Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Dostał 15 milionów dolarów za kontrowersje. Teraz uczy, jak wkurzać ludzi dla zysku

Roy Lee, twórca AI Cluely, na TechCrunch Disrupt radzi startupom: bądźcie kontrowersyjni. Jego firma zdobyła 15 mln USD od a16z dzięki viralowi opartemu na kłamstwie.

W skrócie:

  • Roy Lee z Cluely na TechCrunch Disrupt 2025 stwierdził, że startupy (poza deep tech) muszą skupić się na wiralowej dystrybucji, nawet za cenę kontrowersji.
  • Jego asystent AI Cluely zyskał rozgłos dzięki fałszywemu twierdzeniu o “pomocy w oszukiwaniu”, co przyniosło firmie 15 mln dolarów finansowania od Andreessen Horowitz (a16z).
  • Według Lee, w erze social mediów reputacja traci na znaczeniu, a kluczem do sukcesu jest bycie “ekstremalnym, autentycznym i osobistym”, co naturalnie “wkurza ludzi”.

Roy Lee, założyciel Cluely, ma dla founderów startupów jedną, prostą radę: musicie bardziej postarać się, żeby zaistnieć w sieci. Nawet jeśli oznacza to pójście na wojnę z połową internetu. “Generalnie, jeśli nie siedzisz w deep techu, musisz po cichu, ale dogłębnie, skupić się na dystrybucji” – rzucił ze sceny podczas konferencji TechCrunch Disrupt 2025 w San Francisco. To nie była jednak typowa, coachingowa gadka o marketingu. To była instrukcja obsługi kontrowersji jako narzędzia biznesowego.

Lee od razu postawił sprawę jasno. Nie każdy nadaje się do tej gry. Według niego świat inżynierów i świat wiralowego marketingu to dwa odrębne ekosystemy, które rzadko się przenikają. Jego zdaniem inżynierowie po prostu nie są stworzeni do bycia twórcami treści, które podbijają sieć. “Jeśli jesteś dobry w inżynierii, prawdopodobnie nie jesteś zabawny i nie zostaniesz twórcą contentu, bo nie masz tego we krwi. Realistycznie rzecz biorąc, większość tych ludzi nie ma szans na virala” – stwierdził bez ogródek, wywołując na sali mieszaninę śmiechu i konsternacji.

Jak zarobić miliony, wkurzając pół internetu?

Skąd u niego taka pewność siebie? Z doświadczenia. Asystent AI od Cluely stał się sławny w kwietniu tego roku, gdy firma wypuściła w świat komunikat, że ich niewykrywalne okienka mogą “pomóc ci oszukiwać we wszystkim”. To była odważna, bezczelna i – jak się szybko okazało – nieprawdziwa deklaracja. Niedługo później szereg firm zajmujących się proctoringiem (nadzorem egzaminów online) udowodniło, że bez problemu wykrywają użycie asystenta. Ale mleko już się rozlało. Szum wokół Cluely był tak ogromny, że w ciągu kilku miesięcy firma zebrała 15 milionów dolarów w rundzie finansowania prowadzonej przez giganta – fundusz Andreessen Horowitz (a16z).

Dla Lee to dowód, że jego metoda działa. On sam przyznaje, że ma talent do wywoływania skrajnych emocji. “Myślę, że jestem szczególnie dobry w przedstawianiu siebie w sposób, który jest kontrowersyjny” – powiedział. “Robię wiele rzeczy inaczej. A wszystko, co robię inaczej, filtruję przez mój własny głos. A mój głos jest z natury bardzo wkurzający dla wielu ludzi”. I trudno się z tym nie zgodzić. Lee nie próbuje być miły. On próbuje być skuteczny. A w jego świecie skuteczność mierzy się zasięgiem.

Czy reputacja to już przeżytek?

Jego podejście to część szerszej filozofii dotyczącej mediów społecznościowych, gdzie uwaga jest jedyną walutą, która ma znaczenie. Stara szkoła budowania żelaznej reputacji, wzorem “The New York Timesa”, odchodzi według niego do lamusa. Dlaczego? Bo liderzy technologiczni sami redefiniują zasady gry. Gdy szef OpenAI, Sam Altman, pisze na Twitterze o “przystojnych facetach”, a Elon Musk “wariuje na całego”, próba bycia grzecznym i ułożonym staje się po prostu nudna.

“Reputacja to swego rodzaju przeżytek” – podsumował Lee. “Musisz zdać sobie sprawę, że świat zmierza w inne miejsce. Musisz być ekstremalny, autentyczny i osobisty”. W tej nowej rzeczywistości bycie nijakim jest gorsze niż bycie znienawidzonym. Przynajmniej ci drudzy generują zaangażowanie. To cyniczne? Być może. Ale patrząc na krajobraz medialny, trudno odmówić mu pewnej dozy racji. Autentyczność, nawet ta najbardziej irytująca, sprzedaje się dziś lepiej niż wyważone komunikaty PR-owe.

A co z liczbami? Tajemnica poliszynela

Pozostaje jednak kluczowe pytanie: czy ta strategia przekłada się na realne wyniki biznesowe? Gdy dziennikarze zapytali Lee o przychody lub liczbę użytkowników Cluely, ten zgrabnie uniknął odpowiedzi. Jego zdaniem dzielenie się takimi danymi to strategiczny błąd, niezależnie od sytuacji. To pułapka, w której nie da się wygrać.

“Nauczyłem się, że nigdy nie należy dzielić się danymi o przychodach. Jeśli idzie ci dobrze, nikt nie będzie o tym mówił. A jeśli idzie ci źle, ludzie będą mówić tylko o tym, jak źle ci idzie” – wyjaśnił. Dodał jedynie, że wyniki są “lepsze, niż się spodziewał, ale nie jest to najszybciej rosnąca firma wszech czasów”. To zgrabne, ale mało konkretne podsumowanie pozostawia pole do interpretacji. Czy Roy Lee to geniusz marketingu nowej ery, czy może mistrz budowania fasady, za którą kryje się znacznie mniej imponująca rzeczywistość? Czas pokaże. Na razie ma 15 milionów dolarów i uwagę całego świata technologii. A to, jak sam twierdzi, jest najważniejsze.