Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

AI pożera więcej prądu niż całe kraje. Ujawniamy, jak rządy chcą to powstrzymać

Sztuczna inteligencja zużywa gigantyczne ilości energii. Europa wprowadza surowe regulacje, a USA… gra na zwłokę. Jak nowe prawo wpłynie na centra danych i AI?

W skrócie:

  • Wielka Brytania wymaga od dużych firm – w tym dostawców AI – raportowania zużycia energii i emisji gazów cieplarnianych w ramach obowiązujących przepisów SECR.
  • Unia Europejska idzie o krok dalej, wprowadzając dyrektywą EED obowiązek szczegółowego raportowania dla centrów danych o mocy powyżej 500 kW.
  • Stany Zjednoczone prezentują niejednolite stanowisko: proponują dobrowolne ramy raportowania, jednocześnie ułatwiając budowę centrów danych zasilanych paliwami kopalnymi.

Apetyt sztucznej inteligencji na zasoby rośnie w tempie wykładniczym. Każde zapytanie do zaawansowanego modelu językowego to realny koszt – nie tylko finansowy, ale przede wszystkim środowiskowy. Gigantyczne centra danych, napędzające rewolucję AI, pochłaniają niewyobrażalne ilości prądu i wody, wywierając presję na sieci energetyczne i budząc coraz większy niepokój. W odpowiedzi na to wyzwanie, rządy po obu stronach Atlantyku zaczynają działać. Tyle że ich strategie, delikatnie mówiąc, mocno się różnią. Europa stawia na twarde regulacje i transparentność. Ameryka? Cóż, Ameryka zdaje się prowadzić ryzykowną grę na dwa fronty.

Europa zaciska pasa. Jak UK i UE chcą kontrolować AI?

Wielka Brytania i Unia Europejska nie zamierzają czekać. Co prawda ich podejścia nieco się różnią, ale cel jest wspólny: zmusić technologicznych gigantów do odpowiedzialności. W Zjednoczonym Królestwie kluczowym mechanizmem jest system Streamlined Energy and Carbon Reporting (SECR). Zgodnie z nim, duże firmy (zatrudniające ponad 250 osób lub z obrotem powyżej 36 mln funtów) muszą w swoich rocznych raportach ujawniać zużycie energii i emisje gazów cieplarnianych. Przepisy nie celują bezpośrednio w AI, ale ich siła rażenia jest oczywista – każda duża firma oferująca usługi AI lub hosting w centrach danych znajduje się pod lupą regulatorów i opinii publicznej.

Unia Europejska poszła jednak znacznie dalej, co nikogo nie powinno dziwić. Nowa Dyrektywa w sprawie efektywności energetycznej (EED) to już nie subtelne sugestie, a konkretny wymóg. Nakłada ona obowiązek raportowania bezpośrednio na centra danych o mocy przekraczającej 500 kW. A to oznacza praktycznie wszystkie liczące się obiekty. Lista wymaganych informacji jest długa: od zużycia energii i wody, przez wykorzystanie ciepła odpadowego, po udział energii odnawialnej. Dane te trafią do centralnej europejskiej bazy, a ich agregaty będą publicznie dostępne. Bruksela chce wiedzieć wszystko i nie waha się użyć do tego prawnych narzędzi.

Amerykański sen o taniej energii? Dlaczego USA grają na dwa fronty?

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych panuje legislacyjny chaos. Z jednej strony pojawiają się inicjatywy mające na celu zwiększenie transparentności. Przykładem jest projekt ustawy Artificial Intelligence Environmental Impacts Act of 2024, który zakłada stworzenie ram do raportowania wpływu AI na środowisko. Jest tylko jeden, malutki szczegół: udział w programie ma być całkowicie dobrowolny. To trochę tak, jakby poprosić wilka, by dobrowolnie raportował, ile owiec zjadł. Inicjatywa szlachetna, ale jej skuteczność pozostaje, eufemistycznie rzecz ujmując, dyskusyjna.

Z drugiej strony mamy działania administracji federalnej, które wydają się stać w sprzeczności z ekologicznymi hasłami. Agencja Ochrony Środowiska (EPA) wydała wytyczne, które pozwalają na używanie rezerwowych silników spalinowych w centrach danych do 50 godzin rocznie w warunkach innych niż awaryjne. Ma to wspierać stabilność sieci energetycznej. Na dokładkę, prezydencki dekret wykonawczy ma na celu przyspieszenie wydawania pozwoleń na budowę centrów danych, priorytetowo traktując “dyspozycyjne bazowe źródła energii”, co w praktyce często oznacza paliwa kopalne. Paradoks? Oczywiście. Na szczęście niektóre stany, jak Kalifornia czy Nowy Jork, próbują iść pod prąd, wprowadzając własne, znacznie bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące raportowania klimatycznego.

Co to oznacza dla biznesu? Kto wygra ten wyścig regulacji?

Dla globalnych dostawców usług AI obecna sytuacja to prawny i operacyjny koszmar. W zależności od lokalizacji biznesu, klientów i infrastruktury, firma może podlegać kilku różnym, a czasem sprzecznym reżimom prawnym. Fragmentaryczne podejście USA przypomina Europę sprzed dekady – okres dobrowolnych deklaracji, który ostatecznie doprowadził do wprowadzenia twardych, obowiązkowych regulacji. Wydaje się, że Stany Zjednoczone są po prostu na wcześniejszym etapie tej samej drogi.

Nawet bez presji prawnej, coraz więcej firm technologicznych prawdopodobnie zacznie dobrowolnie raportować swój ślad środowiskowy. To już nie tylko kwestia wizerunku, ale i czystego biznesu. Transparentność przyciąga inwestorów i świadomych ekologicznie klientów, a analiza zużycia energii pozwala optymalizować koszty. Jedno jest pewne: dostawcy AI będą musieli uważnie śledzić rozwój przepisów, aby pozostać zgodnymi z prawem i konkurencyjnymi na rynku, na którym “zielony” certyfikat staje się równie ważny, co moc obliczeniowa.