Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Myjesz naczynia, a oni płacą 80 dolarów. Tak wygląda dziś trening robotów

Mycie podłogi za 80 dolarów? W USA to nowa gałąź gospodarki. Mieszkańcy nagrywają codzienne czynności z kamerami na głowie, by trenować domowe roboty AI.

W skrócie:

  • Uczestnicy w USA zarabiają około 80 dolarów za dwie godziny nagrywania zwykłych obowiązków domowych, takich jak sprzątanie, gotowanie czy podlewanie roślin.
  • Dane wideo z perspektywy pierwszej osoby zasilają systemy “fizycznej AI”, ucząc roboty precyzyjnego naśladowania ludzkich ruchów, chwytu i reagowania na otoczenie.
  • Za rosnącym popytem na dane stoją giganci tacy jak Tesla czy Google, a rynek robotów humanoidalnych ma osiągnąć wartość dziesiątek miliardów dolarów w najbliższej dekadzie.

Gdyby ktoś zaoferował ci pieniądze za parzenie porannej kawy, mycie podłogi albo wieszanie prania, pewnie wzruszyłbyś ramionami. Brzmi jak propozycja z gatunku tych zbyt pięknych, by były prawdziwe. A jednak, jak donosi dziennik Los Angeles Times, w amerykańskiej metropolii właśnie narodziła się nowa gałąź gospodarki opartej na zleceniach dorywczych. To już nie tylko dostarczanie jedzenia czy okazyjne prace w hotelarstwie. Setki mieszkańców Los Angeles regularnie przypinają do głów i nadgarstków kamery, po czym wykonują swoje zwykłe, domowe obowiązki. Każdy ich ruch, każde przetarcie blatu i każde podlanie kwiatka trafia do ogromnych zbiorów danych. To właśnie tak, w naszych kuchniach i salonach, trenuje się dziś roboty przyszłości.

Ile płacą za mycie naczyń i kto za tym stoi?

Za kulisami tego zjawiska stoją startupy i giganci technologiczni rozwijający segment rynku, który eksperci określają mianem “fizycznej AI”. Platformy, które dotąd kojarzyliśmy głównie z pracą dorywczą w gastronomii, takie jak Instawork, rozszerzyły swoją ofertę. Obecnie pośredniczą w zleceniach polegających na rejestrowaniu codziennych czynności. Stawka? Całkiem przyzwoita – około 80 dolarów za dwie godziny nagrania. To propozycja, obok której trudno przejść obojętnie, zwłaszcza gdy praca polega na czymś, co i tak trzeba zrobić. “I tak muszę to zrobić, a teraz ktoś mi za to płaci” – tłumaczy w rozmowie z LA Times jeden z uczestników programu. Dla wielu osób to po prostu kolejny, logiczny krok w karierze opartej na elastycznych zleceniach. Zamiast czekać na kurs z Ubera, można zarobić na zmywaniu.

Dlaczego robot potrzebuje widzieć, jak parzysz kawę?

Wielkie modele językowe, takie jak GPT, nauczyły się pisać wiersze i odpowiadać na pytania, bo przeanalizowały niemal cały internet. Mogą ci podpowiedzieć, jak wyczyścić prysznic albo ułożyć tygodniowy plan sprzątania. Ale robot, który ma ten prysznic faktycznie umyć, potrzebuje zupełnie innego rodzaju danych. Nie wystarczy mu teoria – on musi zobaczyć praktykę. Systemy robotyczne wymagają namacalnych informacji: precyzyjnego odwzorowania ludzkich ruchów, siły nacisku, sposobu chwytania przedmiotów i reagowania na nieprzewidziane sytuacje. Tych danych nie da się po prostu pobrać z Wikipedii. Dlatego firmy technologiczne sięgnęły po ludzi. Na rynku pojawiły się już startupy, które projektują dedykowany sprzęt do zbierania danych – opaski na głowę ze smartfonem czy kamery montowane na nadgarstkach. Wszystko po to, by uchwycić detale niewidoczne z perspektywy statycznej kamery w rogu pokoju. Chodzi o precyzję, o niuanse, o całą tę niewerbalną wiedzę, którą posiadamy jako ludzie.

Jak nauczyć maszynę, co zrobić z rozsypanym ryżem?

Początkowo zlecenia były mocno “scenariuszowe”. Uczestnicy mieli do wykonania konkretną, z góry określoną listę zadań. Teraz jednak firmy idą o krok dalej. Zachęcają do nagrywania naturalnych, codziennych zachowań, bez żadnego scenariusza. Dlaczego? Bo robot przyszłości ma nie tylko wykonać polecenie “ugotuj ryż”. On ma rozumieć kontekst sytuacji. Jeśli podczas gotowania usłyszy cieknący kran w łazience, powinien przerwać czynność i zająć się awarią. A gdy w trakcie gotowania rozsypie ryż, powinien go posprzątać, zanim wróci do poprzedniego zadania. To właśnie “przełączanie uwagi” i reagowanie na bodźce jest jednym z największych wyzwań współczesnej robotyki. Skala zjawiska rośnie lawinowo. Firmy takie jak Tesla czy Google intensywnie inwestują w rozwój humanoidalnych robotów, a analitycy prognozują, że rynek ten w ciągu najbliższej dekady osiągnie wartość dziesiątek miliardów dolarów. Wraz z nim rośnie popyt na dane. A co za tym idzie – na ludzi gotowych je dostarczać, nawet jeśli oznacza to paradowanie po własnym domu z kamerą na głowie.