Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Google testuje AI, które podmienia nagłówki w Discover. Efekt? Absurd i dezinformacja

Google po cichu testuje w Discover AI, które podmienia nagłówki newsów na własne. Efekt? Absurdalny clickbait i dezinformacja, za którą obwiniani są wydawcy.

W skrócie:

  • Google w ramach testu zastępuje oryginalne tytuły artykułów w Discover wersjami generowanymi przez AI, nie informując o tym użytkowników ani wydawców.
  • Przykłady absurdalnych zmian obejmują tytuł “Gracze BG3 wykorzystują dzieci” dla artykułu o mechanice gry czy fałszywą informację o spowalnianiu smartfonów Pixel.
  • Eksperyment zagraża reputacji mediów, które tracą kontrolę nad prezentacją swoich treści i mogą być niesłusznie oskarżane o stosowanie clickbaitu.

Google Discover, dla wielu codzienne okno na świat spersonalizowanych newsów, stało się poligonem doświadczalnym dla dość… nieprzemyślanego eksperymentu. Firma po cichu uruchomiła test, w którym algorytmy sztucznej inteligencji samowolnie podmieniają oryginalne nagłówki artykułów na własne, często kuriozalne kreacje. I nie, to nie jest żart. To dzieje się naprawdę, a najpoważniejszy problem polega na tym, że nikt – poza garstką wtajemniczonych w Google – nie wie, że czyta tytuł stworzony przez maszynę. Cała odpowiedzialność spada na wydawców, którzy o niczym nie wiedzą.

Jak działa nowy eksperyment Google?

Mechanizm jest prosty i jednocześnie przerażający. U ograniczonej grupy użytkowników aplikacja Discover, zamiast wyświetlać nagłówek nadany przez redakcję, prezentuje tytuł wygenerowany przez AI. Przedstawiciel Google, zapytany przez serwis The Verge, określił to jako “mały test nowego projektu dla podzbioru użytkowników”, który ma rzekomo “ułatwić przyswajanie informacji”. W praktyce jednak sztuczna inteligencja nie tyle ułatwia, co tworzy alternatywną, często fałszywą rzeczywistość. Firma nie ujawniła, jak duża jest skala testu, jak długo potrwa ani – co kluczowe – czy wydawcy mogą się z niego wypisać. Na razie wygląda to na testowanie niedopracowanej funkcji na żywym organizmie, którym są zarówno czytelnicy, jak i media.

“Gracze BG3 wykorzystują dzieci”, czyli AI w natarciu

Przykłady pokazują, że algorytm ma dwie tendencje: albo tworzy tytuły nieznośnie nudne i ogólnikowe, albo idzie w skrajny, sensacyjny clickbait. Jeden z artykułów o grze Baldur’s Gate 3, który w oryginale szczegółowo wyjaśniał zawiłą mechanikę związaną z polimorfizmem, otrzymał od AI nagłówek: “Gracze BG3 wykorzystują dzieci”. Tytuł nie tylko wyrywa wszystko z kontekstu, ale brzmi niepokojąco i zwyczajnie kłamie, sugerując coś, co nie ma nic wspólnego z treścią.

To nie koniec. Materiał poradnikowy, w którym autor odradzał przepłacanie za ładowarki Qi2, został przez AI “ulepszony” do nagłówka twierdzącego, że standard Qi2 spowalnia starsze modele smartfonów Pixel. W artykule nie było ani słowa na ten temat. Innym razem algorytm nadał tytuł “Ujawniono cenę Steam Machine” publikacji, która tej ceny wcale nie ujawniała. Wzór jest czytelny: AI albo nudzi, albo dezinformuje, a w obu przypadkach zawodzi na całej linii.

Kto odpowiada za ten bałagan?

To pytanie jest kluczowe. Ponieważ Google nie stosuje żadnych etykiet ani oznaczeń, czytelnicy zakładają, że autorem clickbaitowego lub po prostu głupiego nagłówka jest redakcja. To prosta droga do erozji zaufania i niszczenia reputacji, na którą wydawcy pracują latami. Google, w pogoni za automatyzacją, zdaje się zapominać, że po drugiej stronie są prawdziwe marki medialne, które tracą kontrolę nad tym, jak ich praca jest prezentowana odbiorcom. Portal Android Authority próbował uzyskać od Google odpowiedzi na pytania o możliwość rezygnacji z udziału w teście. Bezskutecznie. Cisza ze strony Mountain View jest w tym przypadku wyjątkowo wymowna.

Deja vu? Apple już to przerabiał

Sytuacja budzi skojarzenia z niedawną wpadką Apple. Firma z Cupertino również musiała się tłumaczyć, gdy jej funkcja podsumowań powiadomień oparta na AI zaczęła generować bzdury na podstawie newsów od renomowanych dostawców, jak BBC. W przypadku Google’a problem wydaje się jednak poważniejszy. Z Discover korzysta globalna publiczność, a eksperyment dotyczy potencjalnie każdego wydawcy, a nie wybranej grupy. Miejmy nadzieję, że gigant pójdzie po rozum do głowy i zakończy ten test, zanim wyrządzi on realne szkody. Na razie wygląda to na kolejny dowód, że wdrażanie AI bez nadzoru i odpowiedzialności to prosta droga do katastrofy. I niestety, płacą za nią ci, którzy są najmniej winni.