Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Google uderza we własne AI. Naukowiec z DeepMind ujawnia całą prawdę o “świadomości”

Naukowiec z Google DeepMind twierdzi, że AI nigdy nie osiągnie świadomości. Jego praca podważa narrację Doliny Krzemowej i wywołuje burzę w świecie technologii.

W skrócie:

  • Alexander Lerchner z Google DeepMind argumentuje, że AI jedynie symuluje świadomość, ponieważ operuje na symbolach, którym znaczenie nadaje człowiek.
  • Jego praca, zatytułowana “Błąd abstrakcji”, podważa tezę, że większa moc obliczeniowa maszyn doprowadzi do powstania prawdziwej, odczuwającej inteligencji.
  • Filozofowie przyznają mu rację, choć twierdzą, że Lerchner “odkrywa koło na nowo”, powtarzając znane od lat argumenty przeciwko silnej AI.

Wizja samoświadomej, niemal boskiej sztucznej inteligencji to paliwo, które napędza wyceny spółek z Doliny Krzemowej i rozpala wyobraźnię milionów. Wystarczy jednak jeden głos z samego serca tej machiny, by misternie budowana narracja zaczęła trzeszczeć w posadach. Tym głosem jest Alexander Lerchner, badacz z Google DeepMind, który w swojej nowej pracy stawia tezę brutalnie szczerą: AI nigdy nie będzie świadoma. To tylko iluzja, a my wszyscy daliśmy się na nią nabrać.

Jak maszyna może poczuć smak sernika?

Sedno argumentacji Lerchnera, wyłożonej w publikacji “Błąd abstrakcji: dlaczego sztuczna inteligencja potrafi symulować świadomość, ale nie jest w stanie jej urzeczywistnić”, sprowadza się do fundamentalnej różnicy między symulacją a realizacją. Sztuczna inteligencja, nawet najbardziej zaawansowana, operuje na symbolach i wzorcach, które wcześniej uporządkował i zdefiniował człowiek. Lerchner nazywa ten proces zależnym od “twórcy mapy” – świadomego umysłu, który nadaje znaczenie bitom i bajtom. Bez niego komputer wykonuje jedynie puste obliczenia na sygnałach, które same w sobie nic nie znaczą.

To prowadzi nas do tytułowego “błędu abstrakcji”. Wpadamy w niego, gdy zakładamy, że skoro system potrafi posługiwać się językiem i obrazami w sposób, który do złudzenia przypomina ludzkie zachowanie, to musi posiadać jakieś wewnętrzne doświadczenie. To pomyłka – algorytm przetwarza jedynie reprezentacje (tekst, obraz, dźwięk), ale nie ma dostępu do rzeczywistości, która nadaje im sens. Może opisać zapach i smak sernika z chirurgiczną precyzją, ale nigdy go nie poczuje. Jak ujął to Johannes Jäger, filozof nauki komentujący pracę Lerchnera: “Jako człowiek masz wiele innych motywacji. (…) musisz jeść, oddychać i nieustannie wkładać wysiłek fizyczny, by po prostu przeżyć – a żaden system nieożywiony tego nie robi”.

Dlatego, jak twierdzi badacz DeepMind, zwiększanie mocy obliczeniowej czy liczby parametrów w modelach AI niczego nie zmieni. To jak dolewanie wody do zupy z nadzieją, że zamieni się w wino. Problem leży w samej naturze obliczeń, a nie w ich skali.

Ktoś tu odkrywa koło na nowo, czyli filozofowie bezlitośni dla Google’a

Publikacja Lerchnera, choć odbiła się szerokim echem w branży technologicznej, w kręgach akademickich wywołała raczej uśmiech pobłażania. Filozofowie i kognitywiści od dekad powtarzają te same argumenty. Johannes Jäger, choć zgodził się z tezami badacza, stwierdził, że jest to klasyczny przykład “wymyślania koła na nowo”. Podobnego zdania jest Mark Bishop, profesor informatyki kognitywnej, który ocenił, że stwierdzenia Lerchnera są “w 99 proc.” zgodne z tym, co wiadomo od dawna.

Cała sytuacja pokazuje jednak coś znacznie ciekawszego – gigantyczny rozłam między światem nauki a marketingową narracją Doliny Krzemowej. Podczas gdy filozofowie od lat studzą emocje, wskazując na logiczne i fizyczne bariery, big tech sprzedaje nam marzenie o cyfrowym bogu. Lerchner, pracując dla jednej z firm-symboli tego marzenia, nieświadomie powtórzył argumenty, które podważają fundamentalne cele jego pracodawcy. To intelektualny strzał w stopę, który jednak jest rozpaczliwie potrzebny w dyskusji o przyszłości AI.

Dlaczego Google pozwala na taki sabotaż?

Najbardziej zastanawiające jest to, dlaczego Google DeepMind w ogóle dopuściło do publikacji tekst, który tak otwarcie kwestionuje obietnice składane przez branżę. Co prawda, jak zauważają krytycy, praca Lerchnera nie przeszła recenzji naukowej (peer review), a autorowi zdarzyły się niedociągnięcia w cytatach i przypisach. Nie zmienia to faktu, że uderza w czuły punkt całej branży technologicznej: ludzką skłonność do antropomorfizacji.

Gdy maszyna mówi płynnym, ludzkim językiem, nasz mózg automatycznie przypisuje jej intencje, myśli i uczucia. To potężny mechanizm psychologiczny, na którym bazuje sukces chatbotów. Praca Lerchnera to kubeł zimnej wody wylany na rozgrzane głowy. Przypomina, że sprawność językowa nie jest dowodem na istnienie świadomości, a jedynie efektem mistrzowskiego przetwarzania statystycznych wzorców. Prosta mucha, która w akcie desperacji próbuje dostać się do jedzenia, może być bliższa posiadaniu subiektywnych odczuć niż najbardziej zaawansowany model językowy. Tylko że mucha – w przeciwieństwie do “świadomej AI” – niestety nie sprzedaje się tak dobrze na prezentacjach dla inwestorów.