Szef Microsoftu zmienia narrację, OpenAI może stracić 14 mld dol., a Bill Gates ostrzegał przed bańką. Czy rewolucja AI to spektakl, za który nikt nie chce płacić?
W skrócie:
- Satya Nadella, CEO Microsoftu, w ciągu kilku tygodni przeszedł od obrony AI do ostrzeżeń, że technologia musi udowodnić swoją wartość, by nie stracić poparcia.
- OpenAI, twórca ChataGPT, stoi w obliczu potencjalnej straty w wysokości 14 miliardów dolarów w bieżącym roku, co pokazuje gigantyczne koszty utrzymania modeli.
- Już rok temu Bill Gates porównał obecny boom na sztuczną inteligencję do bańki dotcomowej, przewidując, że “tonę inwestycji szlag trafi”.
Pamiętacie jeszcze czasy, gdy technologia rozwiązywała realne problemy, zamiast desperacko szukać dla siebie zastosowań? Jeśli tak, to zapewne macie podobne wrażenie jak ja: sztuczna inteligencja stała się jednym z największych spektakli naszych czasów. I to takim, w którym aktorzy gubią wątki opisane w scenariuszu szybciej, niż publiczność zdąży wygodnie się rozsiąść w fotelach.
Na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos wydarzyło się coś, co trudno nazwać inaczej niż retoryczną akrobatyką. CEO Microsoftu, Satya Nadella, najpierw apelował, by przestać krytykować AI. Trzy tygodnie później ten sam człowiek ostrzegał, że sztuczna inteligencja musi udowodnić swoją wartość, bo inaczej straci społeczne poparcie. W branży PR nazywa się to dynamicznym przywództwem. Ja wolę określenie: huśtawka narracyjna.
Jakie są prawdziwe koszty rewolucji AI?
Wyobraźcie sobie luksusowy kurort w Davos. Śnieg skrzypi pod butami, a prezesi największych firm technologicznych mówią o tokenach jako nowej jednostce ekonomicznej. Brzmi jak preludium do kolejnej bańki? Słusznie. Jednocześnie słyszymy, że jedna odpowiedź ChatGPT zużywa zaledwie 0,34 Wh – tyle co energooszczędna żarówka przez kilka minut. Niewinnie. Uroczo. Wręcz ekologicznie. Problem w tym, że w świecie AI diabeł tkwi w szczegółach, o których nikt nie chce mówić głośno.
Modele nowej generacji zużywają wielokrotnie więcej wody, niż wcześniej raportowano. GPT‑4 wypija równowartość trzech butelek wody na każde sto wygenerowanych słów. Microsoft i Google konsumują więcej energii niż ponad sto państw razem wziętych. A mimo to słyszymy, że wzrost PKB będzie skorelowany z ceną energii potrzebnej do obsługi AI. Brzmi jak nowe technologiczne ewangelium, pomimo tego, że rzeczywistość nie chce się do tej opowieści dopasować.
To nie tylko kryzys wizerunkowy. To przede wszystkim kryzys finansowy. OpenAI – firma, która miała być symbolem nowej ery – stoi przed ryzykiem 14 mld dol. straty w bieżącym roku. Trening modeli kosztuje fortunę. Utrzymanie infrastruktury kosztuje fortunę. Zatrudnienie najlepszych badaczy kosztuje fortunę. A przychody? Cóż… entuzjazm inwestorów nie jest walutą. I właśnie w tym momencie Nadella mówi, że AI musi udowodnić swoją wartość. Przypadek? Nie sądzę.
Dlaczego Bill Gates już rok temu przewidział kłopoty?
Bill Gates, człowiek, który rzadko rzuca słowa na wiatr, już rok temu ostrzegał przed bańką AI. Porównał ją do bańki dotcomowej. A jeśli ktoś pamięta lata 1999 – 2000, to wie, że to nie była metafora, tylko ostrzeżenie. Gates mówił wprost: “Tonę inwestycji szlag trafi”. Dodał, że Microsoft spali miliard dolarów na OpenAI. Wszystko wskazuje na to, że miał rację. Historia lubi się powtarzać – zwłaszcza w Dolinie Krzemowej, gdzie pamięć jest krótka, a ambicje długie.
Dziś Nadella twierdzi, że każda firma i każda gospodarka powinna tłumaczyć tokeny na wzrost gospodarczy. To zdanie brzmi jak fragment prezentacji, która miała być inspirująca, ale wyszła jak pitch deck startupu z 2017 roku. Prawdziwy problem jest prostszy: AI nie jest jeszcze technologią, która sama broni swojej wartości. Gdyby była, nie potrzebowałaby PR‑u, narracji o społecznym pozwoleniu ani opowieści o tokenach. Po prostu działałaby, przynosząc wymierne korzyści.
Czy imperium AI zaczyna się sypać?
Prawdziwy obraz sytuacji jest dość klarowny. Giganci technologii zbudowali gigantyczną infrastrukturę i wydali na nią astronomiczne kwoty. Teraz odkrywają, że model biznesowy nie nadąża za skalą inwestycji. Dlatego słyszymy o “społecznym pozwoleniu”. Dlatego mówi się o “rzeczywistym wpływie”. Dlatego retoryka zmienia się z tygodnia na tydzień. To nie jest dyskusja o przyszłości ludzkości. To jest paniczna próba ratowania bilansu kwartalnego.
Demis Hassabis (DeepMind) i Dario Amodei (Anthropic) od miesięcy powtarzają, że AI przejmie stanowiska juniorskie. Świetnie dla tych, którzy już są seniorami. Gorzej dla tych, którzy dopiero mieli nimi zostać. A jednak to ci sami ludzie mówią nam, że AI musi udowodnić swoją wartość. To trochę tak, jakby właściciel kasyna mówił: “Hazard musi się opłacać, bo inaczej stracimy poparcie społeczne”. Hazard zawsze się opłaca – tylko niekoniecznie graczom. Nadella, Hassabis, Amodei – oni nie mówią o przyszłości. Oni próbują opanować teraźniejszość, która wymknęła się spod kontroli.