Tinder walczy ze „zmęczeniem swipe’owaniem”. Nowa funkcja AI o nazwie Chemistry zada ci pytania i przeanalizuje zdjęcia, by znaleźć idealne dopasowanie.
W skrócie:
- Tinder testuje w Australii funkcję Chemistry, która wykorzystuje AI do analizy osobowości użytkowników na podstawie pytań i zdjęć z galerii telefonu.
- Celem jest walka ze „zmęczeniem swipe’owaniem” – frustracją wynikającą z konieczności przeglądania setek profili w poszukiwaniu jednego dopasowania.
- Match Group, właściciel Tindera, przeznaczy 50 milionów dolarów na marketing, by przekonać pokolenie Z, że dzięki nowym technologiom „Tinder znów jest cool”.
Przesuwasz w lewo, w lewo, znowu w lewo, a potem dla odmiany w prawo, tylko po to, by rozmowa urwała się po dwóch zdaniach. Brzmi znajomo? Ten rytuał, znany jako „zmęczenie swipe’owaniem”, stał się zmorą współczesnych singli i gwoździem do trumny dla aplikacji randkowych, które same go stworzyły. Tinder, niegdyś niekwestionowany król cyfrowych randek, poczuł na karku oddech konkurencji i – co gorsza – znużenie własnych użytkowników. Odpowiedzią ma być sztuczna inteligencja. Nowa funkcja, nazwana całkiem zgrabnie Chemistry, obiecuje rewolucję: koniec z bezmyślnym przeglądaniem. Zamiast tego, algorytm ma podsuwać nam „jedną lub dwie propozycje”, ale za to trafione w punkt.
Jak działa „chemia” według sztucznej inteligencji?
Spencer Rascoff, CEO Match Group (właściciela Tindera), podczas ostatniej telekonferencji z inwestorami uchylił rąbka tajemnicy. Chemistry, obecnie testowana w Australii, to „sposób na interakcję z Tinderem z pomocą AI”. System, zamiast opierać się wyłącznie na powierzchownych danych profilowych, ma nas poznać dogłębniej. W jaki sposób? Po pierwsze, zada serię pytań dotyczących naszych zainteresowań, wartości i osobowości. Po drugie – i tu robi się ciekawiej – za naszą zgodą przeanalizuje zawartość galerii zdjęć w telefonie.
Algorytm ma z fotografii wyczytać, kim jesteśmy: czy lubimy podróże, spędzamy czas z przyjaciółmi, a może całe dnie poświęcamy ukochanemu psu. Na podstawie tej mozaiki informacji AI stworzy nasz psychologiczny portret, a następnie poszuka kogoś, kto do niego pasuje. Koniec z iluzją nieskończonego wyboru, która, jak przyznają sami twórcy, prowadzi donikąd. Zamiast oceanu anonimowych twarzy, dostaniemy kilka precyzyjnie wyselekcjonowanych kandydatur. To odważny zwrot o 180 stopni względem filozofii, na której Tinder zbudował swoje imperium.
Dlaczego Tinder desperacko potrzebuje zmiany?
Liczby nie kłamią. W ostatnim kwartale ubiegłego roku liczba nowych rejestracji w aplikacji spadła o 5% rok do roku, a liczba aktywnych użytkowników miesięcznie zmalała aż o 9%. Użytkownicy, zwłaszcza z pokolenia Z, narzekają na powtarzalność, brak autentyczności i wszechobecnych oszustów. Model, który dekadę temu był powiewem świeżości, dziś stał się synonimem powierzchowności i wypalenia. Match Group doskonale zdaje sobie z tego sprawę i dlatego stawia wszystko na jedną kartę – technologię.
Firma już wcześniej eksperymentowała z AI, zmieniając kolejność wyświetlanych profili kobietom, co przyniosło niewielką poprawę. Jednak Chemistry to coś znacznie większego. To próba redefinicji całego doświadczenia. Pomóc mają też inne narzędzia, takie jak Face Check – system weryfikacji tożsamości oparty na rozpoznawaniu twarzy. Według danych firmy, jego wdrożenie już przyniosło wymierne korzyści, redukując interakcje z fałszywymi kontami o ponad 50%. To jasny sygnał, że autentyczność i zaufanie stają się nową walutą na rynku cyfrowych randek.
Pieniądze, marketing i obietnica powrotu do łask
Sama technologia to nie wszystko. Trzeba jeszcze przekonać do niej ludzi. Match Group planuje przeznaczyć aż 50 milionów dolarów na kampanię marketingową Tindera, która ma odczarować zły wizerunek aplikacji. Jak zapowiedział Rascoff, kampanie z udziałem twórców na TikToku i Instagramie będą głosić hasło: „Tinder is cool again”. Czy to wystarczy? Czas pokaże. Pomimo tego, że wyniki finansowe za czwarty kwartał (przychód na poziomie 878 milionów dolarów) pobiły oczekiwania analityków, słabe prognozy na przyszłość spowodowały wahania na giełdzie.
Wprowadzenie zaawansowanej AI do serca aplikacji randkowej to ryzykowna gra. Z jednej strony może ona rozwiązać największy problem platformy – zmęczenie materiału. Z drugiej – rodzi pytania o prywatność i granice, jakie jesteśmy w stanie przekroczyć w poszukiwaniu miłości. Jedno jest pewne: era bezmyślnego przesuwania palcem po ekranie powoli dobiega końca. Tinder zrozumiał, że aby przetrwać, musi zaoferować coś więcej niż tylko iluzję wyboru. Musi zaoferować chemię – nawet jeśli ma ją stworzyć algorytm.