Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Nowy iPhone 17 szokuje… brakiem rewolucji. Gdzie podziała się inteligentna Siri?

Apple pokazało iPhone’a 17, w tym smukły model Air, ale wielkim nieobecnym jest inteligentna Siri. Asystent z prawdziwą AI ma opóźnienie do 2026 roku.

W skrócie:

  • Apple zaprezentowało cztery nowe modele: iPhone 17, 17 Pro, 17 Pro Max oraz smuklejszą wersję nazwaną iPhone Air. To powrót do pogoni za cienkością.
  • Kluczowa funkcja – inteligentna Siri oparta na zaawansowanej AI – została opóźniona. Jej debiut przewidziano dopiero na 2026 rok, co stawia Apple w tyle za konkurencją.
  • Firma rozważa wykorzystanie technologii firm trzecich, jak Google Gemini, by nadrobić zaległości. Może to być zaskakującym atutem dla użytkowników iPhone’a.

Kolejna wielka konferencja Apple za nami. Błyski, uśmiechy, starannie wyreżyserowane prezentacje i oczywiście one – nowe iPhone’y. Mamy więc iPhone’a 17, 17 Pro, 17 Pro Max i wisienkę na torcie w postaci ultracienkiego modelu Air. Nazwa “Air” ma przywodzić na myśl lekkość i smukłość, trochę jak w czasach, gdy producenci smartfonów ścigali się na milimetry. Wszystko pięknie. Tyle że w erze sztucznej inteligencji to nie grubość obudowy definiuje innowację, a to, co potrafi oprogramowanie. A na tym polu Apple, delikatnie mówiąc, nie dowiozło.

Cieńszy, ładniejszy, ale czy mądrzejszy?

Podczas całego wydarzenia słowo “AI” padło zaledwie kilka razy. Głównie po to, by przypomnieć o funkcjach zapowiedzianych w czerwcu na WWDC, takich jak Visual Intelligence czy modele działające na urządzeniu. Trochę o ulepszeniach aparatu, które gdzieś tam pod maską wykorzystują uczenie maszynowe. Najciekawsze zastosowanie AI – tłumaczenie na żywo – trafiło nie do telefonu, a do słuchawek AirPods 3. A Siri? O Siri nie wspomniano ani słowem. Jakby jej w ogóle nie było. To wymowne milczenie, które krzyczy głośniej niż jakikolwiek marketingowy slogan.

Konkurencja nie śpi. Google miesiąc temu pokazało Pixela 10, w którym AI jest sercem całego systemu. Tymczasem użytkownicy iPhone’ów muszą czekać na naprawdę inteligentną Siri aż do 2026 roku. Do tej pory Apple zaoferowało nam jedynie podstawowy pakiet funkcji AI: narzędzia do pisania, podsumowania, generowanie obrazków (które, jak narzekają niektórzy, nie są zbyt dobre) i Genmoji. To wszystko jest miłe, ale to nie jest rewolucja. To raczej nadrabianie zaległości, i to w wolnym tempie.

Dlaczego Siri wciąż nie odrabia lekcji?

Odpowiedź jest brutalnie prosta: Apple przespało moment. Podczas gdy OpenAI, Google i Microsoft inwestowały miliardy w rozwój modeli językowych, firma z Cupertino skupiała się na dopieszczaniu ekosystemu i sprzętu. Teraz płaci za to cenę. Cyfrowa asystentka, która potrafiłaby zrozumieć złożone polecenia i czerpać kontekst z aplikacji w telefonie, pozostaje w sferze obietnic. A te obietnice, jak się okazuje, są trudne do spełnienia.

W kuluarach mówi się, że Apple szuka pomocy na zewnątrz. Pojawiają się doniesienia o możliwej współpracy z Google i integracji modelu Gemini z przyszłą wersją Siri. Na pierwszy rzut oka wygląda to na przyznanie się do porażki. Na kapitulację. Ale czy na pewno? To może być najbardziej przebiegły ruch Tima Cooka od lat. Użytkownicy iPhone’ów i tak często wybierają aplikacje Google – Gmail, Mapy, Chrome – zamiast ich applowskich odpowiedników. Dlaczego więc nie mieliby korzystać z najlepszej dostępnej technologii AI, nawet jeśli nie powstała ona w Cupertino?

Czy Google uratuje Apple? Plan B giganta

Outsourcing technologii AI może okazać się dla Apple strzałem w dziesiątkę. Zamiast wydawać astronomiczne sumy na budowę infrastruktury i rywalizację w wyścigu, w którym już ma sporą stratę, Apple może skupić się na tym, co robi najlepiej. A robi najlepiej sprzęt. Design, jakość wykonania, aparaty fotograficzne, dbałość o prywatność – to są filary marki Apple. Integracja zewnętrznego, dojrzałego modelu AI mogłaby być postrzegana nie jako słabość, a jako pragmatyzm. Użytkownik dostałby to, co najlepsze z obu światów: fenomenalny hardware od Apple i najnowocześniejszy “mózg” AI od Google, OpenAI czy Anthropic.

Taka strategia pozwoliłaby Apple zachować wizerunek producenta urządzeń premium, bez konieczności udawania, że jest liderem w każdej dziedzinie technologii. To także elastyczność – w miarę ewolucji rynku AI, Apple mogłoby w przyszłości zmieniać dostawców modeli, zawsze oferując swoim klientom dostęp do czołowych rozwiązań. Sprzedaż napędzałyby wciąż te same czynniki: wygląd, nowe funkcje aparatu i poczucie przynależności do ekskluzywnego klubu. A inteligentna Siri? Byłaby po prostu kolejną funkcją, która “po prostu działa”. Nawet jeśli pod maską pracowałaby technologia konkurenta. Oczywiście, ten scenariusz zadziała tylko wtedy, gdy Apple faktycznie zdecyduje się na taki krok. Jeśli uparcie będzie próbowało rozwijać własne, gorsze rozwiązania, przyszłość może wyglądać zupełnie inaczej.