W San Francisco, pod murami The AI Conference, zawrzało. Kierowcy Ubera i aktywiści protestowali przeciwko algorytmom tnącym pensje i wizji AGI. Co ich łączy?
W skrócie:
- Kierowcy Ubera i Lyfta protestowali przeciwko systemom AI, które obniżają ich zarobki i ograniczają liczbę zleceń, żądając transparentności i ludzkiej kontroli.
- Grupa aktywistów Stop AI domagała się całkowitego zakazu rozwoju sztucznej inteligencji ogólnej (AGI), ostrzegając przed egzystencjalnym zagrożeniem dla ludzkości.
- Protesty odbyły się 17 września przed halą konferencyjną Pier 48 w San Francisco, gdzie branża technologiczna dyskutowała o rewolucyjnym potencjale AI.
San Francisco, 17 września. Z jednej strony lśniące hale Pier 48, wypełnione entuzjastami technologii, którzy przybyli na The AI Conference, by celebrować “potężną zdolność AI do rewolucjonizowania każdego aspektu ludzkiej egzystencji”. Z drugiej – chodnik, megafony, gniew i transparenty. Dwa światy, które na co dzień mijają się w wirtualnej przestrzeni, spotkały się w fizycznej konfrontacji. I nie było to spotkanie pełne zrozumienia. To, co działo się na zewnątrz, było głośnym przypomnieniem, że technologiczna rewolucja ma swoją cenę. I że nie wszyscy chcą ją płacić.
Jak algorytm stał się wrogiem kierowcy?
Wśród protestujących najgłośniejszą grupę stanowili kierowcy Ubera i Lyfta, zrzeszeni w Gig Workers Union. Około dwudziestu osób przyszło z bardzo konkretnym postulatem, wypisanym na kartonach: “Uber: End AI Wages”. To nie jest walka z odległą, dystopijną wizją. To walka o dzisiejsze rachunki. Kierowcy twierdzą, że od 2022 roku, kiedy Uber wprowadził system wynagrodzeń oparty na AI, ich praca stała się znacznie trudniejsza. Mechanizm jest prosty – i brutalny. Algorytm, według relacji kierowców, karze ich za odrzucanie nisko płatnych kursów, ograniczając w odpowiedzi wolumen kolejnych zleceń. Co więcej, sama aplikacja ma spowalniać realizację przejazdów, co sprawia, że osiągnięcie dziennego celu finansowego staje się niemal niemożliwe.
“W przypadku Ubera i Lyfta widzimy, jak sztuczna inteligencja faktycznie decyduje o tym, ile zarabiają pracownicy i jak dużo mogą pracować” – mówił na miejscu Neil Martin, koordynator ds. sprawiedliwości technologicznej w Working Partnerships USA. Jego słowa trafiają w sedno. To już nie jest abstrakcyjna dyskusja o przyszłości rynku pracy. To konkretny, namacalny problem, w którym decyzje o czyimś wynagrodzeniu podejmuje nieprzenikniony kod. Protestujący domagają się transparentności, jasnych zasad i – co najważniejsze – możliwości odwołania się do człowieka, gdy system popełni błąd. Chcą, by technologia pracowała z nimi, a nie przeciwko nim. Proste, prawda?
Czy powinniśmy zakazać AI mądrzejszej od nas?
Kilka metrów dalej stała mniejsza, ale nie mniej zdeterminowana grupa. Ośmiu aktywistów z organizacji Stop AI. Ich postulaty sięgały znacznie dalej niż regulacje dla aplikacji przewozowych. Oni chcą, by rządy na całym świecie trwale zakazały rozwoju sztucznej inteligencji mądrzejszej od człowieka, znanej jako AGI (Artificial General Intelligence). W rozdawanych ulotkach malowali obraz apokalipsy: AI nie tylko kradnie pracę i dane, ale też przyspiesza katastrofę klimatyczną i w ostatecznym rozrachunku grozi wyginięciem ludzkości. To strach w skali makro. I chociaż ich protest był kameralny, nie obyło się bez napięć – doszło do drobnej sprzeczki między protestującymi a jednym z uczestników konferencji.
To zderzenie dwóch perspektyw jest fascynujące. Z jednej strony mamy ludzi, których życie zawodowe już teraz jest degradowane przez “głupią” AI, czyli zautomatyzowane systemy optymalizacyjne. Z drugiej – tych, którzy boją się nadejścia AI “mądrej”, która mogłaby nas wszystkich zdominować. Obie grupy, choć z różnych powodów, czują, że tracą kontrolę. I obie kierują swoją frustrację w stronę tych, którzy tę technologię tworzą i wdrażają, często bez szerszej debaty publicznej.
Kto napisze regulamin tej rewolucji?
Kontrast między wnętrzem a zewnętrzem Pier 48 był symboliczny. W środku – panelowe dyskusje o nieograniczonych możliwościach, o rewolucji, która ma “odblokować ludzki potencjał”. Na zewnątrz – ludzie, którzy czują, że ta rewolucja odbywa się ich kosztem. Ta scena z San Francisco to mikrokosmos globalnego dylematu. Technologia pędzi do przodu, napędzana gigantycznymi pieniędzmi i obietnicą niemal boskich mocy, a społeczeństwo i prawo próbują za nią nieudolnie nadążyć. Protesty – nawet te niewielkie – są sygnałem, że rośnie potrzeba rozmowy. Rozmowy nie o tym, czy rozwijać AI, ale jak to robić, by korzyści były rozłożone sprawiedliwie, a ryzyka odpowiednio zarządzane. Bo jeśli jedynymi, którzy ustalają zasady gry, będą jej twórcy, to trudno się dziwić, że ci, którzy stoją na zewnątrz, czują się oszukani. Pytanie brzmi, czy ktoś w środku w ogóle ich słucha.