Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Google Chrome dostaje własnego agenta AI. Już nigdy nie będziesz pracować tak samo.

Google integruje Gemini z Chrome dla firm. Nowy agent AI ma automatyzować żmudne zadania, jak rezerwacje czy wprowadzanie danych, dając pracownikom więcej czasu.

W skrócie:

  • Google wprowadza do Chrome dla firm agenta AI “auto browse” opartego na Gemini. Ma on automatyzować zadania wykonywane w przeglądarce, jak rezerwacje czy wypełnianie CRM.
  • Nowa funkcja wymagać będzie zatwierdzenia przez człowieka. Google zapewnia, że firmowe prompty nie posłużą do trenowania modeli językowych, co jest kluczową deklaracją w kontekście bezpieczeństwa.
  • Jednocześnie firma wzmacnia kontrolę IT, wprowadzając narzędzia do wykrywania nieautoryzowanych aplikacji AI, co ma ukrócić zjawisko tzw. “Shadow IT”.

Google właśnie odpalił bombę, która może trwale zmienić sposób, w jaki miliony ludzi pracują w biurach. Podczas konferencji Google Cloud Next firma ogłosiła, że jej flagowa przeglądarka, Chrome, w wersji dla przedsiębiorstw otrzyma potężne wsparcie w postaci agenta AI opartego na modelu Gemini. To nie jest kolejna kosmetyczna zmiana czy dodatek, który zignorujesz po dwóch dniach. To fundamentalna przebudowa filozofii pracy z przeglądarką – narzędziem, które dla wielu z nas jest dziś głównym oknem na cyfrowy świat zawodowy. Zapomnij o ręcznym przeklejaniu danych między zakładkami. Przynajmniej taka jest obietnica.

Jak działa agent AI wbudowany w Chrome?

Nowa funkcja, nazwana “auto browse”, pozwala Gemini analizować na żywo kontekst tego, co dzieje się w otwartych kartach przeglądarki. Na tej podstawie agent może samodzielnie wykonywać wieloetapowe zadania, które do tej pory pochłaniały cenny czas. Wyobraź sobie, że musisz wprowadzić dane z dokumentu Google Docs do firmowego systemu CRM. Zamiast manualnie kopiować i wklejać kolejne pola, po prostu zlecasz to zadanie AI. Inne przykłady podawane przez Google to porównywanie cenników różnych dostawców otwartych w osobnych zakładkach, automatyczne rezerwowanie podróży służbowej czy streszczanie portfolio kandydata tuż przed rozmową rekrutacyjną. Brzmi jak marzenie każdego zapracowanego menedżera.

Kluczowym elementem systemu ma być jednak zasada “human in the loop”. Oznacza to, że żadna ostateczna akcja nie zostanie podjęta bez Twojej zgody. AI przygotuje wszystko, wypełni formularze, wybierze opcje, ale to człowiek będzie musiał kliknąć ostatni przycisk “Zatwierdź”. To mądry ruch, który ma uspokoić obawy związane z potencjalnymi, kosztownymi błędami autonomicznego agenta. Co więcej, użytkownicy będą mogli zapisywać najczęściej używane przepływy pracy jako tzw. “Skills” (Umiejętności), by później wywoływać je jednym kliknięciem lub prostą komendą.

Czy AI naprawdę uwolni nas od pracy, czy tylko ją zintensyfikuje?

Obietnica zwolnienia nas z nudnych, powtarzalnych zadań jest jednym z najczęściej powtarzanych refrenów rewolucji AI. Google również wpisuje się w tę narrację, twierdząc, że dzięki nowym funkcjom pracownicy będą mogli skupić się na “bardziej strategicznej pracy”. I pomimo tego, że brzmi to wspaniale, warto zachować zdrowy sceptycyzm. Dotychczasowe badania pokazują bowiem, że sztuczna inteligencja wcale nie skraca naszego dnia pracy – a wręcz przeciwnie, często go intensyfikuje. Gdy pewne zadania zostają zautomatyzowane, menedżerowie naturalnie oczekują, że w tym samym czasie zrobimy więcej innych rzeczy. Zamiast ośmiu godzin lżejszej pracy, możemy dostać osiem godzin wypełnionych po brzegi jeszcze bardziej złożonymi wyzwaniami. Dopiero okaże się, jak ta dynamika zadziała na poziomie korporacyjnym, gdy agenci AI staną się standardem.

Ważną deklaracją ze strony Google jest zapewnienie, że prompty i dane wprowadzane przez użytkowników korporacyjnych nie będą wykorzystywane do trenowania modeli AI. W czasach, gdy nawet Meta przyznaje się do trenowania swoich systemów na wewnętrznych danych pracowników, taka transparentność staje się walutą budującą zaufanie. Funkcja początkowo trafi do użytkowników Workspace w Stanach Zjednoczonych.

Jak Google zamierza walczyć z “dzikim” AI w firmach?

Wprowadzenie agenta AI do Chrome to jednak tylko jedna strona medalu. Druga, równie fascynująca, dotyczy bezpieczeństwa i… kontroli. Równolegle Google wyposaża pakiet Chrome Enterprise Premium w zaawansowane narzędzia do wykrywania nieautoryzowanych narzędzi AI używanych w firmie. Mechanizm, nazwany nieco złowieszczo “Shadow IT risk detection”, da działom IT wgląd w to, z jakich stron i aplikacji (zarówno tych zatwierdzonych, jak i “dzikich”) korzystają pracownicy. W praktyce oznacza to, że jeśli Twój zespół zacznie na masową skalę używać konkurencyjnego chatbota, IT natychmiast się o tym dowie.

Google pozycjonuje to jako funkcję bezpieczeństwa, która ma chronić firmę przed wyciekiem danych czy zagrożeniami związanymi z niezabezpieczonymi rozszerzeniami. Jest to oczywiście prawda. Ale jest też drugie dno. To sprytny sposób na zduszenie w zarodku oddolnej adopcji konkurencyjnych technologii AI w świecie korporacyjnym. Gigant technologiczny, wykorzystując działy IT, może skutecznie zablokować rozwój narzędzi, które mogłyby zagrozić jego ekosystemowi. To pokazuje, że bitwa o dominację na rynku AI będzie toczyć się nie tylko na polu innowacji, ale również korporacyjnej polityki i kontroli dostępu.