Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Antyczny kamień i zagadkowe linie. AI zrekonstruowało grę, w którą Rzymianie grali w łaźniach!

Przez dekady leżał w magazynie jako zagadka. Teraz algorytm AI pomógł archeologom odkryć, że niepozorny kamień z czasów Rzymu to plansza do zaginionej gry.

W skrócie:

  • Naukowcy zbadali tajemniczy kamień z rzymskiego miasta Coriovallum. Wykorzystali model 3D i analizę śladów zużycia, aby zidentyfikować go jako planszę do gry.
  • Kluczową rolę odegrał system AI Ludii, który przetestował tysiące wariantów zasad, grając sam ze sobą, aby znaleźć te najlepiej pasujące do śladów na planszy.
  • Zrekonstruowana gra, nazwana Ludus Coriovalli, to prosta gra blokująca dla dwóch osób, idealna do zabicia czasu w rzymskiej łaźni lub karczmie.

Wyobraźcie sobie zakurzony magazyn muzeum. Gdzieś na półce, między setkami podobnych, leży owalny kawałek wapienia. Na jego powierzchni ktoś wieki temu wyrył kilka prostych linii. Przez dziesięciolecia nikt nie wiedział, co z nim zrobić. Fragment dekoracji architektonicznej? Może narzędzie rzemieślnika? Archeologia bywa czasem frustrującą grą w zgadywanki, zwłaszcza gdy brakuje kontekstu. Ten konkretny artefakt, znaleziony w ruinach rzymskich łaźni w Coriovallum (dziś Heerlen w Holandii), był koszmarem każdego badacza – unikalny, bez żadnych znanych odpowiedników ani opisów w starożytnych tekstach. Wszystko zmieniło się, gdy do gry wkroczyła sztuczna inteligencja.

Jak cyfrowy detektyw prześwietlił kamień?

Zanim algorytmy zaczęły swoją pracę, naukowcy z uniwersytetów w Lejdzie i Maastricht sięgnęli po nowoczesne techniki obrazowania. Stworzyli niezwykle precyzyjny, trójwymiarowy model kamienia, używając fotogrametrii oraz specjalnej techniki oświetlenia, która uwypukla nawet mikroskopijne zmiany na powierzchni. Wtedy stało się coś fascynującego. Okazało się, że nie wszystkie wyryte linie były traktowane jednakowo. Jedna z przekątnych oraz kilka sąsiednich odcinków były wyraźnie gładsze, bardziej wytarte, jakby tysiące razy przesuwano po nich małe przedmioty. To klasyczna analiza śladów użytkowania, która w tym przypadku była cyfrowym “dymiącym pistoletem”. Skoro wzór zużycia pokrywa się z wyrytymi ścieżkami, to trudno o inne wyjaśnienie niż powtarzalna czynność. Na przykład – przesuwanie pionków.

Algorytm, który uczy się grać w nieznane gry

Mając hipotezę, że to planszówka, badacze stanęli przed kolejnym murem: jak odtworzyć zasady gry, której nikt nie zna? I tu na scenę wkracza Ludii – niezwykły system AI rozwijany w ramach projektu Digital Ludeme Project. To nie jest zwykły program do grania w szachy. Ludii potrafi opisywać, analizować, a nawet wymyślać reguły dla praktycznie każdej gry planszowej. Naukowcy “nakarmili” go kilkudziesięcioma zestawami zasad z historycznych gier łowieckich, takich jak skandynawskie haretavl, gdzie jedna, słabsza strona próbuje uciec przed blokadą liczniejszego przeciwnika. Następnie algorytm otrzymał różne warianty planszy z rzymskiego kamienia i zaczął grać. Sam ze sobą. Tysiące razy. W każdej z 1000 partii dla danej kombinacji zasad i planszy, system notował, które linie są najczęściej używane. Wyniki symulacji porównano z rzeczywistymi śladami zużycia na kamieniu. Pasowało idealnie.

Czym jest tajemnicza gra Ludus Coriovalli?

Z tysięcy możliwych kombinacji wyłoniło się kilka najbardziej prawdopodobnych wariantów. Wszystkie opierały się na tej samej, asymetrycznej mechanice. Badacze nazwali zrekonstruowaną grę Ludus Coriovalli – na cześć miasta, w którym znaleziono kamień. Jak wyglądała rozgrywka? Najpewniej jeden gracz dysponował czterema pionkami, a jego celem było zablokowanie dwóch pionków przeciwnika. Słabsza strona z kolei próbowała przebić się przez kordon i uniknąć pułapki. Ruchy odbywały się wzdłuż wyrytych linii, od skrzyżowania do skrzyżowania. A ta najbardziej wytarta przekątna? Symulacje AI potwierdziły, że to naturalna i najczęściej używana droga ucieczki lub kluczowe miejsce do budowania blokady. Gra była krótka, prosta do nauczenia, ale oferowała wystarczająco dużo strategicznej głębi, by stanowić idealną rozrywkę w łaźni lub gospodzie. Nie była to łamigłówka dla intelektualnej elity, a raczej szybka partia dla każdego, kto chciał zabić czas i przechytrzyć znajomego.

Czy archeologia potrzebuje sztucznej inteligencji?

Ta historia to coś więcej niż tylko ciekawostka o starej grze. To pokaz siły, jaka drzemie w połączeniu humanistyki z najnowszą technologią. Zwykły, nieopisany kawałek wapienia, który przez lata mógł być uznawany za bezwartościowy, dzięki algorytmom opowiedział nam historię o codziennym życiu ludzi sprzed dwóch tysięcy lat. O tym, jak spędzali wolny czas, jak rywalizowali, jak się bawili. Sztuczna inteligencja staje się potężnym mikroskopem, który pozwala nam dostrzec szczegóły ukryte w danych – czy to w startym kamieniu, czy w zapomnianym manuskrypcie. To narzędzie, które nie zastępuje badacza, ale daje mu zdolności, o jakich jego poprzednicy mogli tylko marzyć. I to jest naprawdę ekscytujące.