Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Kierowcy Ubera mają nową fuchę. Będą trenować sztuczną inteligencję za pieniądze

Uber już nie jest tylko od taksówek. Firma wchodzi w hotele i finanse, a kierowcom płaci za… trenowanie AI. To część planu stworzenia “aplikacji do wszystkiego”.

W skrócie:

  • Uber, we współpracy z Expedią, oferuje już rezerwacje hoteli. W Europie przez aplikację można wynająć łódź, a to dopiero początek ekspansji w sektorze turystycznym.
  • Powstał nowy dział AV Labs, który tworzy flotę aut z sensorami do zbierania danych o jeździe. Mają one pomóc partnerom od pojazdów autonomicznych, ale też dać Uberowi przewagę.
  • Firma stworzyła model biznesowy, w którym kierowcy mogą dodatkowo zarabiać, etykietując dane i transkrybując nagrania dla zewnętrznych firm rozwijających generatywną AI.

Jeśli myślisz o Uberze wyłącznie w kategoriach zamawiania przejazdu lub jedzenia, to… cóż, firma właśnie zostawiła cię daleko w tyle. Przez ostatni rok gigant po cichu, ale z żelazną konsekwencją, dokładał kolejne elementy do swojej globalnej układanki. Efekt? Aplikacja, którą znasz, to już tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią dzieje się rewolucja, w której pierwsze skrzypce grają dane i sztuczna inteligencja. A jej częścią, co najbardziej zaskakujące, stali się sami kierowcy.

Jak Uber chce zostać aplikacją od wszystkiego?

Pamiętacie azjatyckie super-aplikacje, w których załatwia się wszystko – od zakupów po urzędowe sprawy? Wygląda na to, że Uberowi zamarzył się podobny status na Zachodzie. W aplikacji znajdziemy już rezerwacje hoteli (dzięki partnerstwu z Expedią), wynajem łodzi w Europie czy funkcję konsjerża, który zrobi za nas zakupy w dowolnym lokalnym sklepie. To nie przypadek, lecz starannie zaplanowana strategia. Jak przyznaje Sachin Kansal, Chief Product Officer w Uberze, podróże stały się dla firmy “trzecim filarem” – obok przewozów i dostaw. “Każdego roku 1,5 miliarda przejazdów na naszej platformie odbywa się poza miastem rodzinnym użytkownika, więc wiemy, że podróże są dla nich bardzo częstym przypadkiem użycia” – wyjaśnia Kansal.

Firma coraz śmielej wchodzi też w usługi finansowe. Na razie skupia się na kierowcach, którzy mogą korzystać z karty debetowej Uber Pro, ale eksperymenty z produktami dla sprzedawców już trwają. Kansal studzi jednak emocje, jeśli chodzi o konsumentów. Uber nie zamierza być “wszystkim dla wszystkich” i woli polegać na partnerach, np. w kwestii usług typu “kup teraz, zapłać później”. To pragmatyczne podejście – niech eksperci robią to, na czym znają się najlepiej.

Wyścig o dane, czyli cicha wojna z Waymo

Jednak najciekawsze rzeczy dzieją się za kulisami. Uber uruchomił nowy dział o nazwie AV Labs. Jego zadanie jest proste, choć piekielnie ambitne: stworzyć flotę setek pojazdów naszpikowanych sensorami i zbierać miliony kilometrów danych o jeździe. Oficjalnie ma to pomóc partnerom rozwijającym technologię pojazdów autonomicznych. Nieoficjalnie – to potężna polisa ubezpieczeniowa i narzędzie do zdobycia przewagi.

Uber ma bowiem skomplikowaną relację z firmami takimi jak Waymo. W jednych miastach (Austin, Atlanta) blisko współpracują, w innych (Phoenix, gdzie pilotaż niedawno zakończono) ostro konkurują. “Waymo to nasz doskonały partner, ale w wielu miastach jest również konkurentem” – przyznaje bez ogródek Kansal. Uber nie chce budować własnego autonomicznego samochodu. Zamiast tego chce być właścicielem “toru wyścigowego”, czyli platformy i danych, na których będą mogły ścigać się różne technologie. Kto kontroluje dane, ten dyktuje warunki. Proste.

Czy kierowcy Ubera zostaną trenerami AI?

A teraz największe zaskoczenie. Uber znalazł sposób, by jego baza 10 milionów kierowców i kurierów na całym świecie stała się częścią rewolucji AI w zupełnie nowy sposób. Firma stworzyła biznes polegający na… sprzedawaniu pracy ludzkiej firmom z branży GenAI. Kierowcy, w czasie gdy nie realizują kursów, mogą zarabiać dodatkowe pieniądze, wykonując proste zadania, takie jak etykietowanie danych, transkrypcja fragmentów audio czy zbieranie nagrań głosowych. “Tak, mamy z nimi relacje handlowe i sprzedajemy im te usługi. To nowa część biznesu, co do której jesteśmy niezwykle optymistyczni” – mówi Kansal.

Przedstawiciel firmy od razu ucina spekulacje: prywatność pasażerów jest bezpieczna. “Chcę być bardzo jasny, żadne rozmowy podczas przejazdu nie są nagrywane. Kierowcy wykonują te zadania, gdy nie są w trakcie kursu” – zapewnia. Sztuczna inteligencja już teraz pojawia się w aplikacji w bardziej widoczny sposób. Asystent podpowiada kierowcom, gdzie jest największy popyt, a algorytm pomaga tworzyć listę zakupów w Uber Eats. Docelowo Uber ma stać się w pełni “agencyjną” platformą, której powiemy: “zaplanuj i zarezerwuj moją całą podróż”. Kiedy? Tego nikt nie wie. Firma woli poczekać, niż wypuścić na rynek coś, co nie działa perfekcyjnie. I to chyba dobra wiadomość.