Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Miał sprzątać w domu, trafi do fabryki. Zaskakujący zwrot w historii robota Neo

Humanoid Neo miał być domowym asystentem. Firma 1X ogłosiła jednak zwrot akcji: nawet 10 000 robotów trafi do fabryk i magazynów. Co to oznacza dla rynku?

W skrócie:

  • Firma 1X zawarła strategiczne partnerstwo z inwestorem EQT, które może objąć sprzedaż do 10 000 humanoidów Neo w latach 2026 – 2030.
  • Robot Neo, promowany jako pierwszy konsumencki asystent domowy za 20 000 dolarów, zostanie wdrożony w sektorze przemysłowym, logistyce i produkcji.
  • Zmiana strategii pokazuje, że rynek domowych humanoidów jest wciąż niedojrzały, a zastosowania komercyjne stają się priorytetem dla producentów.

Norweska firma 1X, specjalizująca się w robotyce, właśnie wykonała ruch, który każe nam wszystkim zrewidować oczekiwania wobec humanoidów. Ogłoszono strategiczne partnerstwo ze szwedzkim funduszem EQT – jednym z inwestorów 1X – w ramach którego portfelowe spółki funduszu będą mogły kupić tysiące robotów Neo. Mówimy tu o potencjalnym zamówieniu na nawet 10 000 maszyn, które mają zostać dostarczone między 2026 a 2030 rokiem. Roboty nie trafią jednak do naszych salonów, by podawać kawę. Zamiast tego zasilą linie produkcyjne, magazyny i centra logistyczne. To o tyle ciekawe, że Neo od samego początku był reklamowany jako “pierwszy gotowy na rynek konsumencki humanoid, zaprojektowany, by odmienić życie w domu”. Coś tu ewidentnie nie gra z pierwotną wizją.

Dlaczego domowy robot idzie do pracy w fabryce?

Decyzja 1X jest czymś znacznie więcej niż tylko zmianą w strategii marketingowej. To brutalne zderzenie futurystycznej wizji z twardą rzeczywistością biznesową. Rynek humanoidów konsumenckich, pomimo szumnych zapowiedzi, wciąż raczkuje. Sprzedaż maszyn do domu napotyka na barierę, której na razie nikt nie potrafi przeskoczyć. Co prawda firma 1X ma w ofercie model przemysłowy o nazwie Eve Industrial, ale umowa z EQT dotyczy konkretnie modelu Neo. Jest to sygnał, że producent szuka sposobu na monetyzację technologii tu i teraz, a przemysł wydaje się jedynym logicznym i opłacalnym kierunkiem. Zamiast czekać na rewolucję w naszych domach, firma postawiła na ewolucję w fabrykach, gdzie zwrot z inwestycji jest znacznie łatwiejszy do policzenia.

Jakie problemy stoją za rynkiem konsumenckich humanoidów?

Sprzedaż zaawansowanego humanoida do użytku domowego to koszmar z kilku powodów. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest cena. Gdy 1X w październiku otworzyło przedsprzedaż na Neo, cena wynosiła 20 000 dolarów, co automatycznie zawęża grono potencjalnych klientów do bardzo wąskiej grupy entuzjastów technologii. Ale pieniądze to nie wszystko. Drugim problemem jest prywatność. Mało kto zdaje sobie sprawę, że Neo (przynajmniej w obecnej formie) pozwala ludzkim operatorom z 1X patrzeć na świat oczami robota. Wizja obcej osoby obserwującej nasze mieszkanie przez kamerę w głowie maszyny jest, delikatnie mówiąc, niepokojąca. Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa – niestabilny, duży robot w otoczeniu małych dzieci lub zwierząt domowych to proszenie się o kłopoty. Wielu ekspertów z branży robotyki, z którymi rozmawiał portal TechCrunch, jest zgodnych: na masową adopcję humanoidów w domach poczekamy jeszcze kilka lat, a może nawet dekadę. Przemysł nie ma takich dylematów. Tam liczy się wydajność.

Kim jest 1X i kto za nim stoi?

Założona w 2014 roku firma 1X to jeden z ciekawszych graczy na rynku robotyki. Do tej pory zebrała ponad 130 milionów dolarów finansowania od potężnych graczy, takich jak Tiger Global, EQT Ventures, a przede wszystkim – OpenAI Startup Fund. Tak, ten sam fundusz, który jest powiązany z twórcami ChatuGPT. To wsparcie daje firmie nie tylko zaplecze finansowe, ale też dostęp do najnowszych badań nad sztuczną inteligencją, co jest kluczowe w rozwoju autonomicznych maszyn. Pomimo ogłoszenia nowej, przemysłowej ścieżki dla Neo, rzecznik 1X zapewnił, że przedsprzedaż konsumencka “znacznie przekroczyła” pierwotne cele firmy. Nie podano jednak żadnych konkretnych liczb. Wygląda więc na to, że 1X chce zjeść ciastko i mieć ciastko – rozwijać technologię dzięki kontraktom przemysłowym, nie porzucając marzenia o robocie w każdym domu. Czas pokaże, czy ta strategia się opłaci.