Midjourney, gigant od obrazów AI, zaskakuje rynek, przejmując Co-Star – popularną aplikację astrologiczną. Ten ruch to coś więcej niż horoskopy. To plan.
W skrócie:
- Midjourney, laboratorium AI znane z generatora obrazów, nabyło aplikację Co-Star, która tworzy spersonalizowane horoskopy i analizy astrologiczne dla milionów użytkowników.
- Co-Star, z bazą 4,3 miliona aktywnych użytkowników miesięcznie, łączy w swojej działalności sztuczną inteligencję z pracą ludzkich redaktorów, by dostarczać treści.
- Cały, dwudziestoosobowy zespół Co-Star dołącza do Midjourney, co może zwiastować prace nad długo wyczekiwaną, samodzielną aplikacją generatora obrazów AI.
Są takie wiadomości w świecie technologii, które sprawiają, że człowiek dwa razy sprawdza datę, upewniając się, że to nie Prima Aprilis. Przejęcie przez Midjourney aplikacji astrologicznej Co-Star z pewnością do nich należy. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak korporacyjny żart albo wynik losowania na automacie z pomysłami na fuzje. Midjourney – królestwo fotorealistycznych i surrealistycznych obrazów generowanych przez AI, bastion kreatywności dostępny przez nieprzyjazny interfejs Discorda. I Co-Star – społecznościowa platforma, gdzie miliony ludzi sprawdzają zgodność swoich znaków zodiaku i czytają, co gwiazdy mają im do powiedzenia. Połączenie wody z ogniem? Niekoniecznie. To może być jeden z najsprytniejszych ruchów, jakie widzieliśmy od dawna.
Czym właściwie jest Co-Star i dlaczego ktoś go chciał?
Aby zrozumieć tę transakcję, trzeba najpierw zdjąć z Co-Star łatkę “głupiej apki z horoskopami”. Owszem, jej rdzeniem jest astrologia, ale opakowana w sposób, który doskonale trafił w gusta pokolenia millenialsów i generacji Z. Aplikacja nie serwuje generycznych wróżb. Zamiast tego wykorzystuje dane NASA oraz profesjonalnych astrologów do tworzenia szczegółowych kosmogramów, a następnie używa AI do generowania spersonalizowanych interpretacji, które są dopieszczane przez ludzki zespół. To właśnie ten hybrydowy model – połączenie technologii z ludzką ekspertyzą – jest jej siłą.
Co-Star to jednak przede wszystkim fenomen społecznościowy. Aplikacja ma około 4,3 miliona aktywnych użytkowników miesięcznie, którzy nie tylko czytają swoje horoskopy, ale też dzielą się nimi, porównują swoje profile ze znajomymi i budują relacje w oparciu o astrologiczną “kompatybilność”. Mówiąc wprost: Midjourney nie kupiło po prostu technologii. Kupiło zaangażowaną społeczność i zespół, który wie, jak taką społeczność zbudować i utrzymać przy użyciu nowoczesnej, świetnie zaprojektowanej aplikacji mobilnej.
Jaki jest prawdziwy plan Midjourney?
David Holz, założyciel Midjourney, to wizjoner, którego ruchy trudno przewidzieć. Jego firma jest niemal synonimem swojego serwera na Discordzie – nie ma oficjalnej, samodzielnej aplikacji, co dla wielu użytkowników jest barierą nie do przejścia. Pomimo tego Midjourney stało się potęgą. A teraz, jak donosi Bloomberg, firma nie tylko wchodzi w astrologię, ale też po cichu buduje ramię medyczne i… spa. Tak, spa. To wszystko układa się w obraz firmy, która nie chce być tylko narzędziem dla grafików. Midjourney chce być marką lifestyle’ową, obecną w różnych, czasem zaskakujących, aspektach naszego życia.
Przejęcie Co-Star wpisuje się w tę strategię idealnie. Laboratorium zyskuje dostęp do know-how w budowaniu produktów konsumenckich z najwyższej półki. Dwudziestoosobowy zespół Co-Star to eksperci od projektowania interfejsów, angażowania użytkowników i monetyzacji na rynku mobilnym. To kompetencje, których Midjourney dotąd ewidentnie brakowało, a które są kluczowe, jeśli firma myśli o wyjściu z “discordowej piwnicy” i zmierzeniu się bezpośrednio z konkurencją posiadającą własne, dopracowane aplikacje.
Czy to oznacza koniec Midjourney na Discordzie?
To pytanie zadają sobie teraz miliony użytkowników. I choć na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia, trudno zignorować fakty. Midjourney, zarabiając setki milionów dolarów, od lat opierało swoją dystrybucję o platformę zewnętrzną. To ryzykowne i niewygodne. Przejęcie zespołu Co-Star wygląda jak inwestycja w talent, który ma wreszcie zbudować samodzielną aplikację Midjourney. Aplikację, która byłaby intuicyjna, szybka i nie wymagałaby znajomości komend wpisywanych w oknie czatu.
Jeśli tak się stanie, będzie to rewolucja. Uwolnienie potencjału Midjourney z okowów Discorda mogłoby przyciągnąć miliony nowych, mniej technicznych użytkowników i zagrozić pozycji Adobe, OpenAI czy Stability AI. Ten pozornie dziwaczny zakup może więc okazać się strategicznym majstersztykiem. Midjourney nie kupiło gwiazd. Kupiło ludzi, którzy wiedzą, jak je sprzedać masowej publiczności. A to bezcenna wiedza, niezależnie od tego, czy sprzedaje się horoskopy, czy dostęp do najpotężniejszego generatora obrazów na świecie.