Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Trump został pierwszym prezydentem ery AI-slopu. Jego kampania to cyfrowa puszka Pandory

Donald Trump, unikający komputerów, stał się pierwszym prezydentem ery AI. Jego media społecznościowe zalewają generowane klipy, a WIRED bada, kto za tym stoi.

W skrócie:

  • Media społecznościowe Donalda Trumpa regularnie publikują treści wideo wygenerowane przez sztuczną inteligencję, co stanowi precedens w kampaniach politycznych.
  • Dziennikarz Jake Lahut z magazynu WIRED określił go mianem “pierwszego prezydenta ery AI-slopu”, wskazując na zalew niskiej jakości, syntetycznych materiałów.
  • Praktyka ta budzi poważne pytania o autentyczność przekazu politycznego, granice dezinformacji i przyszłość debat publicznych w erze wszechobecnych narzędzi AI.

Donald Trump, człowiek, który – jak sam przyznaje – rzadko korzysta z komputera, a e‑maile uważa za wynalazek co najmniej podejrzany, paradoksalnie otworzył nowy, cyfrowy front w polityce. Jego profile w mediach społecznościowych stały się poligonem doświadczalnym dla treści generowanych przez AI. I nie mówimy tu o subtelnych, ledwo zauważalnych poprawkach. Mówimy o zalewie materiałów, które Jake Lahut na łamach prestiżowego magazynu WIRED bez ogródek nazwał “AI slop” – cyfrowymi pomyjami.

Jak wygląda prezydencki “AI slop”?

Termin “slop” (ang. pomyje) idealnie oddaje charakter tych treści. To masowo produkowane, często niskiej jakości materiały, które mają na celu zalanie algorytmów i przyciągnięcie uwagi za wszelką cenę. W przypadku kampanii Trumpa są to zazwyczaj krótkie klipy wideo o charakterystycznej, nieco surrealistycznej estetyce. Przedstawiają one kandydata w heroicznych pozach, jako zbawcę narodu, otoczonego symbolicznymi postaciami lub umieszczonego w fantastycznych sceneriach. Nie są to jeszcze precyzyjne deepfake’i, które miałyby kogoś oszukać, ale raczej stylizowane, propagandowe obrazy. Ich siła nie leży w realizmie, lecz w zdolności do wywoływania natychmiastowych, silnych emocji i utrwalania określonego wizerunku. To komunikacja wizualna sprowadzona do najbardziej prymitywnej, ale – jak się okazuje – niezwykle skutecznej formy. Co więcej, ich produkcja jest tania i błyskawiczna, co pozwala na testowanie dziesiątek wariantów przekazu każdego dnia.

Kto pociąga za sznurki w tym cyfrowym teatrze?

Dziennikarskie śledztwo WIRED próbuje odpowiedzieć na kluczowe pytanie: kto dokładnie stoi za tą strategią? Czy to oficjalny sztab wyborczy, który świadomie eksperymentuje z nową technologią? A może zewnętrzna agencja marketingowa, która znalazła sposób na tanie i efektywne budowanie zaangażowania? Jest też trzecia możliwość – być może mamy do czynienia z oddolną inicjatywą zwolenników, których twórczość jest po prostu podchwytywana i wzmacniana przez oficjalne kanały. Brak transparentności w tej kwestii jest niepokojący. Utrudnia bowiem pociągnięcie kogokolwiek do odpowiedzialności za ewentualne manipulacje czy dezinformację. Ta niepewność tworzy idealne warunki do testowania granic tego, co w politycznej komunikacji jest jeszcze dopuszczalne. Na razie nikt nie przyznaje się do autorstwa, a cyfrowa machina pracuje pełną parą, bez jakiejkolwiek kontroli.

Czy polityka wkracza w erę post-prawdy 2.0?

Przypadek Trumpa to coś więcej niż tylko ciekawostka technologiczna. To zwiastun fundamentalnej zmiany w sposobie prowadzenia kampanii politycznych. Skoro dziś kandydat na prezydenta USA może bezkarnie zalewać internet syntetycznymi treściami, co powstrzyma innych przed pójściem o krok dalej? Wyobraźmy sobie wybory, w których deepfake’i kontrkandydatów wygłaszających kompromitujące kwestie stają się normą, a chatboty napędzane przez zaawansowane modele językowe prowadzą spersonalizowane “rozmowy” z milionami wyborców, manipulując ich emocjami. To już nie jest science fiction. Narzędzia takie jak Sora od OpenAI czy modele od Anthropic pokazują, jak szybko zaciera się granica między rzeczywistością a fikcją. Wejście “AI slop” do głównego nurtu polityki to otwarcie puszki Pandory. Stajemy przed ryzykiem całkowitej erozji zaufania do informacji, gdzie każdy obraz, dźwięk i tekst może być fałszerstwem. Trump jest pierwszy. Z pewnością nie ostatni.