To nie jest problem techniczny z technicznym rozwiązaniem – to decyzja moralna” – podkreśla Keane. Zlecając maszynie dokonanie takiego wyboru, tak naprawdę programujemy w niej określoną etykę. Ale czyją? Inżyniera? Prawnika korporacji? A może średnią statystyczną z ankiet?
Kto tak naprawdę pociąga za sznurki?
Świat technologii dzieli się dziś na dwa obozy: techno-optymistów i techno-pesymistów. Keane przyznaje, że bardziej obawia się tych pierwszych. “Historia technologii to historia wielu wspaniałych rzeczy, którym zawsze towarzyszą niezamierzone konsekwencje” – mówi, przywołując przykłady samolotów, które przyczyniły się do zmian klimatycznych, czy energii jądrowej, która dała nam groźbę nuklearnej apokalipsy. Z AI może być podobnie.
Najważniejsze jednak, by nie zapominać, kto za tą technologią stoi. “AI jest produktem kilku bardzo potężnych, bardzo dużych korporacji, które mają własne interesy” – przestrzega antropolog. Nadmierne zaufanie do sztucznej inteligencji to w istocie przekazanie ogromnej władzy firmom, które ją tworzą i kontrolują. W swojej nowej książce, Animals, Robots, Gods, Keane analizuje, jak łatwo ludzie – nawet ci najbardziej racjonalni – ulegają pokusie przypisywania AI nadludzkich mocy. To wygodna iluzja, która zwalnia nas z odpowiedzialności. Pytanie tylko, na jak długo.