Startup Luma i studio Wonder Project tworzą wytwórnię Innovative Dreams. Ich pierwszym filmem będzie historia Mojżesza z Benem Kingsleyem, stworzona dzięki AI.
W skrócie:
- Startup Luma, specjalizujący się w generowaniu wideo AI, łączy siły z wytwórnią Wonder Project, tworząc firmę produkcyjną Innovative Dreams.
- Pierwszym projektem jest “The Old Stories: Moses” z Benem Kingsleyem. Premiera zaplanowana jest na wiosnę na platformie Amazon Prime Video.
- Firma wykorzysta technologię “filmowania hybrydowego w czasie rzeczywistym”, łączącą performance capture i wirtualną produkcję z narzędziami AI.
Wydawało się, że to tylko kwestia czasu. Po fali generatorów obrazów i tekstów, po pierwszych, nieco niezdarnych próbach tworzenia krótkich klipów, sztuczna inteligencja wkracza na salony filmowe. I robi to z przytupem, bo nie chodzi o kolejny eksperyment, a o pełnoprawną wytwórnię. Startup Luma, znany z narzędzi do generowania wideo, ogłosił partnerstwo z Wonder Project – studiem filmowym Jona Erwina, które specjalizuje się w kinie familijnym i religijnym. Owocem tej współpracy jest Innovative Dreams, firma, która ma produkować filmy inaczej. Szybciej, taniej i – jak twierdzą twórcy – lepiej.
Pierwszy test tej obietnicy zobaczymy już tej wiosny. Na platformie Amazon Prime Video zadebiutuje “The Old Stories: Moses”, w którym w jedną z ról wcieli się sam sir Ben Kingsley. To nie jest projekt garażowy. To sygnał dla całej branży, że rewolucja, o której szeptano w kuluarach, właśnie staje się faktem. W Innovative Dreams mają pracować ramię w ramię “doświadczeni filmowcy z ekipy reżysera Jona Erwina i kreatywni technolodzy Luma”, aby realizować ambitne pomysły, które do tej pory rozbijały się o mur kosztów i ograniczeń technologicznych.
Jak AI planuje odmienić oblicze Hollywood?
Pomysł jest prosty w założeniach i rewolucyjny w potencjalnych skutkach. Twórcy filmowi mają współpracować z agentami AI od Lumy w czasie rzeczywistym. Zamiast czekać na postprodukcję, będą mogli na żywo modyfikować scenografię, rekwizyty czy oświetlenie. A co z aktorami? System pozwoli na błyskawiczne wkomponowanie nagrań z udziałem ludzi w cyfrowo wygenerowany świat. Luma w swoim komunikacie podkreśla, że to fundamentalna zmiana. “To znaczące ulepszenie w stosunku do obecnych procesów wirtualnej produkcji i performance capture, gdzie wszystko składa się w całość dopiero w postprodukcji” – czytamy. Firma nie kryje ambicji: “To jest właśnie przewaga AI — nie tylko szybciej czy taniej, ale lepiej niż to, co było wcześniej”.
To myślenie podziela prezes Lumy, Amit Jain, który w rozmowie z serwisem TechCrunch stwierdził, że rosnące koszty produkcji w Hollywood coraz bardziej krępują twórców. Generatywna AI, jego zdaniem, może uwolnić kreatywność, jednocześnie optymalizując procesy i budżety, bez utraty jakości. Podobnego zdania jest zresztą konkurencja. Cristóbal Valenzuela, współzałożyciel Runway, zasugerował niedawno, że studia filmowe powinny wziąć budżet jednego filmu (100 milionów dolarów) i zamiast tego wyprodukować z pomocą AI pięćdziesiąt filmów. Matematyka jest bezlitosna – zwiększa to szansę na trafienie w kasowy hit.
Na czym polega magia “filmowania hybrydowego”?
Jon Erwin w materiale promującym partnerstwo wyjaśnił, że Innovative Dreams oprze swoją pracę na nowym procesie, który nazwał “filmowaniem hybrydowym w czasie rzeczywistym”. To połączenie dwóch znanych technik, ale na sterydach w postaci sztucznej inteligencji. Pierwsza z nich to performance capture, czyli technika, w której aktorzy grają w specjalnych kostiumach z markerami, a ich ruchy i mimika są przenoszone na cyfrowe postacie (tak powstał między innymi “Avatar”). Druga to produkcja wirtualna, gdzie aktorzy występują na tle gigantycznych ekranów LED, wyświetlających otoczenie w czasie rzeczywistym, co pozwala na idealne zgranie świata fizycznego z cyfrowym (tę metodę rozsławił serial “The Mandalorian”).
Narzędzia Lumy mają zintegrować te procesy i uczynić je tańszymi oraz bardziej elastycznymi. Erwin tłumaczy, że dzięki nim można nagrać aktora w dowolnym miejscu, a następnie przenieść go do fotorealistycznej, wygenerowanej sceny. Technologia pozwala pójść o krok dalej: można nawet wygenerować zupełnie nową twarz, która idealnie odwzoruje ruchy i mimikę prawdziwego aktora. To otwiera drzwi do możliwości, które do niedawna były domeną science fiction.
Czy to koniec kina, jakie znamy?
Luma nie jest jedynym startupem, który przechodzi od tworzenia narzędzi do produkcji treści. Firma Higgsfield niedawno wypuściła pierwszy odcinek własnego serialu sci-fi, a londyńskie Wonder Studios pracuje nad filmem dokumentalnym. To wyraźny trend, który pokazuje, że twórcy technologii AI chcą mieć realny wpływ na przemysł kreatywny, a nie być tylko dostawcami oprogramowania.
Co ważne, pomimo że Wonder Project ma w swoim portfolio głównie produkcje o tematyce religijnej (jak serial “House of David” dla Amazon Prime), to Innovative Dreams nie zamierza ograniczać się do tego gatunku. Przedstawiciele obu firm zapewniają, że są otwarci na współpracę przy projektach z różnych gatunków i z innymi studiami. Wygląda na to, że jesteśmy świadkami narodzin nowego modelu produkcji filmowej. Modelu, w którym ludzka kreatywność spotyka się z nieograniczoną mocą obliczeniową AI. Czy to oznacza koniec wielkich, tradycyjnych studiów filmowych? Zapewne nie. Ale z pewnością muszą one zacząć uważnie przyglądać się mniejszym, zwinniejszym graczom, którzy nie boją się pisać scenariusza dla Hollywood na nowo.