Elon Musk kontra OpenAI – sądowa batalia wchodzi w decydującą fazę. Amerykański sędzia uznał, że dowody miliardera są wystarczające, by ruszył proces. Sprawdź.
W skrócie:
- Sąd w USA uznał, że dowody Elona Muska przeciwko OpenAI są wystarczające, by rozpocząć proces. Sprawa dotyczy złamania pierwotnej, niedochodowej misji firmy.
- Musk domaga się odszkodowania za “nieuczciwie zdobyte zyski”, twierdząc, że zainwestował 38 mln dolarów w oparciu o obietnicę utrzymania statusu non-profit.
- OpenAI nazywa pozew “bezpodstawnym” i częścią “ciągłego wzorca nękania” ze strony Muska. Wstępną datę rozprawy wyznaczono na marzec.
Wojna o duszę sztucznej inteligencji nie będzie toczyć się wyłącznie w laboratoriach i salach konferencyjnych. Przenosi się na salę sądową. Amerykański sędzia dał właśnie zielone światło dla jednego z najbardziej wyczekiwanych procesów w historii technologii. Elon Musk, współzałożyciel i wczesny anioł stróż OpenAI, może formalnie pozwać firmę, którą pomógł stworzyć, zarzucając jej zdradę fundamentalnych ideałów. To nie jest zwykły spór o pieniądze. To starcie dwóch wizji przyszłości – otwartej, dostępnej dla ludzkości AI kontra potężnej, zamkniętej technologii napędzanej miliardowymi zyskami.
O co tak naprawdę toczy się ta gra?
Sednem pozwu, który Musk złożył w 2024 roku przeciwko OpenAI oraz jego liderom, Samowi Altmanowi i Gregowi Brockmanowi, jest zarzut złamania umowy założycielskiej. Miliarder twierdzi, że zainwestował w projekt około 38 milionów dolarów, wierząc w zapewnienia, że organizacja na zawsze pozostanie laboratorium badawczym non-profit. Jej misją miało być rozwijanie AI dla dobra ludzkości, a nie dla akcjonariuszy. Tymczasem OpenAI, twórcy rewolucyjnego ChataGPT, skręciło gwałtownie w stronę komercjalizacji, stając się jednym z najcenniejszych technologicznych aktywów na świecie, wycenianym na dziesiątki miliardów dolarów.
Musk argumentuje, że jego wkład – nie tylko finansowy, ale także w postaci wiarygodności i wskazówek – został wykorzystany do zbudowania potęgi, która zaprzeczyła własnym korzeniom. Domaga się teraz odszkodowania za, jak to określił, “nieuczciwie zdobyte zyski”. Cała sytuacja jest o tyle bardziej pikantna, że Musk sam założył konkurencyjną firmę xAI, która również działa w modelu for-profit. Hipokryzja? A może po prostu brutalna lekcja, że w Dolinie Krzemowej ideały mają swoją cenę.
Jak wyglądała droga OpenAI od non-profit do korporacji?
Historia transformacji OpenAI to gotowy scenariusz na film. Założona w 2015 roku jako organizacja non-profit, miała być przeciwwagą dla komercyjnych zapędów gigantów takich jak Google. Sam Musk opuścił jej zarząd w 2018 roku, oficjalnie tłumacząc to potencjalnym konfliktem interesów z rozwojem AI w Tesli. Nieoficjalnie mówi się jednak, że jego oferta przejęcia fotela CEO została odrzucona przez resztę założycieli, którzy postawili na Sama Altmana. To był początek końca pewnej epoki.
Już w 2019 roku firma zrobiła pierwszy krok w stronę zysków, tworząc zależną spółkę for-profit o ograniczonym zysku (tzw. “capped-profit”). Miało to pomóc w zebraniu gigantycznych funduszy na dalsze badania i przyciągnięciu najlepszych talentów. W lutym 2025 roku Musk, już jako głośny krytyk nowej strategii, złożył nawet ofertę zakupu OpenAI za 97,4 miliarda dolarów, którą Altman odrzucił. Ostatecznie w październiku 2025 roku korporacja zakończyła proces restrukturyzacji. Ramię komercyjne stało się spółką pożytku publicznego (Public Benefit Corporation), a pierwotna fundacja zachowała w niej 26% udziałów.
Dlaczego sędzia uwierzył Muskowi?
Decyzja sędzi Yvonne Gonzalez Rogers nie przesądza o winie OpenAI, ale jest dla Muska ogromnym zwycięstwem. Stwierdziła ona, że istnieją dowody sugerujące, iż liderzy OpenAI składali zapewnienia o utrzymaniu struktury non-profit, co stanowi podstawę roszczeń miliardera. Innymi słowy, sąd uznał, że sprawa ma solidne podstawy i zasługuje na to, by rozstrzygnęła ją ława przysięgłych. To potężny cios w narrację OpenAI, która próbowała przedstawić pozew jako bezzasadne nękanie.
Teraz obie strony będą musiały przedstawić swoje argumenty w otwartym procesie, którego rozpoczęcie wstępnie zaplanowano na marzec. To oznacza, że na światło dzienne mogą wyjść wewnętrzne dokumenty, e‑maile i zeznania, które rzucą nowe światło na kulisy jednej z najważniejszych firm technologicznych na świecie. Dla prawników to będzie żniwo. Dla publiczności – fascynujący spektakl.
Co na to OpenAI i co będzie dalej?
Reakcja OpenAI była przewidywalna i stanowcza. Rzecznik firmy w rozmowie z TechCrunch nazwał pozew Muska “bezpodstawnym i stanowiącym część jego ciągłego wzorca nękania”. Trudno się dziwić tej retoryce. Proces sądowy to dla firmy nie tylko ryzyko finansowe, ale przede wszystkim potężny kryzys wizerunkowy. Ujawnienie, że obietnice składane wczesnym inwestorom zostały złamane, mogłoby podważyć zaufanie do firmy w oczach partnerów i opinii publicznej.
Niezależnie od wyniku, ten proces będzie kształtował przyszłość branży AI. Czy potężne modele językowe powinny być rozwijane w zamkniętych, komercyjnych laboratoriach? A może ich miejsce jest w domenie publicznej, pod kontrolą organizacji non-profit, jak pierwotnie marzył o tym Musk (przynajmniej oficjalnie)? Wyrok, jaki zapadnie w tej sprawie, stworzy precedens. I bez względu na to, kto wygra, jedno jest pewne – Dolina Krzemowa wstrzyma oddech, bo stawka jest wyższa niż kiedykolwiek.