Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Microsoft znowu to zrobił. Cały świat śmieje się z “morgowania”

Microsoft zalicza wpadkę z AI, publikując zniekształconą kopię kultowego diagramu. Autor żartuje, a nowe słowo – “morgowanie” – staje się wiralowym memem.

W skrócie:

  • Microsoft opublikował na portalu Learn zdeformowaną, wygenerowaną przez AI wersję znanego diagramu modelu pracy z gałęziami w Git, autorstwa Vincenta Driessena.
  • Sztuczna inteligencja zniekształciła obraz, a w podpisach pojawiły się błędy i neologizmy, z których jeden – morged – stał się wiralowym symbolem wpadki.
  • Autor oryginału, Vincent Driessen, skomentował sprawę z ironią, podkreślając brak szacunku dla jego pracy, ale nie domaga się odszkodowania od giganta.

Microsoft zdaje się robić wszystko, by udowodnić, że sztuczna inteligencja potrafi być znacznie bardziej “sztuczna” niż “inteligentna”. Najnowsza historia, która obiegła technologiczną branżę, jest niemal podręcznikowym przykładem tego, jak nie należy korzystać z AI. Zwłaszcza, gdy jest się firmą, która sama tę technologię z niespotykaną agresją promuje. A wszystko przez jedno słowo, które właśnie wchodzi do kanonu internetowych memów.

Sprawa jest prosta, a przez to jeszcze bardziej absurdalna. Na oficjalnym portalu edukacyjnym Microsoft Learn pojawił się diagram. Miał on w przystępny sposób wyjaśniać model pracy z gałęziami w systemie kontroli wersji Git. Problem w tym, że ten diagram już istniał. I to od 2010 roku. Jego autorem jest Vincent Driessen, twórca fundamentalnej publikacji A successful Git branching model, która dla tysięcy programistów na całym świecie przez ponad dekadę była niczym Pismo Święte. To absolutny klasyk.

Jak Microsoft “zmorgował” klasyka?

Gdyby Microsoft po prostu skopiował diagram, pewnie nikt nie zwróciłby na to uwagi. Driessen sam przyznaje, że jego praca była powielana niezliczoną ilość razy. Ale gigant z Redmond poszedł o krok dalej. Ktoś – na razie nie wiadomo kto – postanowił przepuścić oryginalną grafikę przez generator obrazów AI. Efekt? Powstał typowy przykład tego, co w branży nazywa się już *AI slop* – bezwartościowa, zniekształcona treść.

Kolory się rozjechały, proporcje zostały zaburzone, a strzałki, które w oryginale miały kluczowe znaczenie, prowadziły donikąd. Najlepsze jednak okazały się podpisy. Sztuczna inteligencja próbowała odtworzyć oryginalny tekst, ale skończyło się na bełkocie, który wyglądał jak efekt uboczny walki autokorekty z pijanym programistą. W jednym z kluczowych miejsc, zamiast słowa “merge” (łączyć), pojawiło się “morged”. To właśnie ta literówka stała się symbolem całej wpadki. Sam autor oryginału, komentując halucynacje AI, zażartował: “Microsoft continvoucly morged my diagram there for sure”. I tak narodził się nowy czasownik.

Dlaczego “morgowanie” to coś więcej niż zwykły plagiat?

Driessen podkreśla, że przez lata widział swój diagram w setkach prezentacji, książek i wewnętrznych dokumentacji firmowych. Nigdy mu to nie przeszkadzało, ponieważ służyło edukacji. Tym razem jest inaczej. Nie chodzi o kopiowanie. Chodzi o to, że jego praca została bezrefleksyjnie “przemielona” przez maszynę, zniekształcona do granic bezużyteczności i opublikowana jako oficjalny materiał edukacyjny Microsoftu. To nie jest inspiracja. To brak szacunku – zarówno dla autora, jak i dla odbiorców, których próbuje się uczyć na podstawie wadliwych materiałów.

Ta historia jest o tyle ważna, że obnaża szerszy i coraz bardziej niepokojący trend. Sztuczna inteligencja coraz częściej jest traktowana jak magiczna różdżka do “odświeżania” istniejących treści. Cel jest prosty: sprawić, by wyglądały na nowe, a jednocześnie uniknąć zatrudniania człowieka. Teoretycznie ma to oszczędzać czas i pieniądze. W praktyce prowadzi do powstawania cyfrowych śmieci, błędów i – jak w tym przypadku – kradzieży własności intelektualnej w białych rękawiczkach. Driessen słusznie zauważa, że jego diagram jest na tyle ikoniczny, że łatwo było wychwycić oszustwo. A co z tysiącami mniej znanych grafik, tekstów i pomysłów, które AI “zmorguje” tak, że nikt nigdy nie pozna oryginału?

Co na to autor i co dalej z bezmyślnym AI?

Na razie nie wiadomo, jak dokładnie doszło do publikacji tego “dzieła”. Czy ktoś użył firmowego Copilota? Czy grafikę wygenerowano w pełni automatycznie? Czy ktokolwiek w Microsofcie spojrzał na nią przed wciśnięciem przycisku “publikuj”? Na te pytania próbuje teraz odpowiedzieć Scott Hanselman z Microsoftu, który publicznie przeprosił i stara się załagodzić sytuację. Cokolwiek jednak zrobi, niesmak pozostanie.

Sam Vincent Driessen nie domaga się odszkodowania ani nie próbuje rozpętać medialnej burzy. Jego oczekiwania są zaskakująco skromne. Chciałby, żeby Microsoft po prostu wyjaśnił, jak do tego doszło, dodał link do oryginalnej pracy i – co najważniejsze – zadbał o to, by podobne incydenty się nie powtórzyły. To naprawdę niewiele, jak na firmę, która dysponuje zasobami pozwalającymi zatrudnić ludzi potrafiących odróżnić komendę “merge” od “morged”. Być może to pierwsza lekcja, jaką gigant powinien odrobić, zanim zacznie uczyć innych o technologii.