YouTube w 2026 roku wprowadzi awatary AI, pogłębiając problem tzw. AI Slop. Szef serwisu, Neal Mohan, zapowiada walkę z plagą, którą platforma sama współtworzy.
W skrócie:
- YouTube planuje wprowadzić funkcję tworzenia filmów z wykorzystaniem awatarów generowanych przez sztuczną inteligencję, a premiera ma nastąpić w 2026 roku.
- Już teraz szacuje się, że co piąty film na platformie to materiał stworzony przez AI, co firma określa mianem problemu “AI Slop”, czyli zalewu treści niskiej jakości.
- Szef YouTube’a, Neal Mohan, ogłosił rozwój systemów do walki ze spamem i dezinformacją, jednocześnie promując narzędzia, które mogą napędzać ich produkcję.
Neal Mohan, szef YouTube’a, przedstawił wizję, która brzmi jak scenariusz korporacyjnego thrillera. Z jednej strony mamy obietnicę demokratyzacji tworzenia treści – narzędzia AI tak proste, że każdy będzie mógł wygenerować wideo. Z drugiej, ten sam człowiek przyznaje, że jego platforma tonie w zalewie cyfrowych śmieci produkowanych przez… cóż, przez tę samą technologię. To nie jest zwykła ironia losu. To strategia, która może zmienić YouTube nie do poznania, ale niekoniecznie na lepsze.
Jakie dokładnie funkcje AI szykuje YouTube?
Główną gwiazdą nadchodzącej rewolucji mają być awatary generowane przez sztuczną inteligencję. Wyobraźmy sobie narzędzie, które pozwala w kilka minut stworzyć krótkie wideo z cyfrową podobizną prowadzącego – bez kamery, bez studia, bez ludzkiej twarzy. Brzmi jak marzenie dla marketerów i twórców masowo produkujących proste poradniki. Jednak dla widza oznacza to potencjalnie jeszcze więcej materiałów o zerowej wartości merytorycznej, za to z nieludzkim, pozbawionym emocji awatarem w roli głównej. Platforma, która już teraz zalewana jest filmami z syntetycznymi lektorami, przygotowuje się na kolejną falę. Falę, która – co trzeba przyznać – może okazać się niezwykle skuteczna w generowaniu kliknięć i czasu oglądania.
Czy YouTube walczy z problemem, który sam tworzy?
Oto i cały paradoks. Neal Mohan publicznie deklaruje, że jego zespół intensywnie rozwija systemy do walki z tzw. AI Slop. To zgrabne określenie na masę niskiej jakości, powtarzalnych, a czasem wręcz szkodliwych treści generowanych przez AI – od clickbaitowych filmików po zaawansowane deepfake’i służące dezinformacji. Trudno nie odnieść wrażenia, że Google próbuje jednocześnie gasić pożar i dolewać do niego benzyny. Ogłasza walkę ze spamem, a za chwilę daje twórcom narzędzie do jego masowej produkcji. To tak, jakby producent fast foodów prowadził kampanię na rzecz zdrowego odżywiania. Co prawda niektóre innowacje AI się przyjęły. Firma chwali się, że w grudniu 2025 roku średnio 6 milionów osób dziennie oglądało ponad 10 minut materiałów z automatycznym dubbingiem. Ale dubbing to narzędzie pomocnicze. Awatary to zupełnie inna kategoria wagowa.
“AI Slop” – co to jest i dlaczego to gigantyczny problem?
Termin “AI Slop” idealnie oddaje naturę zjawiska. To cyfrowa breja, która zapycha algorytmy i utrudnia dotarcie do wartościowych treści. Obecnie szacuje się, że już co piąty film wrzucany na YouTube jest dziełem sztucznej inteligencji. To nie tylko proste animacje czy filmy z syntezatorem mowy. To również materiały manipulujące wizerunkiem znanych osób, szerzące teorie spiskowe i zwykłe oszustwa. Walka z tym zjawiskiem przypomina walkę z hydrą – w miejsce jednej odciętej głowy natychmiast wyrastają dwie nowe. YouTube, popularyzując narzędzia AI, sam dostarcza tej hydrze pożywienia. Decyzja o wprowadzeniu awatarów AI to świadomy krok w stronę dalszego eskalowania tego problemu. Czy zyski z zaangażowania, jakie wygenerują nowe, proste w produkcji treści, są warte ryzyka utraty zaufania użytkowników? Wygląda na to, że ktoś w Mountain View już policzył, że tak.